Na kogo zagłosować w wyborach?

with 2 komentarze

na kogo zagłosować w wyborachPytacie, na kogo zagłosować w wyborach. Pytacie, czy na wybory pójdę. I na kogo zagłosuję. Chodźcie, opowiem Wam. Bez ściemy.
 
Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę pisać o tematach okołopolitycznych, bo to nie na moje nerwy. Bo nie mam ochoty ani siły wysłuchiwać obelg i czyścić skrzynki z prywatnych wiadomości (odważnie anonimowych, oczywiście…) dlatego tylko, że ośmieliłam się mieć swoje zdanie i głośno je wyrazić. Ale im dłużej się rozglądam, im więcej niepokojących newsów dochodzi do mnie każdego dnia, tym bardziej czuję, że to jest taki moment, kiedy nie można siedzieć cicho. Kiedy takie siedzenie cicho jest niemym przyzwoleniem na to, co się dookoła dzieje. A ja takiego przyzwolenia dać nie chcę i nie mogę.
 

Więc tak, przede wszystkim pójdę na wybory.

Pójdę, bo nie wyobrażam sobie inaczej. Bo głosuję, od kiedy tylko uzyskałam prawa wyborcze. Bo mam w sobie takie przeświadczenie, że demokracja to nie tylko prawa, ale i obowiązki, w tym ten jeden – wybieranie ludzi, których chce się mieć za swoich przedstawicieli. Którzy mają mówić za nas, działać za nas i w naszym imieniu budować taki kraj, w jakim chcemy żyć.

I w jakim na pewno nie chcemy.
 

I tak, wiem, na kogo zagłosuję. Ale zanim Wam to powiem, chciałam powiedzieć jedno.

Mam ponad 35 lat i nigdy nie widziałam, żeby nasze społeczeństwo był tak bardzo skłócone, tak bardzo podzielone, tak bardzo w swojej nienawiści zaślepione na racje drugiej strony i każdej innej strony. To jest coś, na co nie potrafię się zgodzić. To jest coś, na co nie może być społecznego przyzwolenia. To jest coś, co naprawdę – i to nie są puste słowa – prowadzi nas w przepaść. Wiele rzeczy byłaby skłonna wybaczyć miłościwie nam panującym przez ostatnie lata (i nie mam, żeby to było jasne, na myśli jednej tylko partii, bo sporo za uszami mają i inni…), ale nie to.

Nie dzielenie ludzi na lepszych i gorszych. Nie wyzywanie od hołoty, gorszych sortów. Nie sprowadzanie ludzi do ideologii.
 

Tematy zastępcze?

Powiecie, że to jest znowu wyciąganie tematów zastępczych, żeby dzielić ludzi. Że przecież mamy poważniejsze problemy. Że służba zdrowia, że kryzys, że bezrobocie. I będziecie mieli racje, ale… tylko częściowo.

Bo chociaż dla polityków to może być sprytnie rozgrywany temat zastępczy, to dla wielu ludzi – takich samych obywateli tego państwa jak ja i Wy – to jest codzienne życie z ograniczonymi prawami, w poczuciu niesprawiedliwości i niezrozumienia. W strachu.

Bo chociaż dla polityków to może być sprytnie rozgrywany temat zastępczy – to nadal wiele, może więcej, niż sądzą, mówi o tym, jakimi są ludźmi. Jak traktują innych ludzi. Ile w nich wiary we własne słowa, a ile hipokryzji.
 

Głosować PRZECIW?

Wybory ostatnich kilku lat, czy to prezydenckie, czy to parlamentarne, czy dowolne inne, nieuchronnie prowadziły mnie do poczucia, że głosuję ciągle za mniejszym złem. Że głosuję nie ZA, ale wiecznie PRZECIW.

To nie tylko efekt politycznego rozkładu sił w naszym kraju, ale też tego, jak prowadzona jest narracja polityczna. A prowadzona jest często nie  merytorycznie, a czysto taktycznie. Z wyrachowaniem, graniem na emocjach i podsycaniem nastroju zagrożenia i wzajemnej wrogości. Na dorzucaniu ognia do tej wojny polsko-polskiej, na którą już trudno patrzeć. Od której chce się płakać. Której mam serdecznie dość.
 

Głosować ZA!

W tym roku po raz pierwszy od bardzo dawna pójdę na wybory z przekonaniem, że nie głosuję na mniejsze zło, nie głosuję “przeciw”, tylko “za”.

Że głosuję na człowieka, który ma do powiedzenia coś, co przemawia do mojego serca i rozumu. Który mówi rzeczy – i nie mam na myśli czczych obietnic – które chciałabym usłyszeć z ust prezydenta mojego kraju.

Że to jest naprawdę Polska dla wszystkich.

Że może mieć swoje poglądy, ale dobrze rozumie, że w 38-milionowym kraju prezydent reprezentuje wszystkich obywateli. I nie może nikogo zmuszać do przyjęcia jedynej słusznej ideologii.

Że możemy się różnić, ale w tym różnicach szanować, dyskutować na poziomie i bez agresji.

Że prezydent ma dzielić, a nie rządzić.

Że potrzebne jest oddzielenie państwa od kościoła. I mówi to jako praktykujący katolik, który dobrze wie, że taki podział uratować może nie tylko to państwo, ale i ten kościół, który na własne życzenie hierarchów wkroczył na równię pochyłą w dół.

Że można być człowiekiem wierzącym, ale pamiętać o tym, ze Polska to nie jest kraj wyznaniowy. A źródłem prawa jest konstytucja i wynikające z niej szczegółowe dokumenty, a nie katechizm.

Że prezydent nie ma być głosem i wspólnikiem swojej partii, a obywateli. Którzy mu zaufali i go wybrali. Żeby mówił w ich imieniu. Żeby działał dla ich dobra.

Że na ataki, hejt, zarzuty i podłość można reagować, czyniąc dobro. Co jest tak bardzo w zgodzie z ideałem ewangelicznej miłości, o którym niektórzy, tak głośno krzyczący o bożych prawach, jakoś wydają się zapominać.

Że nie warto budować swojej kampanii na haśle „nie jestem NIMI”, tylko na rzeczywistym programie, wyrazistych poglądach i gotowości do działania.
 

Na kogo zagłosować w wyborach?

Zagłosuję na Szymona Hołownię, bo widzę w nim siłę, która może w końcu zrobi pierwszą wyrwę w tych chorym układzie sił, w którym utknęliśmy jakiś czas temu i z którego nie możemy się wyrwać. Z którego wyrwanie się byłoby niektórym nie na rękę.

Zagłosuję na Szymona Hołownię, bo nie można ciągle dokonywać tych samych wyborów a potem dziwić się, że nic się nie zmienia.

A ja chcę zmiany. I mam poczucie, że Polska bardzo, bardzo jej potrzebuje.
 

Nie będę Wam mówić, na kogo zagłosować w wyborach.

Macie swoje rozumy – użyjcie ich.

Tylko proszę Was bardzo o jedno. Niech to nie będzie znowu wybór pod hasłem „mniejsze zło”. Niech to będzie wybór poparty lekturą programów wyborczych. Wysłuchania tego, co mają do powiedzenia kandydaci na różne ważne tematy. RÓŻNE. Bez wygodnego przymykania oko na to, co nam nie pasuje, bo przecież reszta brzmi kusząco. Niektórzy powiedzą wam, że w tym momencie  najważniejsza jest gospodarka, podatki, koronawirus, ale to jest tylko częściowo prawda. Bo wybierając kogoś na swojego prezydenta podpisujecie się pod całym jego programem, pod wszystkimi jego słowami.

Czynicie go swoim głosem.

Czy naprawdę – choćby za cenę obniżonego podatku – chcecie razem z nim krzyczeć do innych, do sąsiadki, kolegi, ulubionego aktora, że nie są ludźmi? Albo że państwo nie przewiduje dla nich miejsca w swoim „nowym porządku”?

Nie będę Wam mówić, na kogo macie zagłosować, bo to nie moja rola.

Proszę Was tylko – pójdźcie na wybory i zagłosujcie świadomie.

I nie traktujcie kogoś, kto zagłosował inaczej niż Wy, jako śmiertelnego wroga, którego trzeba koniecznie przekonwertować, przekonać, nawrócić. Albo zbutować, jeśli nic innego nie zadziała. Demokracja nie polega tylko na tym, żeby oddać swój głos, ale też, żeby zaakceptować głos innych.

Wojny polsko-polskiej mamy już aż nadto. Nie pozwólmy się wmanipulować w jej kolejny akt.
 

Mówią, że nadzieja umiera ostatnia, a ten tekst jest tego dowodem.

Powiedzą Wam, powiedzą nam, że liderzy są inni. Że uczestnicy drugiej tury są oczywiści. Że szkoda marnować swojego głosu. Mówią nam to przy każdych wyborach. I może przyszedł w końcu czas, żeby nie słuchać tej narracji. Żeby zagłosować z wiarą w jakiś ideał, a nie po to tylko, żeby nie było gorzej. Może właśnie to jest ten moment, żeby nie myśleć o słupkach poparcia, o sondażach i taktyce na przyszłość, tylko swój krzyżyk postawić tu i teraz. Pokazując, co się dla nas liczy. Jakie wartości, problemy i postawy są istotne. A jakie nie.

Boję się tego, w jakim kierunku zmierza nasz kraj. Tej nietolerancji, konfliktów, podziałów, poczucia zagrożenia i szczucia ludzi na siebie nawzajem. Lekceważenia niektórych grup społecznych i uprzywilejowania innych. Telewizyjnej propagandy wszelkiej maści. Zakłamywania rzeczywistości. Manipulacji i hipokryzji.

Boję się, że jeśli w porę nie zatrzymamy tego rozpędzonego czołgu, to odbudowywanie ruin może się okazać ponad nasze siły.

Mam nadzieję, że w przyszły poniedziałek obudzę się jednak w rzeczywistości o krok bliżej takiej Polski, w jakiej chciałabym żyć. Dlatego właśnie zagłosuje na Szymona Hołownię. Jeśli jest ktoś, kto jako prezydent może spróbować pogodzić ten skłócony naród, to chyba tylko on.
 

PS. Uprzedzam, że wszystkie obraźliwe, wulgarne i napastliwe komentarze będę usuwać i nagradzać banem. Mam dość szamba wylewającego się zewsząd, żebym musiała je znosić jeszcze tutaj.
 

Może Cię też zainteresować:

Co mam powiedzieć mojemu dziecku?

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

2 Responses

  1. RoMaO
    | Odpowiedz

    Z ciekawością przeczytałem ten tekst – jak wszystkie inne zresztą, bo zawsze wnoszą w moją osobowość coś nowego, poszerzają mój horyzont. Uśmiechnąłem się troszkę, kiedy przeczytałem Twój wybór, bo… ja myślę dokładnie tak samo. Mam już dość telewizji sterowanej przez partie, gdzie dobro czynią jedynie ludzie z jednej partii a inni zawsze są winni nieszczęściu. Uważam, że Polska potrzebuje kogoś niezależnego – to po pierwsze. Poza tym – Ci co już byli i się nie sprawdzili z takiego czy innego powodu – żegnam bez żalu. W końcu w upadającym USA kiedyś prezydentem został podrzędny aktor, który doszczętnie rozwalił system naszego Wielkiego Brata. Ale Amerykanie mieli odwagę postawić na nowe rozdanie. I wygrali! Forza Szymon Hołownia 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Nie pierwszy raz myślimy podobnie 🙂 Trzeba trzymać kciuki, żeby i Polacy wykazali się odwagą.

Skomentuj