Nie noś go, bo się przyzwyczai!

with 12 komentarzy

czy nosić dziecko na rękach

… czyli o tym, jak wasz noworodek-dyktator próbuje niecnie przejąć kontrolę nad waszym domowym ogniskiem!

 

Gdybym ze wszystkich tekstów usłyszanych po urodzeniu dziecka miała wymienić jeden, który jednocześnie wkurza i smuci mnie najbardziej, bez wahania wybrałabym ten o noszeniu dziecka jako jego rozpieszczaniu, uleganiu jego rządom i skazywaniu się na rolę służącej. „Nie noś go, bo się przyzwyczai” – mówi ciotka, kiedy podnosisz trzymiesięcznego maluszka znudzonego samotnym leżeniem na macie. „Nie noś go, bo kręgosłup ci pęknie, jak urośnie i będzie ciężki” – straszy babcia, kiedy twój półroczniak – zamiast „jak normalne dziecko”  leżeć w kojcu i zabawiać sam siebie – domaga się Twojej bliskości. „Nie noś go, bo on płacze specjalnie, żebyś skakała, jak ci zagra” – ostrzega teściowa, snując wizję niemowlaka, który wprawdzie z trudem unosi głowę i nie umie przewrócić się z pleców na brzuszek, ale za to jego mózg opracowuje już plan podboju świata, którego Ty jesteś pierwszym etapem. No ludzie!!! Serio?!?

 

Nie ogarniam tego! Dlaczego nie potrafimy zrozumieć, że rozwój psychiczny dziecka, podobnie jak fizyczny, ma swoje etapy, a każdy z nich niesie odmienne potrzeby i wymagania? Przyjmujemy do wiadomości, że niemowlak nie umie siedzieć, nie umie chodzić, nie umie mówić, a jednocześnie zakładamy, że jest zdolny do skomplikowanej operacji umysłowej pod hasłem „jak zapłaczę, to mama zrobi dokładnie to, co chcę, a więc ja tu rządzę”. Maluch, który nie kuma, że zniknięcie zabawki z zasięgu wzroku nie oznacza jej unicestwienia, ma być zdolny do manipulacji. Maluch, który nie załapał jeszcze, że to, co mu lata przed oczyma, to jego własne ręce i że może mieć nad nimi kontrolę, pociąga za wirtualne sznurki rodzica, którego próbuje uczynić swoją marionetką. Ludzie!!! Maluch, którego potrzeba ciepła, opieki, bliskości, przytulenia w zupełnie obcym i nieznanym świecie, jest traktowana jako fanaberia i próba sił, to nie żaden dyktator. To po prostu biedny maluch.

 

Zapytaj internetów, to się dowiesz…

Na mamusiowych forach zalew postów „mój trzymiesięczny synek płaczem domaga się, żeby go nosić i przytulać, a uspokaja się dopiero, jak go wezmę na ręce”, „moja półroczna córeczka płacze w łóżeczku i wózku, przestaje dopiero, kiedy ją podniosę”, „mój ośmiomiesięczny synek budzi się w nocy i płacze, nie pomaga głaskanie go po plecach, trzeba go wziąć na ręce”. I ciągle to samo pytanie: co robić? A pod spodem seria odpowiedzi: “nie noś go, bo się przyzwyczai”, „nie daj się”, „on to robi specjalnie”, „moja córka też tak robiła, ale konsekwentnie ją odkładałam i w końcu przestała”, „ona cię sprawdza”, „musisz mu pokazać, że nie będziesz ulegać kaprysom”, „pokaż jej, że płaczem nic nie wymusi”. Naprawdę? Czy aż tak trudno przez chwilę wysilić wyobraźnię i spróbować postawić się na miejscu dziecka?

 

Eksperyment

Wyobraź sobie, że nagle trafiasz na obcą planetę, której mieszkańcy mówią nieznanym ci językiem. Wśród grona nieznajomych czujesz pewną więź z jedną tylko osobą. Nieudolnie próbujesz się z nią komunikować. Choć wyraźnie widzisz, że nie zawsze Cię rozumie, pociesza Cię myśl, że reaguje na Twoje próby nawiązania kontaktu, przychodzi ze wsparciem, uspokaja, próbuje zaspokoić potrzeby. Po prostu jest. Pewnego dnia przestaje. Namówiona przez innych kosmitów uznaje, że Twoje gadanie jest próbą sterowania nią, a ona nie pozwoli sobą rządzić. I nieważne, jak głośno będziesz krzyczał, jak bardzo płakał, musisz poradzić sobie sam. Z czasem rzeczywiście tak się dzieje. Przestajesz wołać, przestajesz płakać, przestajesz krzyczeć. Zamykasz się w sobie. Bo wiesz, że Ona i tak nie przyjdzie. Więc „radzisz sobie” sam. Ale czujesz, jak pęka Ci serce.

I tak właśnie czuje się dziecko mamy, która wierzy w to cholerne „nie noś go, bo się przyzwyczai”! Która przestaje reagować na płacz, bo „nie chce rozpieścić dziecka”. Pomyśl chwilę – niemowlak nie potrafi mówić. Płacz to jego jedyny środek komunikacji. To jego sposób, żeby powiedzieć „mamo, coś jest nie tak”, „mamo, boję się”, „mamo, coś mnie boli”, „mamo, chcę być blisko”. To jego sposób, żeby powiedzieć „potrzebuję Cię”. Naprawdę nie chcesz reagować na taki komunikat? Naprawdę chcesz mu w odpowiedzi zaserwować obojętność i lekceważenie?

 

Dlaczego moje dziecko płacze?

Tak, to prawda. Maluchy stopniowo zaczynają ogarniać pewne zależności przyczynowo-skutkowe. Jak poruszę grzechotką, to słychać hałas. Jak pacnę to żółte, to kółko się pokręci. Jak rzucę łyżkę, to ona mi zniknie. Jak zapłaczę/zawołam, to mama przyjdzie. Nie oznacza to jednak, że dziecko będzie płakać, żeby perfidnie Tobą manipulować i zmuszać do biegania i skakania wokół niego. Oznacza jedynie tyle, że będzie korzystać z dostępnego sobie środka komunikacji, żeby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. Że będzie WIEDZIAŁO, że w razie potrzeby może ściągnąć wsparcie dorosłego. Że mama zareaguje na jego strach, ból, tęsknotę, znudzenie czy dowolny inny dyskomfort. Że można na nią liczyć. Czy nie tego chcemy? Żeby nasze dziecko czuło się zaopiekowane i bezpieczne?

No dobra, powiecie – jeśli tylko o przywołanie mamy w potrzebie chodzi, to powinno dziecku wystarczyć, że będę blisko. A tymczasem ono domaga się noszenia, manipulator mały! „Przyzwyczaiłaś, to masz. Samaś sobie winna” – już biegnie z życzliwą oceną ciotka dobra rada. I w sumie ma rację. Przyzwyczaiłaś – nosząc przez 9 miesięcy pod sercem, bujając w rytm własnych kroków, przyzwyczaiłaś dziecko do uspokajającego kołysania. Teraz ten znajomy rytm też je uspokaja. Przypomina – choć nie jest to proces świadomy – tamte czasy ciepłego bezpieczeństwa i najwyższej bliskości.

O pierwszych miesiącach życia dziecka mówi się często jak o czwartym trymestrze ciąży i coś w tym jest, bo ten okres adaptacji do zupełnie nowego świata i zupełnie nowego życia jest dla dziecka ogromnym wyzwaniem, a wsparcie i bliskość rodziców w tym okresie, noszenie, tulenie, bujanie, kangurowanie, pozwala w nowej rzeczywistości się odnaleźć, poczuć bezpiecznie. Poczuć jak u siebie. Badanie pokazują, że serce płaczącego niemowlaka uspokaja się znacznie szybciej, kiedy mama zaczyna go nosić w porównaniu do tego, kiedy po prostu siedzi z nim na kolanach. A chyba nawet wielbiciele teorii spiskowych o manipulujących niemowlakach nie powiedzą, że taki dzidziuś potrafi kontrolować prędkość bicia własnego serca… Chociaż w sumie… skoro w USA „44% rodziców i 60% dziadków uważa, że rozpieszczaniem jest branie na ręce trzymiesięcznego niemowlęcia za każdym razem gdy płacze”, to nic mnie już nie zdziwi… [więcej o wspomnianym badaniu oraz wyobrażeniach dorosłych na temat niemowlaków możecie poczytać TUTAJ i TUTAJ].

 

Czy nosić dziecko na rękach?

Droga mamo, jeśli zastanawiasz się, czy twoje niemowlę wymusza płaczem noszenie na rękach, zapamiętaj sobie:

– ono nie wymusza, ono cię potrzebuje

– ono nie manipuluje, tylko sygnalizuje swoje problemy

– ono nie próbuje rządzić, tylko szuka bliskości

I NIE, nie rozpieścisz niemowlaka, reagując na jego płacz. Nauczysz go za to, że – kiedy jest w potrzebie – może liczyć na Ciebie, Twoją pomoc, Twoją opiekę i Twoje wsparcie. Nauczysz go, że – nawet jeśli nie zawsze rozumiesz jego łzy – to jego emocje są dla Ciebie ważne. Jego smutki są dla Ciebie ważne. Nauczysz go, że jesteś dla niego. Że zawsze odpowiesz na jego wołanie.

Wiecie, że dzieci w domach dziecka przestają płakać? Po prostu wiedzą, że nikt nie przyjdzie.

 

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

12 Responses

  1. Małgorzata Hert
    | Odpowiedz

    Świetny wpis. Będę tu zaglądać 🙂

  2. Jagoda
    | Odpowiedz

    Świetny wpis. To bardzo kontrowersyjny temat. Sama jestem obecnie w ciąży i trochę moje patrzenie zmieniło się na takie jak Twoje – czyli wiadomo będzie dziecko płakało to go nie zostawię na pastwę losu. Jednak kiedy oglądałam znajomych, którzy na przemian bujają wciąż dziecko bywałam bardzo przerażona… I zanim zaczęłam o tym więcej czytać z naukowych źródeł byłam przekonana, że ta opinia jest prawdą. Wydawało mi się całkiem logiczne, że dziecko przyzwyczai się do bujania i potem jest złe, że nic się nie dzieje. Nacisk na obalenie tego mitu pojawił się dopiero niedawno.

  3. Konceptualnik
    | Odpowiedz

    Radzić każdy umie. 😉 Czasem jednak warto posluchać tylko siebie. I samemu oceniać swoje decyzje. 😉

  4. Monicystyka
    | Odpowiedz

    Wciągnęłam się w lekturę Twoich wpisów zamiast pracować 🙂 Przelewasz “na papier” dokładnie to, co sama myślę i wielu kwestii sama bym lepiej nie opisała. Ostatnio napisałam bardzo podobny tekst, mam wrażenie, że spostrzeżenia i przekonania mamy te same a propos noszenia dzieci i szacunku. Jak będziesz miała ochotę to zapraszam tutaj:
    http://www.monikasobieraj.pl/2018/03/prawo-gosu.html

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mnie cieszy każdy wpis na taki temat. Bo im więcej będzie się mówić o szacunku dla dziecka, tym większa szansa, że zaczniemy traktować dzieci tak, jak na to zasługują. Jak ludzi 🙂

  5. Sensible
    | Odpowiedz

    Jest milion sposobów na okazanie czułości dziecku. Niekoniecznie noszenie na rękach. Mówię to jako mama wcześniaka, którego długi czas podnosić nie mogłam, bo ledwo przeżyłam cesarkę. Kwestię bliskości “załatwiałam” kangurowaniem. Gdyby wtedy mój mąż przyzwyczaił córkę do noszenia na rękach, najzwyczajniej nie dałabym rady się nią zajmować.
    Niedawno chciałam sprawić przyjemność znajomej, która marzyła o kinie. Zgodziłam się na przywiezienie jej trójki dzieci do nas na czas, kiedy po prawie roku poszła z mężem do kina. Usłyszałam, że najmłodszy, 7 miesięczny syn “lubi na rączkach”. Powinnam była wtedy uciec. Nie zrobiłam tego. Kolejne 6 godzin ja i jego bracia spędziliśmy na noszeniu dziecka. Nie było innej opcji.
    Położenie się z Małym na dywanie = wrzask, posadzenie go na kolanach = wrzask, przytulenie się do niego = wrzask, myzianie po pleckach = wrzask, posadzenie do wózka i spacer = wrzask. Tylko wzięcie na ręce wywoływało natychmiastową błogość i uśmiech.
    Drogie mamy, wychowujcie swoje dzieci jak chcecie. Ale jeśli uważacie, że malucha trzeba nosić, nosić i jeszcze raz nosić, bo inaczej czuje się jak kosmita na planecie Ziemia, nie proście innych o pomoc przy opiece nad dzieckiem. Życzę miłego dnia.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      W tym wszystkim – w moim tekście też – tak naprawdę nie chodzi o noszenie jako takie. Tylko o reagowanie na potrzeby dziecka, a zwłaszcza na potrzebę bliskości. Noszenie to tylko przykład w opozycji do “jak się wypłacze to się uspokoi” i “nie reaguj, jak płacze, bo to wymuszanie”. Miłość i bliskość można wyrażać na milion sposobów – po prostu ważne, żeby być. I żeby znaleźć taki, który obu stron pasuje.

  6. Ostatnie zdanie sprawiło, że zrobiło mi się smutno. I żal tych dzieci, które już nie płaczą. Cieszę się, że moje dzieci mogą płakać, bo ja do nich przyjdę z pomocą i miłością.

    To porównanie do pobyty na obcej planecie jest genialne. Mimo wszystko lepiej pozwoliło mi zrozumieć moje dzieci. A myślałam, że w tym temacie dobrze wszystko wiem. 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję za miłe słowa. Pamiętam, że jak przeczytałam kiedyś artykuł o dzieciach z domów dziecka i o tym, jak powoli się “wyłączają” emocjonalnie (choćby w kontekście tego, że przestają płakać), to miałam koszmary przez kilka dni. Moim dzieciom nigdy nie odmawiam prawa do łez. Nawet jeśli ten płacz czasem wydaje mi się totalnie niezrozumiały i absurdalny, staram się wykrzesać z siebie maksimum empatii, bo naprawdę wierzę, że dla nich powód tego płaczu JEST ważny.

  7. Sylwia
    | Odpowiedz

    Nie mogę się ze wszystkim zgodzić chociaż padło tutaj wiele trafnych słów. Płacz dziecka komunikuje Nam ze coś się dzieje, ale nie zgodzę się ze dzieci Nami nie manipulują bo przecież są za małe, bo nie kumają. Oczywiście ze to wszystko rozumieją. My jako dorośli szybko potrafimy przyzwyczaić się do dobrego leniwego zycia, co dopiero taki maluch, który zamiast gimnastykować się na podłodze i prawidłowo się rozwijać wisi na rekach.
    Leżenie na brzuszku dla malucha to jest wysiłek, ale jest to wysiłek który po jakimś czasie przyniesie mu wiele korzyści typu podpór wysoki na rekach, wzmacnianie brzuszka, później czworaki i tak dalej osiągając kolejne kamienie milowe. Na rekach tego nie osiagnie, a jak się przyzwyczai to trudno mu jest wrócić na podłogę- bo na niej musi zapracować. Tak samo leżąc na plecach musi przeciwdziałać sile grawitacji. Mówię to z doświadczenia bo jestem fizjoterapeuta pracująca z niemowlakami. Bardzo często przychodzą do Nas rodzice który mówią „mój niemowlak nie lubi leżeć na brzuchu lub plecach bo płacze”. A ja wtedy zadaje pytanie „a czy uklada go Pani w ciągu dnia? Dostaje odp „nie bo płacze”. I nie dziwie mu się, skoro nie dostało takich doświadczeń to jest mu trudno, ale powolne układanie dziecka i stopniowo wydłużanie mu czasu jest tylko dla jego prawidłowego rozwoju. Podłoże jest dla dziecka podstawa, fundamentem który w przyszłości zaowocuje w czworakowaniu, samodzielnym siedzeniu ( a nie posadzeniu dziecka bo to są dwie odmienne sprawy). Dziecku należy dostarczać jak najwiecej czułości bo to buduje relacje, ale należy tez dać mu możliwość do prawidłowego rozwoju.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Słusznie zauważasz, że ciągłe noszenie może nie dać dziecku takich bodźców, jakich ono potrzebuje do rozwoju. Ale też nikt nie mówi, że trzeba nosić ciągle. Zresztą w całym tym tekście to “noszenie na rękach” to tylko hasło, pod którym kryje się reagowanie na dziecięce potrzeby, zwłaszcza może na potrzebę bliskości.
      To leżenie na brzuchu to w sumie dobry przykład. Moje dzieci bardzo tego nie lubiły, ale ja wiedziałam, że to rozwojowo ważne. I teraz miałam trzy wyjścia – 1. odpuścić zupełnie, żeby tylko maluszki nie płakały, 2. Kłaść na brzuchu mimo wszystko i nie zwracać uwagi na płacz w imię wyższego dobra albo 3. kłaść na brzuchu w sposób możliwie dla dziecka najłatwiejszy – stopniowo wydłużać czas, powoli oswajać z nową pozycją, zainteresować np. grzechotką, żeby zachęcić do podnoszenia głowy, a przede wszystkim nie zostawiać samego w tym płaczu – być blisko, głaskać uspokajająco po pleckach, mówić spokojnym, kojący głosem. Wybrałam te trzecią opcję i wydaje mi się, że to właśnie o to chodzi. Żeby dbać o rozwój i wychowanie dziecka, ale dać mu odczuć, że jego potrzeby są dla nas ważne.

      PS. To, że dzieci rozumieją, że swoim płaczem mogą nas przywołać albo uzyskać jakiś efekt, nie czyni z nich jeszcze manipulatorów i dyktatorów. One po prostu używają dostępnego sobie środka komunikacji i sygnalizowania potrzeb. I dobrze jeśli czują, że te komunikaty nie idą w próżnię.

  8. Bujająca mama
    | Odpowiedz

    Nie noś, bo się przyzwyczai! Ale do czego? Do tego, że się je kocha, do tego , że się reaguje na jego potrzeby, do tego, że może zawsze na nas liczyć? Przyzwyczailiśmy do tego starszą córkę(11 lat) i przyzwyczajamy młodszą (8 miesięcy) i dobrze nam z tym !

Skomentuj