Moje dziecko wymusza płaczem

with Brak komentarzy

dziecko wymusza płaczemGdybym za każdym razem, kiedy słyszę ten tekst dostawała złotówkę, miałabym dziś na koncie niezłą sumkę. I serio nie ogarniam, dlaczego tak łatwo przychodzi nam przypisywanie naszym dzieciom złych intencji. Dlaczego wybuch emocji traktujemy jako próbę sił i manipulacji? Bo dziecko chce rządzić rodzicem, bo wchodzi na głowę, bo robi na złość. Bo dziecko wymusza płaczem. A może warto by tak spojrzeć na sytuację z innego, dziecięcego punktu widzenia? Przecież każdy kij ma dwa końce.

 

Dziecko wymusza płaczem – niemowlę

Mój Kubuś ma już trzy miesiące, a już pokazuje charakterek. Ciągle domaga się noszenia na rękach i przytulania, płacze, jak tylko znikam z pola widzenia, nie chce zasypiać w swoim łóżeczku. Jeśli coś jest nie po jego myśli, od razu ryk. Co zrobić, kiedy dziecko wymusza płaczem?

Taka sytuacja: niemowlę, dla którego sukcesem jest podniesienie własnej głowy albo wpakowanie palucha od stopy do ust, okazuje się skrytym dyktatorem, który knuje, jakby tu rządzić dorosłymi. To nie są żadne skoki rozwojowe, żadne kolki, tęsknota za mamą, ząbkowanie czy lęk separacyjny. To musi być celowe i świadome! Brzmi logicznie, nie?

Pisałam o tym już w tekście Nie noś go, bo się przyzwyczai, ale napiszę jeszcze raz. Płacz jest dla niemowlęcia sposobem komunikacji, nie manipulacji. Taki mały człowiek nie umie jeszcze powiedzieć, że ma problem. Że coś go boli, że pieluszka pełna, że głód doskwiera albo że potrzebne przytulenie (tak! potrzeba bliskości też jest ważna!). Więc płacze, bo ten płacz to jego sposób na przywołanie tych, którzy jego potrzeby mogą zaspokoić.
Sami sobie odpowiedzcie na pytanie, czy wolicie, żeby dziecko czuło od samego początku, że jego potrzeby są dla Was ważne i że może na Was liczyć, kiedy dzieje się źle, czy też potraktujecie jego płacz jak wymuszanie i niech sobie radzi sam ten niemowlak.

 

Dziecko wymusza płaczem – maluch

Mój synek ma niecałe dwa latka, a już zaczęła się faza buntu. Wszystko chce sam. Wszystko musi być po jego myśli. A jak się uprze, a ja odmówię, to nie ma zmiłuj. Ostatnio na przykład uwielbia kręcić kurkami od kuchenki. Chociaż już trzeci dzień mu tłumaczę, że nie wolno, on ciągle pcha się do kuchni i łapie za kurki. Jest krzyk, bicie pięściami w podłodze. Histeria na całego. Odkładanie go za karę do łóżeczka nie pomaga. Odwracanie uwagi też nie. Jak sobie radzić, kiedy dziecko tak wymusza płaczem?

Tutaj to już wszystko jasne, nie? O ile płacz niemowlaka można jeszcze zrozumieć, no to taki dwulatek – a co dopiero trzylatek czy czterolatek – to już naprawdę powinien być mądrzejszy i już naprawdę robi te akcje specjalnie. No bo przecież jak mówisz dwulatkowi „Romualdzie, nie dotykaj tego okrągłego kółeczka, które tak bardzo Cię ciekawi, ale którym tylko mamusia może kręcić”, to on powinien powiedzieć „oczywiście, pani matko” i odejść do swoich zabaw. Jakieś sudoku porobić albo w szachy pograć z młodszą siostrą najlepiej.

 

Dlaczego mi to robisz, dziecko?

Chociaż, w miarę jak nasze dzieci nabywają kolejnych umiejętności, zdarza nam się o tym zapominać, przedszkolak to ciągle małe dziecko. Które dopiero się rozwija – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. I to właśnie ograniczenia wynikające z niedostatecznie rozwiniętego mózgu sprawiają, że nasz aniołek nie zachowuje się tak racjonalnie, jak byśmy chcieli.

Bo po pierwsze – małe dziecko nie ogarnia jeszcze następstw przyczynowo-skutkowych i, z braku doświadczenia, nie potrafi przewidzieć konsekwencji, które dla nas są oczywiste. Zwyczajnie może nie wiedzieć, że nie wkłada się gwoździa do kontaktu, nie wylizuje noża, nie gryzie szklanki. Ani nie kręci kurkami od kuchenki dla zabawy.

Bo po drugie – to, że wytłumaczymy coś dziecku, jeszcze nie oznacza, że ono to zrozumie i zapamięta. To tak jak z nauką wiersza – żeby został w głowie raczej nie wystarczy raz go przeczytać. Trzeba powtórzeń, utrwalania i… dużo cierpliwości, żeby nauka przyniosła efekty.

Bo po trzecie – to, że dziecko już wie i rozumie, jeszcze nie oznacza, że przestało czegoś chcieć albo że potrafi to chcenie bez żalu wyłączyć. Bo co z tego, że kręcenie kurkami jest niebezpieczne, skoro one są takie ładne i tak fajnie się obracają, że aż palce same się do nich rwą?

Jeśli dziwicie się dziecku, że robi coś, czego nie powinno (choć dobrze o tym wie), przypomnijcie sobie, jak to jest być na diecie, kiedy w zamrażarce czają się ulubione czekoladowe lody, a w piekarni pachną świeżo upieczone drożdżówki z truskawkami. Gdyby opieranie się pokusie było takie proste, nie byłoby efektu jojo, ludzie nigdy nie wracaliby do rzuconego na kilka miesięcy palenia, a raz postanowiwszy poprawę już nigdy nie odezwaliby się brzydko do teściowej. Skoro więc my – dorośli, dojrzali, rozwinięci i wyposażeni w odpowiednie narzędzia samokontroli – mamy problem z trzymaniem naszych niecnych żądzy na wodzy, to czemu tak bardzo nas oburza, kiedy takie same problemy ma dziecko? To dziecko, które odpowiednich narzędzi ma zdecydowanie mniej.

 

Jak nie wymusza, jak wymusza!

“Ale jak nie wymusza, jak przecież leży na podłodze i płacze, i kopie, i wali pięściami bo nie pozwoliłam bawić się kurkami od gazu! Myśli, że jak będzie ryczał dostatecznie głośno, to mu pozwolę. Ale nie ze mną te numery!” – możesz pomyśleć, bo jakoś naturalnie przychodzi nam doszukiwanie się drugiego dna w reakcjach dziecka. A gdyby tak pozostać jednak przy „pierwszym dnie”? Gdyby popatrzeć na ten płacz jak na to, czym płacz zwykle jest – wyrazem smutku, żalu, rozczarowania, złości. Sposobem na wyrażenie skłębionych emocji. Gdyby tak pomyśleć, powiedzieć po prostu: „smutno Ci, że nie możesz kręcić pokrętłami, to dla Ciebie fajna zabawa, złościsz się na mnie, że Ci na to nie pozwalam” i nie dokładać do tego żadnej wizji zakulisowego pociągania za sznurki, próby sił i manipulacji, a raczej przytulić czy pogłaskać?

Gdyby zastanowić się może, co się kryje za taką a nie inną potrzebą dziecka i wspólnie znaleźć aktywność, która pozwoli ją zaspokoić w bezpieczny sposób? Może znaleźć jakieś inne pokrętła, którymi dziecko może swobodnie manipulować? Może zaprosić je do pomocy w gotowaniu? Może kupić mu zabawkową kuchnię?

W gruncie rzeczy to wszystko jest proste – ludzkie zachowania wynikają z potrzeb, które chcemy zaspokoić. Problem polega na tym, że dziecko nie zawsze potrafi te potrzeby nazwać i określić. Nie zawsze też umie znaleźć sposób ich zaspokojenia, który jest bezpieczny i akceptowalny dla otoczenia. Rolą rodzica jest pomóc mu w tym (podobnie jak w nauce wyrażania emocji w cywilizowany sposób), a nie doszukiwać się w tych poszukiwaniach jakichś niecnych intencji i szatańskich planów.

 

Dziecko wymusza płaczem – starszak

Mój syn Arek ma już sześć lat, a ja mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Wszystko by chciał po swojemu, o wszystko są awantury. Jeśli się na coś nie zgadzam, wpada w histerię, krzyczy, rzuca przedmiotami, ryczy tak długo, aż w końcu odpuszczę. Mam tego dość. Jak sobie radzić, kiedy dziecko wymusza płaczem?

Tam, gdzie maluch jeszcze nie rozumie i nie ogarnia, starszak często już dobrze wie, dlaczego nie wszystko może. Ma większe doświadczenie, jego mózg działa sprawniej, coraz lepiej jest z empatią, umiejętnością odraczania przyjemności, cierpliwością, samokontrolą. Do pełni dojrzałości jeszcze nadal daleka droga, ale mamy prawo oczekiwać pewnych postępów. Ale jest jedno ale…

Są dzieci, które i na tym etapie będą próbowały pewne rodzicielskie zachowania wymusić krzykiem i płaczem, jak wspomniany wyżej Arek. I choć przykro to mówić, to najczęściej wina nas – rodziców. Bo dzieci są mądre. Dzieci widzą, że jakieś zachowanie przynosi efekt, że coś się sprawdza. Nadal jednak nie ma tu mowy o manipulacja, bo manipulacja to takie celowe wywieranie wpływu, żeby druga osoba nieświadomie i z własnej woli zrealizowała ukryte cele manipulującego. Dziecko nie ma ukrytych celów. Dziecko jasno sygnalizuje czego chce i czego od nas oczekuje. Jeśli pokażemy mu, że płaczem i krzykiem zmusi nas do zmiany decyzji, to ono po prostu skorzysta z tej wiedzy. Tak samo, jak korzysta z guzika od spłuczki po skorzystaniu z toalety.

 

Trzeba być konsekwentnym. Ale czy na pewno?

Odruchowo nasuwa się na usta słowo-wytrych „konsekwencja”, ale ja wcale nie będę Was do niej zachęcać, bo… wolę zdrowy rozsądek. Uparte trzymanie się czegoś tylko dla zasady, tylko po to, żeby być konsekwentnym, rozsądne nie jest. Bo przecież okoliczności się zmieniają, warunki się zmieniają, w końcu także ludzie się zmieniają… A poza tym – uwaga, tutaj szok – rodzice czasem popełniają błędy!

Weźmy taką sytuację. Głowa Cię boli, szef wkurza, obiad się przypalił. Do tego dzieci się biją o głupią lalkę, choć macie trzy takie same. Wpadasz do pokoju, w nerwach rozstawiasz dzieci po kątach, lalkę wywalasz do śmietnika i odwołujesz wycieczkę na lody. Jeszcze dobrze nie zamkną się za Tobą drzwi, a już wiesz, że Cię poniosło i zareagowałeś przesadnie. To jak, trzymasz się tego, co powiedziałeś, żeby być konsekwentnym? A może jednak dziecko nauczy się więcej, jeśli przyznasz się do błędu i – serio, serio – nawet przeprosisz za to wywalenie lalki do kosza?

 

No to co z tym fantem zrobić?

Mówi się, że lepiej zapobiegać niż leczyć i w wychowaniu dzieci ta zasada sprawdza się wyśmienicie. Bo bardzo często niepożądanych zachowań można uniknąć, jeśli odpowiednio się je uprzedzi. Jak?

– daj dziecku jak najwięcej autonomii – wyobraź sobie, jakie to musi być wkurzające, kiedy ktoś ciągle decyduje za Ciebie, rozkazuje Ci, planuje za Ciebie. Kiedy ktoś niby prosi, a w sumie każe. Dzieci żyją w takim właśnie świecie, więc trudno im się dziwić, że z czasem coraz częściej i coraz mocniej walczą o swoje prawo do decydowania. Pozwalając im współuczestniczyć (na ile to możliwe) w organizacji rodzinnego życia, oszczędzamy im frustracji a sobie nieustającej wojny.

– daj dziecku prawo do emocji – to my jesteśmy dorośli i to my podejmujemy ostateczne decyzje – tak już jest świat zbudowany. Ale to nie oznacza, że dziecko musi przyjmować je pokornie i ze stoickim spokojem. Wkurza Cię czasem szef w pracy? Denerwujesz się, jak dostajesz jakieś w Twojej opinii głupie zadania? Masz ochotę krzyczeć, kiedy ktoś dokłada Ci obowiązków? No to sobie pomyśl, że dla dziecka jesteś albo przynajmniej bywasz takim szefem. Codziennie. Dalej Cię dziwią awantury?

– zrób pauzę – nie wiem, jak wy, ale ja łapię się na tym, że myślę jakimiś schematami. Dziecko czegoś chce, a ja odruchowo się nie zgadzam. Nie maż kredą po balkonie. Nie siedź na stole. Nie skacz po kanapie. A potem sobie myślę: „a w sumie to dlaczego nie?”. Gdzieś w głowie siedzą nam przyzwyczajenia, kalki i nawyki, które przekazujemy z pokolenia na pokolenie. Bez logicznego uzasadnienia i bez zastanowienia się, czy to rzeczywiście są NASZE granice. No bo przecież tę kredę z balkonu można zmyć (i to też może być fajna zabawa). Siedzenie na stole (w domu, nie na proszonym obiedzie u cioci) to nic strasznego, jeśli tylko nie ma na nich żadnych talerzy czy innych przedmiotów, które mogą się zniszczyć. A kanapa w sumie całkiem nieźle nadaje się do skakania…

 

Granice

Są rzeczy i sytuacje, z którymi ja nie mam problemu, ale Ty możesz mieć. Albo odwrotnie. I to jest OK. Chodzi tylko o to, żeby myśleć racjonalnie i potrafić racjonalnie uzasadnić swoje decyzje. Wytłumaczyć dziecku, dlaczego się na coś nie zgadzamy. Dlaczego coś jest dla nas istotne. Dlaczego coś przekracza nasze granice. I trzymać się tego, biorąc na klatę niezadowolenie potomka z tego powodu.
Bo jeśli gdzieś mamy być konsekwentni to właśnie tu, właśnie w tym momencie. Kiedy na czymś nam zależy. Kiedy coś jest racjonalne. Kiedy ważne jest dla nas, żeby dziecko to zrozumiało. Bo jeśli w tej chwili ulegniemy łzom i krzykom, jeśli odpuścimy, jeśli dla świętego spokoju zadziałamy wbrew sobie, to damy dziecku jasny sygnał. Że wszystko jest względne. Że sami nie bardzo wiemy, o co nam chodzi. Że płacz i krzyk to najlepsza droga, żeby osiągnąć swój cel. I wtedy wymuszanie naprawdę się zacznie.

 

________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj