Najlepsza inwestycja w przyszłość dziecka. I nie tylko.

with Brak komentarzy

najlepsza inwestycja w przyłość dziecka

Dla naszych dzieci chcemy jak najlepiej. Marzy nam się, żeby w przyszłości było im dobrze, jak najlepiej. Lepiej, niż mamy my. Żeby odnosiły sukcesy, żeby były szczęśliwe. Jako odpowiedzialni rodzice już teraz staramy się im przyszłą ścieżkę nieco przygotować. Uważnie wybieramy przedszkole i szkołę, inwestujemy w korepetytorów, zastanawiamy się nad najbardziej sensownymi zajęciami dodatkowymi, zakładamy specjalne konta oszczędnościowe. I nieustannie głowimy się – jaka jest najlepsza inwestycja w przyszłość dziecka.

 

Tę naszą rodzicielską troskę doskonale wykorzystuje cały rynek edukacyjny i okołodziecięcy. Prywatne przedszkola kuszą wielojęzyczną kadrą, lekcjami fortepianu i kursem marketingu dla najmłodszych. Na rynku co i rusz pojawiają się kolejne edukacyjne gry, systemy, zabawki i materiały wspomagające rozwój naszych pociech od najwcześniejszych dni.

Chcemy dobrze. Chcemy dać im dobry start, kapitał, który pozwoli im „wyprzedzić” innych. Solidny fundament umiejętności, na których będą mogli się oprzeć, wkraczając na ścieżkę kariery. Gdzieś pod hasłem „najlepsza inwestycja w przyszłość dziecka” upychamy kolejne godziny zajęć dodatkowych i, w konsekwencji, odbieramy ten niezwykle ważny czas, który można by poświęcić na coś istotniejszego. Czas na zabawę. Czas dla nas.

 

Przyszłość czy…?

W zupełnie racjonalnej trosce o przyszłość dzieci, zapominamy o tym, że jest coś ważniejszego od niej – teraźniejszość. Która niepostrzeżenie umyka między chińskim, szermierką, szkolnymi lekcjami i kilkoma zdaniami wymienionymi w pośpiechu nad poranna owsianką.

A tymczasem nie ma i nie będzie nigdy lepszej inwestycji w przyszłość dziecka niż inwestycja w budowanie z nim bliskiej relacji. Tu i teraz.

Przez czas wspólnie spędzony na zabawie. Na wejściu w jego świat  i na jego prawach. Podążanie za głosem jego wyobraźni i zaskakującymi, szalonymi nieraz pomysłami. Zaangażowanie w odgrywanie banalnych wydawałoby się historii, z których wyczytać można dziecięce smutki i radości, zachwyty i troski, o których powiedzieć wprost nie potrafi.

Przez czas wspólnie spędzony na pracy. Na dzieleniu się obowiązkami, drużynowym wysiłku, na końcu którego stoi wyznaczony cel. Na pokazaniu sobie nawzajem, że razem można osiągnąć coś cennego i satysfakcjonującego. Przydatnego wszystkim, potrzebnego.

Przez czas wspólnie spędzony na rozmowach. Tych poważnych – o życiu i śmierci, o dylematach i zasadach, o ograniczeniach, obowiązkach, celach i planach. O innych ludziach, którzy nasze życie kształtują. O szansach, które przed nami stoją. O marzeniach do zrealizowania. Na tych mniej poważnych rozmowach też. O ulubionych owocach i smaku gumy balonowej. Najdziwniejszym stroju na bal karnawałowy i wąsach sąsiadki spod trójki. O kształtach chmur nad piknikowym kocem i biedronce wspinającej się po źdźble trawy.

 

Tak bardzo się staramy!

Staramy się dać dzieciom jak najwięcej, szukamy dla nich okazji i atrakcji, ale prawda jest taka, że często największą – bo najrzadszą! – atrakcją jesteśmy my sami. Rodzice. Z naszą nierozproszoną na inne obowiązki i zadania uwagą. Z naszym spojrzeniem nie skierowanym na ekran telefonu albo gdzieś w dal ponad małym ramieniem.  Z autentyczną ciekawością i prawdziwą gotowością do wysłuchania relacji o tym, jak minął dzień w szkole, przedszkolu, na placu zabaw.

W zagonionym, zapracowanym świecie, o takie chwile coraz trudniej. Bo mamy pracę, obowiązki domowe, ważne spotkania, zakupy, zlecenia. Bo żyjemy od urlopu do urlopu, a kiedy urlop przychodzi, chcemy w końcu odpocząć od obowiązków, od pośpiechu i – nader często! – także od dzieci. Które na ten urlop czekają przecież z takim samym utęsknieniem, jak my sami. Żeby w końcu mieć rodziców nie tylko w teorii.

 

Najlepsza inwestycja w przyszłość dziecka

Nie ma i nie będzie nigdy lepszej inwestycji w przyszłość dziecka, niż budowanie z nim silnej, zdrowej, autentycznej relacji opartej na bliskości, miłości i OBECNOŚCI. Bo to ona daje dziecku poczucie, że jest ważne, cenne, kochane bez względu na wszystko i w każdych okolicznościach. Że nie musi o naszą miłość się starać i nie musi sobie na naszą obecność zasłużyć. Taka świadomość bardziej służy budowaniu własnej wartości dziecka niż chiński, szermierka i lekcje dykcji i ogłady z nauczycielem prosto z Paryża. I to jest właśnie fundament, który dziecku pozwoli budować dobrą, szczęśliwą przyszłość.

 

Inwestycja w budowanie bliskiej, autentycznej relacji z dzieckiem to najlepsza inwestycja także dla nas. Bo, jak brutalnie by to nie zabrzmiało, także w rodzicielstwie „karma wraca”. A poświęcenie dziecku swojej uwagi i czasu to jedyna droga, żeby kiedyś, po latach to ono miało czas i ochotę zaglądać do rodzinnego domu. Nie ze smutnej konieczności i poczucia obowiązku, a z potrzeby serca.

 

Może Ci się też spodobać:

Jak nauczyć dziecko samodzielności?

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj