Mam marzenia

with Brak komentarzy

marzenia

Mam marzenia. Chciałabym zobaczyć, jak moje córki idą do szkoły. W galowej bieli i granacie ruszają na podbój nowego świata. Widzieć, jak pierwszy dzwonek rozbrzmiewa im w uszach, kiedy nerwowo przestępują z nogi na nogę. I jak wielki ołówek – jednak pewne rzeczy się nie zmieniają! – opada na ich szczupłe ramionka, nadając im status pierwszoklasisty.

Mam marzenia.

Chciałabym czekać z obiadem na ich powrót do domu, na plecaki rzucone gdzieś w kąt, ręce pośpiesznie myte, bo przecież głodna, mamo, taka jestem głodna. Nad pachnącym rosołem talerzem wsłuchiwać się w szkolne opowieści. Że Kaśka ma nowy rower, że Romek kocha się w Zośce, że pani od matmy przyszła w wałkach na włosach. Drugi raz w tym tygodniu, uwierzysz, mamo?

Mam marzenia.

Chciałabym poznawać ich pierwsze sympatie. Przywitać na progu młodzieńca z nieśmiałym uśmiechem i przywiędłym kwiatkiem w dłoni albo piegowatego okularnika na deskorolce wymalowanej w ogniste płomienie. Widzieć, jak patrzą na siebie z wypiekami na twarzy, cali przekonani, że to wielka, największa miłość, jedyna taka, niepowtarzalna i na zawsze. Bo przecież, mamo, chodzimy ze sobą już trzy tygodnie!
Być przy nich także, kiedy te sympatie nie zdadzą egzaminu w zderzeniu z prozą życia – ładniejszym warkoczem koleżanki z ławki czy niebieskimi oczami Aśki z IV C. Otrzeć łzy, utulić, pocieszyć. Nad kubkiem kakao się pochylić i słuchać. Lub milczeć razem.

Mam marzenia.

Chciałabym zobaczyć, jak moje córki wchodzą w dorosłe życie. Jak wybiegają w pośpiechu na poranne wykłady albo plecak pakują na kolejne tygodnie w akademiku czy samolot za granicę. Trzymać za nie kciuki, gdy przyjdzie w nerwach czekać na wynik egzaminu. Z dumą gładzić skórzaną oprawę pracy magisterskiej o wykopaliskach w Ameryce Południowej czy pokładach roponośnych.

Albo też kibicować do utraty tchu, jeśli wybiorą inną zupełnie drogą. Jeśli szczęście znajdą w maszynie do szycia, kierowaniu koparką czy nożyczkach, co magicznie migając w utalentowanych rękach, potrafią kołtun Kopciuszka zmienić w fryzurę księżniczki.

Mam marzenia.

Chciałabym pewnego dnia razem z nimi utonąć w świecie tiulów, satyny i organzy, gdzie decyzja tren czy falbana, welon czy wianek, spędzają sen z powiek, żeby potem wywołać uśmiech i zachwyt oniemiały w oczach tego jedynego.
Chciałabym oczami pełnymi łez patrzeć, jak tata prowadzi je do ołtarza. I jego oczy też są mokre. A one promieniują tą radością i blaskiem, które biorą się tylko z absolutniej pewności, że to właśnie jest TO. Na zawsze i nieodwołalnie.

Mam marzenia.

Chciałbym zobaczyć, jak same stają się matkami. W drżące dłonie biorą drobne ciałko noworodka, pół nocy nie śpią, delektując się słodkim zapachem za uszkiem albo tą stópką rozkoszną. Widzieć, jak wypełnia je, jak wypełnia ich oboje, ta jedyna, niepowtarzalna, niezmierzona miłość, która nie gaśnie już nigdy i nie zna granic.

Mam marzenia.

Chciałabym wnuki nosić na rękach. Śpiewać im kołysanki, bajki opowiadać, pleść warkocze i plastry przyklejać na pozdzierane kolana. Razem z nimi bosymi stopami biegać po mokrej od rosy trawie, poziomki zbierać do biszkopta z bitą śmietaną, potajemnie wylizywać miskę słodką i lepką od ciasta. Drżącymi dłońmi przyjmować nieporadnie nagryzmolone laurki, co więcej znaczą niż wszystkie Van Goghi świata.
Współdzielić radość, akceptować w złości, wspierać w zmartwieniu, dobrą radą służyć, kiedy telefon obudzi choćby w środku nocy.

Mam marzenia.

Chciałabym przy wigilijnym stole zasiąść wielopokoleniowo. Nie z obowiązku, nie z tradycji, a z potrzeby serca. Z miłości i radości czerpanej z bycia razem. W żartach i śmiechu, hałasie i harmiderze. Ze spokojem w duszy.

Mam marzenia.

Chciałbym być, być jak najdłużej. Dla mojego męża, dla moich córek, dla moich wnuków. Prawnuków może, kto wie?

 

Kiedy zostajemy mamami, często zapominamy o sobie. Sen, jedzenie, własne zdrowie odchodzą gdzieś w cień, ustępując miejsca im. Małym cudom.
A jednak zostając mamami może bardziej niż kiedykolwiek mamy obowiązek zadbać także o siebie. O swoje zdrowie. Dla nas samych i dla nich. Bo cóż lepszego możemy im dać niż swoją obecność?

Więc tak, mam marzenia, ale nie zostawiam ich samych sobie. Nie na wszystko mam wpływ, ale staram się im pomóc tam, gdzie mogę. Także dbając o siebie.

Mam marzenia, jestem mamą, BADAM SIĘ.

A Ty znalazłeś już swoją motywację?

 

Wpis powstał w ramach akcji #JestemBadamSię, która ma na celu uświadomienie i przypomnienie nam, kobietom, że trzeba się badać. Bo zbyt często w zgiełku życia rodzinnego i zawodowego zapominamy o tym, jak bardzo to ważne.

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj