Matki utraconych dzieci

with 39 komentarzy

Utracone dziecko

To nie jest plan, który bierzesz pod uwagę, kiedy na teście pojawiają się dwie kreski. Upragnione, wyczekane, wymodlone.

Dzień za dniem, tydzień za tygodniem snujesz plany, wirtualnie podglądasz nowe życie, które w Tobie rośnie. Zobacz, ma już oczy, małe stópki, skórę przeźroczystą jak pergamin. Jednego dnia jest groszkiem, kolejnego fasolką, innego jeszcze osiąga rozmiar śliwki. Okruszek. Człowiek w miniaturze. Ale jest, tak bardzo jest. Utwierdza Cię  w tym bicie maleńkiego serca, które słyszysz w trakcie badania usg. Pierwszy raz, drugi raz. To jest dźwięk, którego nie da się zapomnieć. Dźwięk katalizator łez. Bicie serca…
Nie Twojego dziecka.

To nie jest plan, który bierzesz pod uwagę, kiedy na teście pojawiają się dwie kreski. Upragnione, wyczekane, wymodlone. Kiedy łykasz witaminy, dbasz o dietę, obserwujesz rosnący powoli brzuch. Ani kiedy wybierasz wózek, łóżeczko, ubranka w absurdalnie małym rozmiarze. A potem przychodzi taki wieczór, taki moment, kiedy wszystko się sypie. Nie, nie jak domek z kart. Jak wieża  zbudowana z marzeń i z planów. Z miłości.

Zimny korytarz. Burkliwy lekarz, który nagle dziwnie łagodnieje, wpatrując się w czarno-biały obraz na monitorze. “Sprawa jest poważna” – mówi i w sumie nie trzeba więcej słów. Bo tego najważniejszego i tak już nie słyszysz. Bicia serca. “Dajmy sobie jeszcze  czas, powtórzymy badanie jutro, cuda się zdarzają” – przekonuje cicho. Ale jego oczy mówią  coś zupełnie innego.

Za ścianą uśmiechnięta dziewczyna gładzi ciążowy brzuszek. Gdzieś w nocnej ciszy kwili noworodek, echo jego krzyku niesie się głośno, zanim utuli go szczęśliwa w swym zmęczeniu mama. Siedząc na zimnym krześle w półmroku szpitalnego korytarza, słyszysz charakterystyczny szum usg i echo małego serca, któremu się udało. Dla Ciebie za tymi drzwiami znów nie ma dobrych wiadomości.

I przychodzi  noc. Bez nadziei i bez przyszłości. Kiedy czujesz, jak Twoje dziecko wypływa z  Ciebie kropla za kroplą. I nic  nie możesz zrobić. I sama nie wiesz, czy te łzy to ze strachu, z bólu czy z bezsilności.

Nazywają to stratą, ale nasze straty mają imiona. To Kasie, Helenki, Piotrusie, których zdążyłyśmy już pokochać. Nieważne, że mieli pięć, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści tygodni. Dla nas byli. Byli tak bardzo, że powrót do domu bez nich wydaje się absurdem. Ciężarem nie do udźwignięcia.

Powiedzą  Ci – pewnie w dobrej wierze – że tak miało być, że może to i lepiej, że jeszcze możesz mieć inne dzieci, że lepiej teraz niż później. Że nic takiego się nie stało. Nie ma o co płakać. Ci bardziej bezmyślni dorzucą, że powinnaś była się bardziej oszczędzać, jednym zdaniem wzbudzając poczucie winy równe może żalowi i rozpaczy. Uruchamiając lawinę po hasłem “co by było gdyby”.

Powiedzą Ci – pewnie z troski – odpoczywaj, wysypiaj się, nie myśl o tym. Ale nie ma recepty na galopujące w głowie myśli. Gdybym więcej leżała… Gdybym się wysypiała… Gdybym zrobiła dodatkowe badania… Czy mogło być inaczej?

Powiedzą Ci – pewnie z dobrymi  chęciami  – to tylko zarodek, pęcherzyk, płód. A Ty i tak przy każdym skurczu będziesz zastanawiać się, jaki mógłby być. Jakby wyglądał? Jakby się uśmiechał? Po kim miałby oczy, włosy, charakter.
Gdyby był.

To nie jest plan, który bierzesz pod uwagę, kiedy na teście pojawiają się dwie kreski. Upragnione, wyczekane, wymodlone. To nie jest coś, o czym myślisz, kiedy rodzi się w Tobie nowe życie. Mówią, że każde doświadczenie wzbogaca, ale czy naprawdę musimy doświadczyć wszystkiego?
Dziewczyno, kobieto, mamo… Z  całego serca życzę Ci, żebyś tej jednej rzeczy nigdy nie musiała doświadczyć.
A Wam, mamy utraconych dzieci, chcę powiedzieć jedno tylko. Nie dajcie sobie wmówić, że nie macie prawa do smutku, żalu, łez. Do przeżywania tego w taki sposób, jaki przyniesie Wam ulgę. W milczeniu lub w krzyku, w towarzystwie lub w samotności. Po swojemu. To, co dla innych jest “stratą”, dla was było dzieckiem, człowiekiem, marzeniem. I nieważne, czy miało pięć, dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści tygodni. Każda matka ma prawo do żałoby.
Ty też.

39 Responses

  1. Justyna
    | Odpowiedz

    Bardzo dobry wpis. Mocny. Prawdziwy.

  2. Aleksandra Załęska
    | Odpowiedz

    Czas leczy rany, ale blizny zostajar na zawsze i właśnie w takie dni jak.ten moje myśli kieruję w stronę 1 sierpnia, kiedy musiałam to przeżywać… leżąc na sali z kobietami w ciąży, ktorym przy mnie podłączano ktg…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Współczuję i rozumiem. Na szczęście coraz więcej szpitali też zaczyna rozumieć, jak coś takiego przysparza bólu i tak cierpiącej kobiecie. Coraz częściej są osobne sale… Ale w głowie i tak zostaje to samo 🙁 Tulę mocno!

  3. zyciejakwyprawa
    | Odpowiedz

    bardzo mocny tekst. słyszałam o tym dniu. dobrze że oprócz tych pięknych i radosnych świąt, są takie trudniejsze dni w kalendarzu. choćby takie małe wsparcie, to że się o tym mówi myślę, że jest bardzo ważne dla osób, które się z taką utratą spotkały. a wcale nie jest to takie rzadkie…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Właśnie jest chyba częstsze niż się wydaje. Tylko.to nie jest temat, o którym łatwo rozmawiać.

  4. aldia.arcadia
    | Odpowiedz

    Dobry tekst, dziękuję… Ściskam.

  5. BeztroskaMama
    | Odpowiedz

    Dziś zapalalabym pierwszą siwieczke na torcie mojego Aniołka, zamiast tego zapalam na grobie mojej mamy, grobem na tym świecie jest moje serce.
    W całym tym dramacie miałam szczęście że trafiłam na wspaniałych ludzi w szpitalu którzy zajęli się mną jak własną córką. Temat trudny, wydaje się że rzadko spotykany, a w rzeczywistości spotyka co 3 kobietę. O tym się nie mówi bo nie wypada
    U siebie odważyłam się wstawić bardzo osobisty tekst. Po raz pierwszy mówię o tym publicznie.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bo to nie jest temat, o którym łatwo pisać i mówić. Ale może właśnie dlatego warto – żebyśmy wszystkie poczuły, że nie jesteśmy same. Ściskam serdecznie!

  6. Jagoda
    | Odpowiedz

    Szczery, mocny i przerażający tekst. Generalnie to temat TABU i właściwie rozumiem dlaczego… Za każdym razem, kiedy czytam na ten temat moje serce przyśpiesza z nerwów… Jak się jest w aktualnie w ciąży to naprawdę przeraża…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To nie jest dobry tekst dla kobiet w ciąży. Właściwie powinnam była o tym uprzedzić we wstępie…

  7. Ania W
    | Odpowiedz

    Bardzo trudny i poruszający tekst. Bardzo współczuję wszystkim, którzy musieli przez to przejść. Nie potrafię wyobrazić sobie takiej straty…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja mam nadzieję, że jak najwięcej kobiet nigdy nie będzie musiało się z tym zmierzyć. Ale jest wiele, które muszą, i to dla nich ten tekst.

  8. shirin
    | Odpowiedz

    bardzo poruszajacy tekst pozdrawiam cieplutjo

  9. Koralowa Mama
    | Odpowiedz

    Smutne… Cieszę się, że dla mnie to tylko abstrakcja.

  10. Poruszający tekst

  11. joanna
    | Odpowiedz

    Bardzo dobry, mocny, potrzebny, wartościowy wpis. Dziękuję za jego stworzenie, mam nadzieję, że internet będzie obradzał w tak ważne i potrzebne treści. W kulturze gdzie z cierpieniem: chorobą, śmiercią, starością i stratą jesteśmy w istocie sami takie publikacje pomagają. To coś innego, niż śmieszne filmiki z kotkami.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję za te słowa. Przewracające się kotki na pewno sprzedają się lepiej, ale widzę po reakcjach na ten tekst, że wielu osobom on był potrzebny. To dla mnie bardzo ważne!

  12. Ja Zwykła Matkaa
    | Odpowiedz

    Piękny, mądry i uczuciowy tekst. Rozumiem Cię bardzo dobrze, ty mój wpis chyba też czytałaś…
    Jest nas wiele, ja darłam się w niebo głosy!!! Dla mnie 38 tydzień ciąży to było przekleństwo, więc jak zaszła w następną ciążą rozwiązanie dla bezpieczeństwa odbyło się w 37. I mam swój trzeci Cud :*

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Czytałam, pamiętam dobrze.
      I mi się marzy trzeci cud 🙂

    • Marta
      | Odpowiedz

      My w 38tyg rowniez wezel prawdziwy ….niecale poltora roku pozniej mamy w koncu druga corcie tez byl wezel ale tym razem opatrznosc nad nami czuwala …wspolczuje wszystkim kobietom ktore musialy to przejsc …pochowac wlasne dziecko dramat

      • Ewelina
        | Odpowiedz

        Cieszę się, że Wam się udało i macie córeczkę 🙂 dużo szczęścia Wam życzę!

  13. Dziękuję za ten tekst, nic więcej nie napiszę ale jestem Ci wdzięczna.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Nic więcej nie musisz pisać. To ja dziękuję, że zostawiłaś tu swój ślad. To dla mnie bardzo ważne.

  14. Agnieszka
    | Odpowiedz

    Dziękuję za ten tekst.
    U mnie to była pierwsza ciąża, wymodlona, wyczekana. Cieszyliśmy się z mężem, tylko ja czułam, że coś jest nie tak. I niestety, okazało się, że tuż po pierwszym usg poroniłam, o czym przez kilka tygodni nie wiedziałam. Szpital, położne mało pomocne, nieświadomość co się będzie działo.
    Mój mąż pomógł mi, zajął się mną i synkiem tak wspaniale, że dzięki niemu nie mam żadnej traumy. Dzisiaj wiem jedno: poronienie to taki mały poród, mój maleńki synek został urodzony i pochowany, jest pamiętany. A my oboje z mężem często o nim wspominamy, między sobą i wśród rodziny i przyjaciół, żeby poronienie przestało być tematem tabu.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Trzeba mieć odwagę, żeby o poronienia mówić otwarcie i publicznie, ale to przełamywaniu tabu jest bardzo ważne. Także dlatego, że pozwala zobaczyć, jak duża jest skala zjawiska i daje innym kobietom odczuć, że nie są z tym same. Cieszę się, że udało Ci się “przepracować” to trudne doświadczenie i że mogłaś liczyć na wsparcie męża. To bardzo ważne w takich chwilach.

  15. Marta
    | Odpowiedz

    3x przez to przeszłam,2x nie usłyszałam serduszka,a 1x serduszko przestało bić. Ból nie do opisania,mimo upływu czasu. Mam dwoje dzieci ale często zastanawiam się jaka byłaby ta trójka.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Rozumiem to 🙁 Sama się nad tym zastanawiam czasem. Życzę Ci dużo siły!

  16. Gość
    | Odpowiedz

    Kiedy spotkałam się z tą sytuacją a główną bohaterką była któraś z koleżanek mówiłam im te same regułki NIE MYŚL O TYM, TRZYMAJ SIĘ, DOBRZE ŻE TERAZ…. dopóki mnie to nie spotkało Dopiero wtedy dotarło do mnie jakie to bez sensu i ani trochę pomocne.
    Nie ma żadnych słów żeby opisać jaki to ból i nie ma słów które przyniosły by ukojenie.
    15 września wyszłam ze szpitala Minął dopiero mc dla mnie jakby to było wczoraj…
    Ściskam Was wszystkie bardzo mocno

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      A ja ściskam Ciebie. W takich chwilach chyba nie ma dobrych słów 🙁

  17. Beata
    | Odpowiedz

    Przeżyłam to pięć razy….. Moją terapią jest coroczne zapalanie zniczy na małych opuszczonych grobach……
    Na szczęście wkoncu doczekałam się. Mam cudownego synka Wojtusia😍😘

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Piękna terapia! Chyba przyłączę się do Twojego zwyczaju. Dużo siły Ci życzę i samych pięknych dni z synkiem!

  18. Patrycja
    | Odpowiedz

    Bardzo mocny tekst. Siedząc obok mojego 9 miesięcznego synka, patrząc jak śpi. Łzy napływają mi do oczu.. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. I też nie wyobrażam sobie że mogłabym go stracić nie zobacząc go, bardzo współczuję mamom które musiały tego doświadczyć. Chce wam powiedzieć że jesteście bohaterami!

  19. Sy
    | Odpowiedz

    Dziękuję…jakbyś opisywała chwile z mojego zycia. Czas leczy rany, ale blizny zostają. Choć z biegiem czasu się zmieniają to nadal są i będą do konca. Nawet przeszczep skóry nie pomoże, bo i tak pamietasz, że w tym miejscu byla kiedys rana. Urodzenie zdrowego maluszka pomoże, ale nie zapomnisz o istnieniu Aniołka.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję Ci za ten komentarz. Kiedy piszę o takich intymnych w sumie sprawach, zawsze mam wątpliwość, gdzie jest granica mojej prywatności. Ale potem okazuje się, że takie teksty komuś pomagają i że właśnie dlatego warto je pisać.
      Życzę Ci dużo siły!

Skomentuj