Moje dzieci się mnie nie boją… A Twoje?

with 2 komentarze

moje dzieci się mnie nie bojąOne się wcale Ciebie nie boją! – powiedziała mi ostatnio znajoma, patrząc na moje córki. Tuż po tym, jak odmówiły wyjścia z placu zabaw, bo muszą jeszcze powisieć na drabinkach (to Młodsza) i nasypać piasek do drugiego buta (to Starsza). Przytaknęłam z uśmiechem. Dopiero po jej minie zorientowałam się, że to nie miała być pochwała, tylko krytyka mojego sposobu wychowania… Ale czy to, że moje dzieci się mnie nie boją, to naprawdę powód do niepokoju?

 

Tak, moje dzieci się mnie nie boją. Nie podrywają się na dźwięk mojego głosu, nie stają na baczność, nie biegną na mój rozkaz, kiedy tylko go usłyszą. Nie muszą. Mają prawo być zajęte, powiedzieć „nie”, chcieć czegoś innego niż ja. Kiedy się ze mną nie zgadzają, mogą mi po prostu powiedzieć. I możemy razem poszukać rozwiązania. A ja nie postawię je za to do kąta, nie skrzyczę, nie dam klapsa.

 

Moje dzieci się mnie nie boją. Dlaczego?

Moje dzieci się mnie nie boją, bo niby dlaczego miałyby się bać? Nie boją się, tak jak ja nie boję się ich taty, a on nie boi się mnie. Jesteśmy rodziną, a w rodzinie ludzie się kochają, troszczą się o siebie, szanują się. Starają się nawzajem siebie zrozumieć. Kiedy mają odmienne opinie, rozmawiają. Kiedy czują trudne emocje, wyrażają je. Kiedy potrzebują pomocy, proszą o nią.

Więc tak, moje dzieci się mnie nie boją, a ja się strasznie z tego cieszę. Bo wierzę, że prawdziwą, mocną relację buduje się na miłości i zrozumieniu, a nie strachu. Bo chciałabym, żeby wiedziały, że bać się mnie nie muszą. Że mogą na mnie liczyć. Że mogą mi o wszystkim powiedzieć. Że mogę się nie zgadzać na jakieś zachowania, ale kocham je bezwarunkowo i bez względu na wszystko.
Bo gorąco wierzę, że dzięki temu, co budujemy teraz, będą potrafiły przychodzić do mnie w potrzebie i w kłopotach już zawsze. Zamiast zmagać się z nimi samotnie, albo szukać porady i pomocy u kolegów czy obcych ludzi.

 

Moje dzieci się mnie nie boją. I co z tego?

Moje dzieci się mnie nie boją, ale to nie znaczy, że wszystko im wolno, że są pępkami świata, że o wszystkim decydują. Bo wiedzą dobrze, choć nie zawsze im się to podoba, że to my, rodzice, jesteśmy za nie odpowiedzialni. I to my, rodzice, podejmujemy te kluczowe decyzje. Ale wiedzą też dobrze, że mają prawo wyrazić swoje opinie. Że wysłuchamy ich zdania. Że się nad nim pochylimy. Że czasem nawet i ustąpimy, jeśli uznamy, że nie narusza to granic naszych i innych ludzi.

Moje dzieci słuchają mnie (choć nierzadko po negocjacjach i nie bez protestów), nie dlatego, że się boją. Ale dlatego, że wyjaśniam im powody moich decyzji, a one je rozumieją. Że wierzą, że chcę dla nich dobrze, a nie po prostu chcę mieć rację. Że liczą się z moim zdaniem z miłości i z szacunku, a nie z obawy przed tym, jak straszne mogą je spotkać kary za nieposłuszeństwo.

 

Moje dzieci się mnie nie boją. Koniec świata?

Nie potrafię pojąć, że niektórym tak trudno jest zrozumieć, że można kogoś szanować, wcale się go nie bojąc. Że autorytet można i należy budować swoim zachowaniem, postawą, decyzjami, a nie terrorem. Że dzieci potrzebują miłości, zrozumienia i mądrego przewodnictwa w skomplikowanym świecie, a nie bata nad głową i życia w nieustannym poczuciu zagrożenia.

Moje dzieci się mnie nie boją. I to jest mój macierzyński sukces.

 

Może Ci się też spodobać:

A czy Twoje dziecko najbardziej boi się… Ciebie?

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

2 Responses

  1. A ja miałam ostatnio taką sytuację. Na zabraniu u mojego synka w szkole – piewsza klasa – wychowawczyni z dumą oświadczyła, że u niej na lekcji jest cisza, bo oni (dzieci) się jej boją. Bo na angielskim to hulaj dusza i ona potem (po angielskim) musi je przez pół lekcji na nowo “temperować”. Co gorsza wszyscy rodzice z lubością temu przytaknęli. Wszyscy oprócz mnie, bo ja w duchu pomyślałam…a to teraz już wiem, czemu moje dziecko nienawidzi chodzić do szkoły.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Jakie to jest strasznie smutne, że takie podejście maja niektórzy nauczyciele 🙁

Skomentuj