Matki, madki, siłaczki…

with Brak komentarzy

matkiDźwigamy na swoich barkach ciężar nieprzespanych nocy. Bo bolesne ząbkowanie, bo gorączka, bo koszmarne sny, które ukoić mogą tylko jedne ramiona. My, matki. Po mistrzowsku potrafimy wpasować się w łóżeczko za krótkie o dobre trzydzieści centymetrów. Czujnym uchem wyłapujemy pierwsze oznaki płaczu i pędzimy, by go ukoić, zanim jeszcze zmieni się w dziki ryk budzący rodzeństwo i sąsiadów z klatki obok. Do świtu bujając w kołysankowym rytmie skarb nasz największy, zamykającymi się oczami obserwujemy, jak gasną kolejno okna w bloku naprzeciwko. I jak się zapalają nad ranem.

I pytamy same siebie, czy to się kiedyś skończy.

 

Siłaczki

Dźwigamy na swoich barkach ciężar decyzji, które nie o naszym tylko przesądzają życiu. Te żłobki, szczepionki, chodziki. Zajęcia dodatkowe, pomoce naukowe, ekozabawki i ekometody. Gdziekolwiek się nie obrócić, dylematy i zagadki, które nie mają dobrego rozwiązania. Lub mają ich milion. I jakiej drogi byśmy nie wybrały, zawsze znajdzie się ktoś, kto w twarz rzuci, że źle, że niewłaściwie, że koniecznie inaczej powinnyśmy postępować.

I pytamy same siebie, czy oni wszyscy nie mogliby się zająć swoimi sprawami.

 

Dźwigamy na swoich barkach codzienne zagubienie w wychowawczym labiryncie. Chcemy jak najlepiej. Chcemy jak najmądrzej. Chcemy jak najszczęśliwiej wychować to dziecko, które przecież niemal całym jest dla nas światem. W ciemnościach nocy zmagamy się z wątpliwościami, szukamy złotego środka. Analizujemy, czy to jeszcze rozwojowa norma, czy już potrzebna pomoc. Zamartwiamy się, że sąsiadce nie odpowiedziało „dzień dobry”. Że uderzyło kolegę w przedszkolu. Że nie chce odrabiać zadań domowych.

I pytamy same siebie, co z niego wyrośnie.

 

Dźwigamy na swoich barkach ciężar potknięć i pomyłek. Bo miał być kwiat lotosu i oaza spokoju, a był grad i burza z piorunami. Bo miał być uśmiech i wyrozumiałość, a był jad i grymas wściekłości. Bo miało być morze cierpliwości, a był… Ocean Arktyczny. Jak byśmy się nie starały, jak byśmy nie pędziły do tego ideału matki, który siedzi nam gdzieś z tyłu głowy, każdego dnia zaliczamy wpadki, zaliczamy wtopy. Których wspomnienie pali nas, dopóki nie zatonie we w łzach.

I pytamy same siebie, czy naprawdę jestem dobrą matką.

 

MaDki

Nazywają nas maDkami. Ci ludzie, dla których sam fakt urodzenia dziecka, odbiera nam pół mózgu. Do jednego worka pakują kobietę, dla której macierzyństwo jest spełnieniem marzeń, z tą, dla której jest wypadkiem przy pracy i zbędnym dodatkiem do wygodnego życia.

Zarzucają nam, że dzieci robimy sobie dla 500+. Ci ludzie, którzy nie wiedzą, ile kosztuje paczka pieluch, dziecięce ubranka i szkolna wyprawka. Sumują „kokosy”, które zgarniamy od państwa za to, że „siedzimy w domu z dziećmi”..  I każą nam się zabrać do prawdziwej roboty, zamiast leżeć i pachnieć.

Kręcą nosem, kiedy z naszym macierzyństwem wyrywamy się poza cztery ściany i trasę dom-plac zabaw-dom. Gdy się pchamy do restauracji, do tramwaju, do kościoła z tymi naszymi dziećmi, które płaczą nie w porę, złoszczą się nie w porę i głodne są nie w porę. Potwierdzając naszą macierzyńską nieudolność, czelność mają być dziećmi. I to publicznie.

Kręcą nosem i wtedy, kiedy z tego naszego macierzyństwa wyrwać się chcemy na chwilę, albo i na dłużej. Kiedy wyjedziemy na babski weekend z koleżankami. Kiedy wyrwiemy się na całonocną imprezę. Kiedy zdecydujemy o powrocie do pracy, zamiast siedzieć w domu, jak to drzewiej bywało.

 

Matki

Dźwigamy na swoich barkach ciężary macierzyństwa i to normalne, to naturalne. Godzimy się na to, gdy decydujemy się zostać mamami. Choć wtedy jeszcze nie wiemy, nie jesteśmy w stanie wiedzieć, jak bardzo wstrząśnie to fundamentami naszego życia.

Dźwigamy ciężar matki idealnej, którą sobie wymarzyłyśmy, którą chciałybyśmy być. Którą być nie potrafimy.

Dźwigamy na swoich barkach więcej jeszcze – społeczną presję, morze złotych rad, pochopne opinie innych. Bezlitosne nieraz oceny, które bolą bardziej, niż chcemy się do tego przyznać.

 

Nagroda

W nagrodę dostajemy koślawe laurki, serca z plasteliny, okolicznościowe piosenki wyśpiewywane słonecznymi głosikami. Zaskakujące komplementy, od których roztapia się serce. Małe stópki wybijające dziki rytm o piątej nad ranem. Pytania, które pozwalają na znane dawno rzeczy spojrzeć w nowy zupełnie sposób.  Małe ramionka oplatające naszą szyję.

Całe morze miłości.

Dźwigamy na swoich barkach nie tylko swoje życie. My, matki, siłaczki. Udźwignąć potrafimy więcej, niż same się spodziewamy. Niż same potrafimy uwierzyć.

Z wyboru. Z konieczności. Z potrzeby serca.

I, choć niektórym tak trudno w to uwierzyć, naprawdę nie trzeba nam innej motywacji niż… uśmiech naszego bąbelka!

 

Może Cię też zainteresować:

Nie jest łatwo być mamą, czyli… macierzyńska matematyka

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

 

Skomentuj