Gdy nie chce Ci się bawić z dzieckiem…

with 10 komentarzy

zabawa w dzieckiem

Od jakiegoś czasu obserwuję wśród rodziców, mniej i bardziej znanych, ciekawy trend polegający na tym, że dorośli otwarcie deklarują, że nie lubią bawić się z dziećmi. Z własnymi dziećmi, doprecyzujmy, bo to istotne. Nie chodzi tu o jakąś ogólną niechęć do spędzania czasu razem, ale o znudzenie typowymi zabawami dziecięcymi – odgrywanie ról, gadające zwierzaki, autka, laleczki pijące herbatkę i te sprawy. I choć rozumiem, że tego rodzaju aktywności nie są pasjonujące – choć czasem sama czuję pewien przesyt [czytaj TUTAJ], kiedy po raz pięćdziesiąty Czerwony Kapturek wędruje przez las z koszyczkiem dla babci, to zawsze mam ochotę powiedzieć tylko „serio?!? nie bawisz się z własnym dzieckiem?”.

 

Równowaga przede wszystkim

Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam bynajmniej, że rodzic powinien cały czas spędzać w pozycji dywanowej, prowadząc wyimaginowane dialogi między pieskiem Burkiem a ptaszkiem Świrkiem, bo sam niechybnie by szybko ześwirkował. Dzieciaki, w miarę jak rosną i robią się coraz bardziej samodzielne, powinny – i mądry rodzic to także im umożliwia – uczyć się bawić same oraz z kolegami. Powinny się nawet i czasem ponudzić, bo wiemy dobrze, że taka nuda przynosi często zdumiewające pomysły. Inna sprawa, że te nie zawsze są zachwycające dla dorosłych, co pewnie potwierdziłby mój dziadek, któremu w pewną zimę stulecia w przypływie geniuszu zamurowaliśmy wielkimi blokami śniegu drzwi wyjściowe z domu…
Zabawa to domena dzieci i zawsze tak było – przez długie wieki dorośli trzymali się z boku, zajęci swoimi sprawami pozwalali maluchom toczyć swoje dziecięce przygody gdzieś w równoległym świecie bez ingerowania w nie tam, gdzie nie było to konieczne. Dzisiaj czasy się trochę zmieniły: inna organizacja codziennego życia, inne funkcjonowanie społeczeństwa sprawiają, że mamy – albo możemy mieć, bo to często kwestia wyboru – więcej czasu dla rodziny. Z drugiej strony żyjemy mniej stadnie, więc też i dzieci więcej czasu spędzają w domu, często bez odpowiedniego towarzysza do zabawy albo z ich bardzo ograniczoną liczbą. Czy można więc się dziwić, że w takiej sytuacji coraz częściej pojawia się prośba/pytanie „mamo, tato, pobawisz się ze mną?”.

 

Dlaczego nie?

Pierwsza reakcja wielu rodziców to często odruchowe „nie mam teraz czasu”, „pobaw się sam”, „pobaw się z bratem/siostrą”, „przecież masz tyle zabawek”. I wszystko to jest, albo może być prawda. Tylko że wcale nie o to chodzi. Bo nawet jeśli to dziecko jest w stanie poradzić sobie samo, jest w stanie samodzielnie zorganizować sobie rozrywkę, to zaangażowanie w nią dorosłego, jego obecność i uwaga mogą bardzo znacząco zwiększyć atrakcyjność nawet banalnej zabawy.
Chociaż miałam dwóch braci, a w najbliższym sąsiedztwie mieszkało całe stado dzieciaków, z którymi wspólnie grasowaliśmy po podwórkach od rana do wieczora, to w moim rodzinnym domu – pomimo licznych obowiązków i pracy rodziców – zabawa nie była tylko dla dzieci. Pamiętam do dziś, jak ważny, jak magiczny był czas spędzany na zabawach z rodzicami i z innymi dorosłymi. Rodzinne mecze piłki nożnej i siatkówki, długie godziny nad planszówkami, karty, szachy, rowerowe wycieczki, wielkie zoo z klocków zajmujące całą podłogę w pokoju, baza z koców i poduszek… Mogłabym wymieniać długo. Czy nie mogliśmy tego zrobić sami? Mogliśmy i robiliśmy. Czy przyjemnie było, kiedy rodzice włączyli się w zabawę? Tak, oj tak.
I nie mam wcale złudzeń – z perspektywy rodzica, który czasem dziesięć razy z rzędu zapędza potwory do szafy albo odgrywa historię Jasia i Małgosi za pomocą skarpetkowych pacynek, widzę dobrze, że tamte zabawy nie musiały być szczególnie fascynujące dla moich rodziców. Nie oszukujmy się – z maluchami nie zagrasz w brydża, tylko w proste kuku albo wojnę, zamiast skomplikowanej gry strategicznej, czeka cię raczej chińczyk albo grzybobranie, a zabawa w ZOO nie polega raczej na dyskusji o anatomii i zwyczajach zwierząt, a na udawaniu głosów małpek albo dyskusjach pana hipopotama z panem nosorożcem. Ale wiecie co – z perspektywy rodzica wiem też, że przyjemność nie musi wynikać z samej zabawy, ale z obcowania z dzieckiem, z obserwowania jego reakcji, jego satysfakcji, jego radości z rzeczy, które dla ciebie są oczywiste, a dla niego mogą być odkryciem.

 

Zabawa z dzieckiem to nie obciach!

Są tacy dorośli, którzy zabawę z dzieckiem uważają za rzecz dziwnie wstydliwą. Pół biedy, jeśli to jeszcze rower, piłka czy jakaś bardziej intelektualna rozrywka. Ale już jakieś udawanie głosów, jakieś wygłupy, jakieś serwowanie zupki zwierzakom jest dla niektórych nie do przełknięcia. Nie licuje z dorosłością.
Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że nie pamięta, żeby jej mama kiedyś się z nią bawiła. Owszem, czytała jej bajki, kiedy córka jeszcze sama nie była w stanie składać literek. Zabierała do parku, kiedy była zbyt mała, żeby bezpiecznie sama chodzić na spacery. Prowadzała na basen, dopóki nie nauczyła się dobrze pływać. Generalnie włączała się w te tylko rodzaje zabawy, gdzie jej obecność była niezbędna z racji braku odpowiednich umiejętności dziecka albo potencjalnego zagrożenia dla jego bezpieczeństwa. Na myśl o tym zrobiło mi się jakoś smutno. Bo wiecie, ja ciągle gdzieś z tyłu głowy mam te wspólne z rodzicami wygłupy, te chwile luzu i beztroski, otwierania się na siebie i budowania bliskości. Okazywania sobie, że jesteśmy dla siebie ważni i nasze sprawy, nasze zainteresowania są dla nas ważne. A dla dzieci jest ważna właśnie zabawa.
Kiedy byłam w drugiej czy trzeciej klasie, w mojej szkole podstawowej zorganizowano z okazji dnia dziecka kiermasz i turniej rodzin. Żadnego wpisowego, żadnych ograniczeń. Jedyny wymóg – drużyna powinna składać się z rodziców i dwójki dzieci w wieku szkolnym. Dyrekcja się postarała – sponsorzy, nagrody, naprawdę ciekawy program zawodów, który trafił do uczestników na kilka dni przed imprezą. I to był błąd – kiedy okazało się, że w programie są tak „wymagające” zadania jak toczenie piłki kijem hokejowym, rzucanie rzutkami do tarczy, układanie puzzli na czas czy przenoszenie jaja na łyżeczce, lista chętnych zespołów zaczęła się dramatycznie kurczyć. Z początkowo zgłoszonej ósemki w dniu zawodów na starcie stanęły tylko dwie rodziny, nasza i mojej koleżanki z klasy. Przez chwilę pojawiły się wątpliwości, czy w takiej formie zabawa ma sens, czy też raczej odwołać to wszystko i dać sobie spokój. Moi rodzice, cała nasza rodzina, wątpliwości nie miała. To nie był obciach, to nie były wygłupy, to nie był przykry obowiązek – to była fajna zabawa, wspólny wysiłek, dopingowanie siebie nawzajem, praca zespołowa. Czysta radość. Niezależnie od publiczności, niezależnie od tego „co inni mogą sobie pomyśleć”.

Pamiętam, że wtedy wygraliśmy. Pamiętam, że z tą drugą rodziną – pamiętasz to, Aniu? – podzieliliśmy się nagrodami, a wygrany wtedy zestaw nietłukących się kubeczków moi rodzice mają w kuchni do dziś. Ale najbardziej pamiętam, że byliśmy drużyną, że mieliśmy nawet wszyscy dopasowane do siebie dresiki z ortalionu (wtedy to był full wypas), że świetnie się bawiliśmy. I że moja koleżanka, jedna z listy uczestników, którzy zrezygnowali, powiedziała mi po tym wszystkim – masz super rodziców! I miała rację.

 

Zabawa z dzieckiem – jak to zrobić?

Zabawa to domena dzieci i nikt tego nie neguje. To naturalna kolej rzeczy i głupotą byłoby, gdyby dorośli i tę krainę próbowali najechać, uporządkować, zawłaszczyć. Ale nie oznacza to, że zawsze i koniecznie muszą się od niej trzymać z daleka w imię budowania dziecięcej samodzielności, niezależności czy pobudzania wyobraźni. Czasem warto przekroczyć granice bajkowego świata, żeby odkryć, że można być w nim miłym, serdecznie witanym, a często wręcz wyczekiwanym gościem. Jeśli nudzą, czy męczą nas panujące tam zwyczaje czy reguły, warto zaproponować coś od siebie, urozmaicić codzienne zabawy, sięgnąć pamięcią do własnych wspomnień i podzielić się swoimi zabawowymi hitami. Nudzi cię ruszanie gadającymi lalkami – może zróbcie im zjeżdżalnię z deski do prasowania? Masz dość jeżdżenia autkami po dywanie – zbudujcie model auta z pudła po telewizorze albo wybierzcie się na wystawę starych samochodów. Krótko mówiąc – jeśli cierpisz uwięziony w schemacie dziecięcych zabaw, zaproponuj coś, co zainteresuje i dziecko, i ciebie. Albo przynajmniej nie sprawi, że będziesz miał ochotę wydłubać sobie mózg łyżeczką do herbaty.

A co jeśli dziecko chce koniecznie bawić się po swojemu? Co jeśli to muszą być jednak Burek i Świrek i ich porywające dialogi o życiu? Masz dwa wyjścia – uciec, zasłaniając się swoim „nie mam czasu”, „pobaw się z bratem”, „może innym razem”, albo po prostu wskoczyć w ten świat i wyciągnąć z niego tyle, ile się da. Zamiast cierpieć w skrytości ducha, wykrzesać z siebie energię i entuzjazm. Zamiast odliczać minuty, zaprzyjaźnić się z Burkiem i Świrkiem, zabrać ich na wycieczkę do teatru, piaskownicy, ogrodu, czy w końcu nawet na księżyc. Przecież ogranicza was tylko wyobraźnia. I oczywiście twoje zasoby cierpliwości… Pocieszę cię. Ta zabawa wcale nie musi trwać długie godziny. Ta zabawa nie musi rozwalać ci całego planu dnia i odrywać od obowiązków. Potraktuj ją jako odskocznię. Kwadrans, pół godziny, czterdzieści pięć minut. Oderwij się, zapomnij o wszystkim, skup na dziecku i tylko na nim. Bez telefonu, telewizora, rozmowy z dorosłymi gdzieś przez ramię. Jeśli mimo wszelkich wysiłków Burek i Świrek doprowadzają cię do rozpaczy (i tęczowego rzygu), to zamiast na nich skup się na dziecku. Na jego entuzjazmie. Na jego pomysłach. Na jego radości. Bo to twoja obecność jest jej powodem.

 

Doświadczeni rodzice mówią, że warto dziecko nauczyć samodzielnej zabawy. Że warto mu pokazać, że może i potrafi bawić się samo. I mają absolutną rację. Ale doświadczeni rodzice wiedzą też, że zabawa właśnie może być doskonałym polem do budowania więzi, zacieśniania relacji, cieszenia się sobą bez trosk i napięć towarzyszących codziennemu życiu. Doświadczeni rodzice wiedzą, że dzieci rosną bardzo szybko i bardzo szybko te wspólne zabawy stają się wspomnieniem. Ale jest to wspomnienie piękne, kolorowe, bardzo cenne. Więc nie, nie musisz bawić się ze swoim dzieckiem. Nie musisz z nim układać klocków, animować zwierzaków, ubierać lalek, bo ono pewnie jest w stanie i potrafi zrobić to bez twojej pomocy. Nie musisz, ale możesz. I zapewniam cię, że choćby czasami warto to zrobić. Bo dzieci pamiętają. Pamiętają wspólnie zbudowane wieże, przeczytane książki, strzelone gole, zupy ugotowane z trawy, niekończące się partie kuku czy makao. I jest duża, bardzo duża szansa, że kiedyś, kiedy już będą dorosłe i dawno z zabaw wyrosną, wpadną do ciebie na partyjkę kart z czystej przyjemności, a nie z poczucia obowiązku. Żeby pobawić się razem. Naprawdę warto.

10 Responses

  1. Świat Toli
    | Odpowiedz

    Ja mam małe dzieci, 2.5 roczne, ale jeśli chodzi o zabawę myślę że u mniew ygląda to inaczej bo są to bliźniaki i on zawsze razem, bawią się tez razem. Samo dziecko wymaga większej uwagi i współzabawy niż jak są dwoje.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Nie mam doświadczenia z bliźniakami 🙂 Podziwiam mamy, które ogarniają dwa niemowlaki na raz!!! Jesteście wielkie 🙂

  2. madame Blania
    | Odpowiedz

    Ja staram się to rozdzielić… trochę dziecko musi bawić samo, ale jest też czas tylko dla nas.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      I to chyba jest najlepsza droga. Z jednej strony dziecko się usamodzielnią, z drugiej cieszy zaangażowaniem dorosłych 🙂

  3. Made by Goch
    | Odpowiedz

    Mnie ogólnie szlag trafia tylko w jednym momencie- kiedy dziesiąty raz w ciągu godziny czytam tą samą bajkę 😊

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Taaa… nasz rekord to “Ptasie radio” 23 razy pod rząd…

  4. Agni
    | Odpowiedz

    A widzisz, doskonale mamy świadomość, że nie rozchodzi się dziecku o ilość i jakość zabawek ale o udział rodzica właśnie. Bawię się z dziećmi ale bywają też chwile, że zwyczajnie nie mam na to ochoty. I uważam że to ani wstyd ani grzech. Wszędzie musi być równowaga 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Równowaga generalnie jest ważna w rodzicielstwie, bo całkowita rezygnacja z własnychęcią potrzeb na rzecz dzieci rodzi zwykle frustrację a to nikomu nie służy. Ten tekst jest raczej do rodziców, którzy z zasady nie bawią się z dzieckiem, bo uważają, że powinno się samo sobą zająć, skoro ma tyle zabawek.

  5. Przecież zabawa z dzieckiem to super sprawa! Ja nie wyobrażam sobie jak mógłbym, kolokwialnie mówiąc, olewać mojego siostrzeńca…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      I takie podejście mi się podoba 🙂
      Chociaż trochę inaczej jest, jak bawisz się z dzieckiem, kiedy się spotykacie, a inaczej jak masz je przy sobie 24 godziny na dobę i czasem masz wrażenie, że klocki i pluszaki wychodzą ci uszami 🙂

Skomentuj