Nie pomagasz!

with Brak komentarzy

nie pomagaszNie pomagasz! Kiedy moja dwulatka płacze rozpaczliwie w zatłoczonym tramwaju, bo wszystkie miejsca zajęte, a Ty – tonem tak agresywnym, że przeraża nawet mnie – grozisz, że spuścisz jej lanie, jeśli się nie uspokoi. Jeśli to ma być żart, to nie jest śmieszny. Jeśli mówisz serio, to – serio! – czas się nad sobą zastanowić, bo pomysł, żeby uderzyć czyjeś dziecko grubo przekracza wszelkie standardy przyzwoitości. I najlepiej sama się puknij.

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, wróć do czytania swojej gazetki. Albo podnieś cztery litery i pozwól nam usiąść na tym miejscu, nad którym widnieje przecież naklejka kobiety z dzieckiem, choć tak uparcie starasz się jej nie widzieć.

 

Nie pomagasz!

Kiedy moja trzylatka stoi na chodniku i płacze i krzyczy rozżalona, a Ty podchodzisz i na nią wrzeszczysz, bo kto to widział się TAK zachowywać. Nie jestem w stanie pojąć, jakimi drogami błądzą Twoje myśli, ale sam pomysł, że krzyk może kogoś uspokoić, jest tak absurdalny, że nie mieści mi się w głowie. Podobnie jak oczekiwanie, że trzylatek będzie w stanie zawsze i wszędzie kontrolować swoje emocje. Skoro – jak widać – nawet Ty tego nie potrafisz.

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, idź swoją drogą. I oszczędź mi komentarzy i pogardliwych uśmiechów. Dla mnie ten moment – pod pręgierzem spojrzeń i przykrych ocen – już i tak nie może być trudniejszy.

 

Nie pomagasz!

Kiedy moja czterolatka urządza scenę w parkowej alejce, a Ty – obcy człowiek! – podchodzisz i straszysz, że ją zabierzesz. Ani wtedy, gdy – chociaż mówię Ci wprost, że sobie poradzę – łapiesz ją za rękę i próbujesz odciągnąć wbrew jej i mojej woli. Przysparzając ją o kolejny atak histerii, większy jeszcze, bo podsycony przerażeniem.

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, wróć na swoją ławeczkę, do swojego pieska, do swoich zajęć. I pozwól mi zająć się moim dzieckiem, które w tej chwili mnie potrzebuje.

 

Nie pomagasz!

Kiedy moje zmęczone dzieci, zamiast iść spokojnie i w ciszy, marudzą i jęczą, że bolą je nogi, a Ty wyśmiewasz je, że kto to widział, że takie dzidziusie, że wstyd. Jakby z upływem lat człowiek tracił prawo do bycia zmęczonym. Bo Ty pewnie nigdy nie narzekasz, Ty pewnie nigdy zmęczona nie bywasz, Ty masz zawsze energii po wentyl. My nie jesteśmy robokopami.

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, swoją energię nakieruj na zbawianie kogoś innego. I nie zmuszaj mnie do marnowania sił na bezcelowe dyskusje z Tobą. Już i tak mam wystarczająco dużo do zrobienia.

 

Nie pomagasz!

Kiedy ostatkiem sił staram się zapanować nad dwójką małych ancymonów znudzonych do granic możliwości dwugodzinnym czekaniem w kolejce u lekarza. Kiedy staję na głowie, żeby w tej mikropoczekalni zająć je tak, żeby nie rozniosły tego pomieszczenia i nie przeszkadzały innym pacjentom. Może i Twoje dzieci potrafiły się sobą zająć całymi dniami, może były ciche i spokojne, może nie potrzebowały tyle Twojej uwagi. Ja Twoich uwag też nie potrzebuję.

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, nie przychodź na swoją wizytę trzy godziny przed czasem tylko po to, żeby truć dupę innym i próbować wcisnąć się do kolejki.

 

Nie pomagasz!

Kiedy mam najbardziej ciulowy dzień świata i, holując za sobą dwójkę usmarkanych po pas brzdąców, czuję, że na barkach niosę ciężar ponad siły, a Ty zaczepiasz nas na ulicy i moim dzieciom – MOIM dzieciom! – walisz kazanie, że mama nie będzie ich kochać, jeśli nie będą grzeczne. Smutne musi być Twoje życie, jeśli kocha się w nim tylko tych, którzy są grzeczni, i tylko wtedy, kiedy mają dobry dzień. Smutne i straszne, ale nas w to nie mieszaj i nas w to nie wciągaj. W naszym świecie kochamy się na dobre i na złe, niezależnie od tego, co powiesz Ty i Twoi znajomi ze smutnej strony rzeczywistości.

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, po prostu przejdź na drugą stronę ulicy i oszczędź nam swoich niedorzecznych mądrości.

 

Nie pomagasz!

Kiedy moje dziecko całe we łzach domaga się w sklepie nowej zabawki, a Ty mówisz mu, że zaraz zabierze je pan policjant. Bo po pierwsze – od kiedy, do ciula jasnego!, policja aresztuje ludzi za płacz? Bo po drugie – skąd Ci w ogóle przyszło do głowy, że straszenie może kogokolwiek uspokoić? Bo po trzecie – chciałabym, żeby moje dziecko wiedziało, że policja jest po tej dobrej stronie mocy. Że do policjanta może podejść, kiedy zgubi się w tłumie. Albo gdy w parku zaczepi je dziwny pan w prochowcu. Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć?

Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, uśmiechnij się do mnie z milczącym zrozumieniem. Pooglądaj w zadumie prezerwatywy na półeczce przy kasie. Albo po prostu stań w innej kolejce.

 

Chcesz pomóc?

Fascynujące, jak ludzie rwą się do pomocy młodej mamie.

Jak potrafią krzyczeć, straszyć, wyśmiewać, a nawet próbować odciągnąć od niej zapłakane dziecko. Jakby to miało je cudownie uspokoić, wyciszyć, nauczyć „dobrych manier”.

Jak mimo jasnego komunikatu „poradzę sobie”, „proszę odejść”, potrafią stać nad nią i dolewać oliwy do ognia. Jakby nie miała już wystarczająco dużo na głowie.

Jak prześcigają się w nieproszonych złotych radach, złośliwych komentarzach pod nosem, ostentacyjnych westchnieniach, jak to dzieci KIEDYŚ takie nie były i jakie to DZISIAJ bezstresowe wychowanie. Jakby to było magiczne zaklęcie zmieniające rzeczywistość.

 

Niezrozumiałe, że można – chciałabym wierzyć, że w dobrej wierze – sięgać po tak debilne sposoby, zamiast zrobić to, co najprostsze. Ustąpić miejsca. Przepuścić w kolejce. Podać chusteczkę do wytarcia zasmarkanego nosa. Podnieść but, który spadł na środku przejścia dla pieszych.

Uśmiechnąć się, tak po prostu. Bez oceniania, bez pogardy, bez poczucia wyższości. Ze zrozumieniem za to i wyrozumiałością.

 

Jeśli nie potrafisz pomóc naprawdę, to po prostu nie pomagaj mi wcale.

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

Skomentuj