Nie jest łatwo być mamą, czyli… macierzyńska matematyka

with 5 komentarzy

nie jest łatwo być mamą

Nie jest łatwo być mamą. Kiedy ciągle “ona mnie bije”, “ona na mnie oddycha”, “nie lubię jej”, “a ona jest kupa”. I kiedy od rana do nocy mediacje, negocjacje, polubowne rozwiązywanie konfliktów, a czasem i rozdzielanie zwaśnionych kogutów, wyplątywanie zaciśniętej piąstki z cieniutkiego warkocza siostry albo nawet opatrywanie śladów po pazurkach, które przecież wczoraj mieliśmy obciąć, ale zabrakło czasu.

Niełatwo, niełatwo naprawdę na cywilizowany język przekładać gwałtowne konflikty o lalkę bez ręki, ukochaną książkę albo najpiękniejszy na świecie czerwony klocek, jedyny, choć jeden z trzydziestu ośmiu identycznych w pudełku. Niełatwo uczyć, jak emocje wyrażać i wyładowywać nieszkodliwie i bezboleśnie dla innych, kiedy samemu buzuje się gdzieś w tym w zniecierpliwieniu i oparach absurdu.

 

Nie jest łatwo być mamą

Kiedy od rana do nocy lawina pytań, prośby podszyte żądaniem, pragnienia do spełnienia teraz już natychmiast. Kiedy od szóstej rano do 8 wieczorem ciągle mamo daj, mamo pomóż, mamo uczesz, mamo narysuj. Mamo, ciągle mamo. Bo pomocy brak, a nawet jeśli się pojawia, to przecież często i tak się okazuje niewystarczająco kompetentna w czteroletnich czy dwuletnich oczach.

Niełatwo być dobrą wróżką, spełniać marzenia i życzenia tam gdzie to możliwe i właściwe. Niełatwo być czarownicą. Mówić “nie” i brać na klatę lawinę emocji, kiedy odmówić trzeba i należy.

 

Nie jest łatwo być mamą

Jak w bezlitosnym lustrze wiedzieć odbite wszystkie swoje zachowania. Gesty, słowa, nawyki. Także te, które nie napawają dumą.

Niełatwo, oj niełatwo przyznać się przed samą sobą, że te dziecięce zachowania nie biorą się z kosmosu. Krytycznie spojrzeć na siebie i zabrać się do pracy nad sobą. Zmieniać się. Dla siebie i dla nich.

 

Nie jest łatwo być mamą

Kiedy nieprzespane noce sznurkiem zimnym i ciężkim od zmęczenia oplatają ręce i głowę. Kiedy dwie godziny bez pobudki jawią się jak dobra noc, trzy to luksus, cztery absurdalne do granic niemożliwości marzenie. Kiedy kręgosłup pęka, ręce omdlewają, a w gardle zasycha od kotków dwóch mielonych do znudzenia na przemian z tym Wojtusiem, co to mruga mu iskierka. I kiedy wyginasz się w pozycji klucza wiolinowego, żeby do łóżeczka odłożyć małe ciałko, które ma gdzieś, sam jeżu tylko wie gdzie, taki czujnik, który aktywuje syrenę od razu po zetknięciu z materacykiem.

Niełatwo, oj niełatwo, wykrzesać z siebie energię do zaspokajania małych i dużych potrzeb, kiedy własne niezaspokojone na poziomie najbardziej podstawowym.

 

Nie jest łatwo być mamą

Zmagać się, codziennie i na nowo, z nieustanną oceną i opiniami, których ani nie chcesz, ani o nie nie prosisz. Kiedy inni wiedzą lepiej, najlepiej na świecie, jak Twoje dziecko wychowywać, jak Twoje dziecko prowadzić, jak Twoim dzieckiem kierować. Kiedy oni ci pokażą, oni ci wytłumaczą, oni cię wyprowadza z błędu. Choćbyś pewna była, że błędzie nie jesteś. Że doskonale wiesz, co robisz. Bo nie można przecież robić inaczej, ani po swojemu, żeby ci ktoś nie powiedział, żeś wyrodna, nawiedzona, ekoświrka, patologia. Że wrzuć na luz i weź się w garść.

Niełatwo, oj jak niełatwo, im wszystkim powiedzieć, żeby swoje bezcenne rady zachowali na moment, kiedy o nie zwyczajnie poprosisz. Albo i nie poprosisz.

 

Nie jest łatwo być mamą

Kiedy mnożą się i piętrzą kolejne pytania i wątpliwości. Jak karmić, jak dietę rozszerzać, jak szczepić, przedszkole wybrać najlepsze na świecie, angielskiego uczyć od szóstego tygodnia czy może trzeciego roku życia. Gdzieś w głowie wciąż cichy głos, że twoje dziś przesądzać może ich jutro. Że może dajesz szansę, a może ją odbierasz.

Niełatwo, zwłaszcza niełatwo, gdy w tym wszystkim poczucie dziwnego osamotnienia, bo choć niby decyzje wspólne, to przecież to razem bywa czasem tylko teorią od praktyki daleką.

 

Nie jest łatwo być mamą

Kiedy dziecięce emocje wybuchają, a wybuchają często i gwałtownie. Kiedy gdzieś pośród klocków, książeczek, rysowania księżniczki z fioletowym warkoczem, słyszysz wykrzyczane, wypłakane “nie kocham cię”, “nie lubię cię”, “to wszystko przez ciebie”. Bo kredka nie taka. Bo serek się skończył. Bo nie można jeść czekolady na śniadanie.

Niełatwo, tak bardzo niełatwo, przełknąć słowa, które palą serce jak ogień, choć przecież rozum mówi, i ma absolutną rację, że to nieprawda, że to złość przemawia skrótem myślowym i niezrozumiała dla dorosłej logiki rozpacz szuka prostego, do bólu mocnego wyrazu.

I znajduje go.

 

A jednak

Nie jest łatwo być mamą, a przecież nie ma, nie ma naprawdę innej roli na świecie, która niosłaby ze sobą tyle wspaniałych, niepowtarzalnych, nieopisywalnych emocji. Która by tak efektywnie wachlarzem wzruszeń zacierała przykrości, łzami radości zmywała smutki, dumą i radością wypełniała dni, wymazując wspomnienie trudów i wątpliwości.

Kiedy małe, drobne ramionka oplatające szyję. Kiedy rozpromienione oczy, uśmiech powalający słodyczą. Kiedy głos grający na strunach duszy hymn miłości i spełnienia. Kiedy pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwsze szkolne lekcje i pierwsze nastoletnie sympatie. Kiedy mały człowiek staje się coraz bardziej człowiekiem samodzielnym i dojrzałym, a Ty widzisz, że robisz dobrą robotę.

Możecie mi zarzucić przesadę i patetyczność. Kolorowanie rzeczywistości, idealizowanie czarno-białej codzienności. Możecie, ale ja wiem swoje. I choćby nie wiem, ile potknięć, ile problemów, ile awantur o ogórka pokrojonego w plastry a nie słupki, to wszystko nie ma znaczenia. To wszystko niknie, kiedy czteroletni bąbel w kostiumie zajączka staje na środku sali zaczyna śpiewać, że najpiękniejsza choinka jest w sali u przedszkolaków. A Tobie łzy ciekną po policzkach w takim tempie, że nie ma nawet sensu nikogo przekonywać, że to “tylko coś wpadło do oka”.

 

Macierzyńska matematyka

Nie jest, nie jest łatwo być mamą, ale jest w naturze dziwny jakiś mechanizm, który nas, mamy ratuje od szaleństwa i desperacji. Ten mechanizm, który sprawia, że jeden dobry, jeden piękny moment przekreśla znaczenie dziesięciu porażek, umniejsza je, upycha gdzieś do przegródki z etykietką “nieważne”. Jeden uśmiech za osiem awantur o “nie lubię skarpet”. Jeden przytulas za jedenaście “nie możesz do mnie mówić”. Jeden euforyczny wybuch radości za cztery ataki histerii, bo przewrócona wieża z klocków. Jedno kocham Cię za wszystkie “nie chcę, nie lubię, nie możesz, musisz”. Choć to niewiarygodne, choć to absurdalne, w tej matematyce jest jakiś dziwny sens. W tej magicznej macierzyńskiej matematyce wszystko się bilansuje i równoważy.

I koniec końców okazuje się, choćbyś nie wiem, jak liczył, i nie wiem, jak mierzył, że jednak warto. Zwyczajnie warto. Starać się. Próbować. Pracować nad sobą. Walczyć. Zaczynać od początku.

Być mamą.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

5 Responses

  1. madrencia
    | Odpowiedz

    Pięknie napisane.Cudnie się czyta Twoje teksty!Brawo

  2. RoMaO
    | Odpowiedz

    Brawo! Gdyby wszystkie mamy i tatusiowie mieli w sobie tyle: samozaparcia, cierpliwości, zrozumienia, ofiarności, odwagi, szacunku, czyli po prostu MIŁOŚCI, to jestem pewien, że świat inaczej by wyglądał. Zastanawiałem się nieraz co takiego pcha nas w ten trudny świat wychowywania dzieci? I zawsze mi wychodzi, że wychowanie naszych pociech to jedno z najważniejszych zadań tu na ziemi. Kiedy już będziemy odchodzić, nie wyobrażam sobie by ktoś mógł powiedzieć, że się spełnił nie zostawiając na świecie kogoś, na kim odcisnął tą lepszą część samego siebie. Kogoś – cząstkę samego siebie, która będzie trwać i trwać…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Moja mama mówi czasem “może nie mam willi, może nie śpię na kasie, ale moim sukcesem są szczęśliwe dzieci”. To piękne słowa są. Koniec końców, robaki zjedzą wille, pieniądze i inne dobra. Dzieci zostają. Warto się nimi cieszyć 🙂

  3. Marta_wu
    | Odpowiedz

    Wzruszyłam się.

Skomentuj