Mam piętnaście lat i jestem w ciąży

with 18 komentarzy

piętnaście lat i w ciąży

Rodzice mnie zabiją – pomyślała, kiedy w końcu została sama. Mam piętnaście lat i jestem w ciąży! To się jej nie mieściło w głowie. Taka wiadomość, tak nagle. Jak grom z jasnego nieba. Nadal nie mogła w to uwierzyć. Co teraz? Co dalej? Przyłożyła rękę do brzucha, płaskiego ciągle i zupełnie dziewczęcego. Choć było to absurdalne, wydawało jej się, że już czuje, jak rośnie tam nowe życie. Uśmiechnęła się. Mimo wszystko to było piękne uczucie.

 

Kiedy powiedziała Józkowi o dziecku, nie był – mówiąc delikatnie – zachwycony. Raczej zaszokowany i oburzony. Trudno się dziwić. Niby byli już po ślubie, ale przecież tak naprawdę dopiero wyszli z etapu trzymania się za ręce. Ciąża? Będziemy mieli dziecko? Nie powiedział tego wprost, ale w jego oczach widziała wątpliwości i niedowierzanie. Nie dziwiła mu się. Sama miała problem z uwierzeniem w to wszystko. Jak to się mogło stać?!? Wyszedł w pośpiechu i mogła mieć tylko nadzieję, że wróci. Ale pewności nie miała. I bała się. Wprawdzie w jej środowisku wczesny ślub i macierzyństwo nie było żadną rzadkością, ale samotna piętnastolatka w ciąży to jednak nieciekawa perspektywa. Zwłaszcza jeśli wcześniej ślubowała, że całe życie spędzi w zakonie…

 

A jednak wrócił

Jeszcze nie do końca potrafiła w to uwierzyć, ale wrócił. Mimo obaw i wątpliwości zabrał ją do swojego domu, otoczył opieką. A przecież musiał wiedzieć, że za chwilę zaczną się plotki, ludzie będą gadać, podśmiewać się z niego. Wydawało się, że nie ma to już dla niego znaczenia. Coś dziwnego musiało się stać tej nocy, kiedy wybiegł z domu, rzucając tylko, że nie da robić z siebie głupka. Nie wiedziała, co sprawiło, że zmienił zdanie, nie chciała drążyć. Na razie cieszyła się tą pozornie ustabilizowaną sytuacją, odzyskanym poczuciem bezpieczeństwa. I myślą, że jej maleństwo nie będzie musiało żyć z piętnem bękarta.

 

Stając się żoną

Nie jest łatwo tak po prostu wejść do domu prawie obcego człowieka. Chociaż znali się przecież, widywali, czuli do siebie sympatię, to wcale nie chciała wychodzić za niego za mąż. W zasadzie nie chciała wychodzić za mąż za nikogo. Nie czuła tego. Ale rodzice nalegali, ksiądz nalegał, a on… hmmm… wydawał się całkiem dobrą partią. Dojrzały, doświadczony, dobry. Koleżanki pewnie powiedziałby, że jest dla niej za stary, ale ją coś tknęło. Zgodziła się, chociaż to wszystko wydawało się jakoś nierealne, absurdalne. A teraz…

Chociaż byli zaręczeni, tak jak chcieli rodzice, to było takie dziwne stać się nagle jego żoną. Tak naprawdę żoną. Budzić się obok niego, jeść razem śniadanie, opiekować się domem, czekać na niego z posiłkiem i odpowiadać uśmiechem znad talerza po drugiej stronie stołu. Czasem się spierać. Widzieć jego troskę, czuć siłę, przełamywać wspólnie granice nieśmiałości. Tyle jeszcze przed nimi – poznawania się, zbliżania, budowania prawdziwie mocnej relacji. Dążenia do miłości. Mimowolnie się uśmiechnęła. A jednak Józek to dobry człowiek.

 

Stając się matką

Początkowo ciąża nie była bardzo uciążliwa. Trochę mdłości, większa wrażliwość na zapachy, czasem dziwne humory. Józek uśmiechał się tylko, kiedy zagryzała rybę granatem, a sok spływał jej po podbródku. Tyle w nim było czułości i ciepła. Widziała, że dawne obawy stopniowo wyparowały z jego głowy, a dzięki temu i ona czuła się spokojna. Wiedziała, że może na niego liczyć. Że nie zostawi jej samej z tym wszystkim. Że jakkolwiek by się to wszystko nie potoczyła, on będzie przy niej. To było ważniejsze, niż motylki w brzuchu, o jakich marzą naiwne dziewczynki, którą przecież do niedawna sama była.

W miarę jak dziecko rosło, a wraz z nim powiększał się jej brzuch, to wszystko stawało się coraz bardziej realne. Namacalne. Pierwsze ruchy jak drżenie motylich skrzydeł, potem coraz mocniejsze, coraz bardziej wyczuwalne. Niemy sygnał „mamo, tu jestem”. Coraz silniejsze kopniaki gdzieś pod żebrami. Gładziła się po brzuchu i śpiewała mu kołysanki, a on brykał jeszcze bardziej. To ma być chłopiec, tak usłyszała już na samym początku, i od tej pory nie przestawała myśleć o tym, jaki będzie. Jakie będzie miał oczy? Włosy? Charakter? Jaki los go czeka? A nade wszystko, w tym oczekiwaniu tyleż niecierpliwym, co długim, ciągle to samo pytanie. Czy będę potrafiła być dla niego dobrą mamą?

 

Podróż

Kiedy Józek powiedział, że muszą jechać taki kawał drogi, wybuchła. „Oszalałeś? Z takim brzuchem? Nigdzie się nie ruszam” – wykrzyczała mu w twarz, ale szybko ochłonęła. Przecież to nie była jego decyzja, nie miał na to wpływu – przyszło wezwanie, muszą się stawić. Chyba z dwojga złego lepiej pojechać teraz, niż szlajać się po urzędach z noworodkiem. Przeprosiła go za ten wybuch, choć przecież nawet się nie złościł. Sam miał mieszane uczucia, a ona – w dziewiątym miesiącu ciąży – naprawdę miała prawo zdenerwować się taką wizją. Zwłaszcza, że było jej coraz ciężej.

Wyruszyli wczesnym rankiem, żeby jak najszybciej mieć to za sobą, ale podróż była długa i mozolna. Zbliżało się święto. Zatłoczone drogi, zatłoczone hotele – to nie był najlepszy czas na wycieczki, zwłaszcza takie nieplanowane, niezorganizowane. Godziny płynęły, a do celu ciągle było daleko. Postanowiła myśleć pozytywnie, chociaż to takie trudne, kiedy wielki brzuch sprawia, że każda pozycja jest niewygodna, nogi puchną, a uciskające na pęcherz maleństwo zmusza do regularnych przerw w podróży. Józek skupił się na drodze i jak najszybszym dowiezieniu ich do celu, a ona starała się znaleźć w miarę wygodną pozycję na siedzeniu. Bezskutecznie oczywiście. Na domiar złego, zaczęła odczuwać lekkie skurcze. Nieregularne i niezbyt bolesne, więc uznała, że nie będzie na razie nic mówić, żeby dodatkowo nie niepokoić męża. I tak wyglądał na bardzo zmartwionego tą całą sytuacją.

 

To już

Szybko okazało się, że tym razem to nie fałszywy alarm. W miarę jak skurcze nasilały się, miała coraz większą pewność, że nie są w stanie dotrzeć do celu już tylko we dwoje. O dziwo, kiedy powiedziała o tym Józkowi, nie wpadł w panikę. Jak przystało na zadaniowca, skupił się na znalezieniu miejsca, gdzie mogliby się zatrzymać. Niestety bezskutecznie. Jak na złość, byli w środku niczego. Zdani sami na siebie. Chciał jechać dalej, szukać, próbować, ale uświadomiła mu, że na to wszystko już za późno. Rzutem na taśmę znaleźli jakiś opuszczony budynek, szopę jakąś. Zawsze to kawałek dachu nad głową. Dobrze chociaż, że było tak ciepło.

Miała tylko piętnaście lat i nie tak wyobrażała sobie tę chwilę. Miała być przy niej mama, może ciotka. Doświadczona akuszerka, na której pomocną dłoń i radę można liczyć w razie kłopotów. Kojąca obecność i wsparcie. Woda gotująca się na piecu, czyste prześcieradła i ręczniki, pieluszki dla maleństwa. I dyskretne miejsce z dala od ciekawskich oczu. Męskich oczu. Przecież poród to babski świat. Czy Józek powinien w ogóle to wszystko widzieć?

 

To naprawdę już

Co ja mam robić? Co to będzie? – zastanawiała się przerażona. Chociaż słyszała sporo opowieści o porodach, nie czuła się gotowa na starcie z rzeczywistością. Na intensywność doznań. Na krew, pot i łzy. A łzy lały się strumieniem. Mogła tylko zaufać sobie, swojemu instynktowi i modlić się, żeby jej ciało poradziło sobie z wyzwaniem. Żeby wiedziało lepiej od niej, co teraz, co dalej. Gdzieś pomiędzy kolejnymi skurczami myślała tylko o tym, żeby nie zrobić krzywdy maleństwu.

Nie wiedziała już, gdzie jest, co się dzieje, ani jak długo to wszystko trwało. Gdzieś na granicy świadomości był Józek i jego pomocne dłonie. Jego wspierająca obecność. Aż w końcu pojawił się On. Nagi, kruchy, maleńki. Największy skarb. Największa odpowiedzialność. Małe zawiniątko kwilące cichutko ze strachu w tym obcym, zimnym świecie. Tuląc go w ramionach, zapomniała o wszystkim. Znikły wątpliwości, obawy, strach. Została tylko radość, czułość, spełnienie. Miłość, niewyobrażalna miłość wypełniająca każdy zakątek ciała. I ta jedna myśl, że oto jej życie zmienia się. Zmienia się na zawsze.

Jeszcze nie wiedziała, jak bardzo.

Spojrzała na Józka, na jego promieniejące radością oczy, i uśmiechnęła się. „Nazwiemy go Jezus” – powiedziała, a nad ich głowami eksplodowała światłością ogromna gwiazda.

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

18 Responses

  1. Ale pięknie piszesz! Masz cudne pióro, a tekst idealny na książeczkę! Magiczny.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 takie słowa to najlepszy prezent pod choinkę 😉

  2. Anna
    | Odpowiedz

    Tak trochę z innej strony, bardziej współcześnie? Bardzo fajny tekst 😊

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Zwykle skupiamy się na dzieciątku. Od kiedy zostałam mamą, trochę mi się zmienił punkt widzenia 🙂

  3. Bardzo fajny wpis do porannej kawki. 🙂

  4. Goga
    | Odpowiedz

    Ciąża to bardzo piękny stan 🙂

  5. Dobrze znana historia w bardzo współczesnym ujęciu, dopiero po kilku zdaniach poznałam 🙂
    Wesołych Świąt!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Zastanawiałam się właśnie, na ile łatwo będzie ją rozpoznać 🙂

  6. Holly
    | Odpowiedz

    Wspaniała opowieść trafiająca w punkt tego, co będziemy świętować.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję. Mam nadzieję, że świętowanie się udało

  7. Klaudia
    | Odpowiedz

    Lekki tekst, z piękną puentą :). Ach te sterotypy są znane od setek lat.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Widać ludzka mentalność niewiele się zmienia przez wieki 🙂

  8. Angelika
    | Odpowiedz

    Niesamowity tekst! Bardzo poruszający, bez zbędnego patosu. Taki przyjemnie ludzki! 😉
    Masz niesamowitą lekkość w pisaniu! Oby więcej takich tekstów! 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 Bardzo miło mi usłyszeć takie słowa. To bardzo motywuje 🙂

  9. SielskieM
    | Odpowiedz

    ♥♥♥ i te trzy serduszka powinny wystarczyć…
    Dziękuję za ten wpis

  10. irena omegard
    | Odpowiedz

    Bardzo szybko mloda mamusia zostanie babcią.Potem prababcią.Jeżeli mają siły?Tylko im kibicować.

Skomentuj