Nie zabieraj dziecka na wakacje!

with 14 komentarzy

wakacje bez dzieciSłyszeliście kiedyś o „świątecznej babce”? Nie, nie mam na myśli bab wypiekanych na Wielkanoc, a nowe zjawisko społeczne – podrzucanie starszych, schorowanych członków rodziny na święta do szpitala, żeby móc od nich odpocząć i cieszyć się świętowaniem. Smutne nie? To teraz odwróćmy perspektywę, spójrzmy na najmłodszych członków rodziny. Słyszeliście kiedyś o „wakacyjnym bąblu”? No to zaraz usłyszycie…

 

W miarę jak zbliżają się wakacje, coraz częściej trafiam na artykuły o tym, czy warto zabierać dzieci (podkreślam, że mowa tu o maluchach!), na wakacje. Jedni przekonują, że potomstwo nie powinno nas w żaden sposób ograniczać w realizacji naszych podróżniczych marzeń i może nam spokojnie towarzyszyć w wyprawach nawet w najdalsze zakątki świata. Drudzy deklarują, że na urlopie potrzebują odpocząć (także w aktywny sposób i także od dzieci), a maluchy taki odpoczynek uniemożliwiają, więc lepiej, żeby zostały w domu pod właściwą opieką oczywiście. Grupy te wydają się mieć kompletnie przeciwne podejścia do wizji wakacji idealnych, ale tak naprawdę łączy je jedna podstawowa rzecz – perspektywa.

 

Urlop z dziećmi czy od dzieci?

Jeśli spojrzeć uważniej na argumenty obu stron, dziecko jest tutaj tylko dodatkiem do urlopu dorosłych. Chcianym lub nie chcianym, ale tylko dodatkiem. Rodzice zabierają je na urlop albo zostawiają w domu, to ich decyzja, ich frajda, ich potrzeby są tu najważniejsze. Powiecie, że się czepiam, bo w końcu to rodzice płacą za wakacje, oni je organizują, a więc i oni „zabierają” na nie dzieci, ale moim zdaniem to coś więcej niż tylko słownictwo. To pewien sposób myślenia. No bo czy mąż zarabiający więcej „zabiera” żonę na urlop? Czy żona „zabiera” na urlop męża, jeśli to ona zaplanowała trasę i atrakcje? Chyba jednak nie. Chyba jednak to zawsze są ich wakacje, ich wspólna przygoda, ich wspólna zabawa. A co z dzieckiem?

 

Opcje są, jak się wydaje, dwie.

Wersja pierwsza

Planujesz wakacje tak, jak sobie to wymarzyłeś. Jedziesz na Kubę, do Egiptu, w Tatry, na norweskie klify czy do amazońskiej dżungli. Oprócz ubrań, apteczki, map, aparatu, zabierasz ze sobą także i dziecko. Bo przecież ono cię nie ogranicza, nie musi ograniczać. I to wszystko prawda. ToTy decydujesz. Twój „wakacyjny bąbel” niezbyt ci doskwiera. Możesz go zabrać na wietnamski pływający targ, przewieźć przez Dolinę Śmierci albo zawieźć do majańskich piramid. Czasem pewnie pomarudzi, może i popłacze, często nie pozwoli zrealizować wszystkich punktów programu, ale w ostatecznym rozrachunku dostosuje się do Twojej wizji i będzie z Tobą odkrywał świat.

Tylko co z tego? Czy przedszkolaczek jest w stanie docenić urok Wielkiego Kanionu albo złotej pagody? Czy długie godziny lotu w samolocie, setki kilometrów w autokarze, wypchany po brzegi program zwiedzania to dla niego przyjemność? Czy coś z tego kalejdoskopu wrażeń zostanie w tej małej głowie? A może twoja frajda, twoje turystyczne spełnienie dla niego oznacza głównie zmęczenie, nudę, przebodźcowanie, że o ewentualnych niebezpieczeństwach w przypadku wyjątkowo egzotycznych wypraw już nie wspomnę?

Wersja druga

Planujesz wakacje tak, jak sobie to wymarzyłeś. Jedziesz na Kubę, do Egiptu, w Tatry, na norweskie klify czy do amazońskiej dżungli. Oprócz ubrań, apteczki, map, aparatu, zabierasz ze sobą zdjęcie dziecka. Bo samo dziecko zostaje w domu pod opieką dziadków, cioci, niani, wujka czy kogo tam sobie zaplanowałeś. W ten sposób Cię nie ogranicza. Możesz robić to, co chcesz. Zwiedzać, szaleć, imprezować, zdobywać szczyty czy po prostu leżeć na plaży bez nieustannego słuchania „maaaamooooo” i budowania setnej babki z piasku. Kompletny restart. Bez „wakacyjnego bąbla”, który uwiera przy realizowaniu planów. Bo przecież w ciągu roku tak dużo pracujesz, bo przecież potrzebujesz restartu, masz prawo odpocząć.

Tylko co z tego? Czy przedszkolaczek nie potrzebuje tego Twojego urlopu (być może jedynego w na najbliższe 10 miesięcy)? Czy w ciągu roku nie czeka niecierpliwie na Twój powrót z pracy? Czy nie chciałby pobyć z rodzicami przez te dwa tygodnie bez „pośpiesz się”, „jestem zajęty”, „muszę pracować”? Może i on, choć nawet o tym nie wie, właśnie na to czeka, właśnie za tym tęskni?

 

Zmień wakacyjną perspektywę

A może by tak pójść inną drogą? Może zamiast podchodzić do maluszka jak do dodatku do Waszego urlopu, potraktować go jako jego współuczestnika? Może zaplanować wakacje tak, żeby i dla was, i dla niego to był przyjemny, wyjątkowy czas? Zmień na chwilę perspektywę i pomyśl – jeśli wybierasz się na wakacje z paczką przyjaciół, to nikt nikogo nie zabiera – po prostu chcecie pojechać razem. Planujecie więc wyjazd tak, żeby dla każdego był on atrakcyjny. Jeśli ktoś ma problem z mobilnością, nie decydujecie się na wspinaczkę na Rysy. Jeśli ktoś nienawidzi lotów samolotem, wybieracie miejsce, do którego można dojechać autem. Jeśli ktoś źle znosi upały, stawiacie raczej na kraj o umiarkowanym klimacie.

Podobne przykłady można by mnożyć. Dlaczego więc nie potraktować dziecka tak samo, jak przyjaciela, z którym chcemy spędzić miło urlop? Gama wakacyjnych ofert jest tak szeroka i bogata, że zawsze, jeśli tylko się chce, można znaleźć takie rozwiązania, które zadowolą was wszystkich. Może nie trzeba jechać tak daleko? Może więcej czasu przeznaczyć na leniuchowanie? Może wybrać atrakcje, które także dla malucha będą ciekawe? I nie, nie mówię, że cały urlop należy podporządkować dziecku, bo przecież i dla Was to ma być przyjemność, ale warto znaleźć jakiś kompromis, uwzględnić potrzeby i preferencje wszystkich uczestników wyjazdu.

 

Wakacje bez dzieci?

Nie łudźmy się – wyjazd na urlop z małymi dziećmi to nie jest czysty relaks i błogie lenistwo, a wie o tym dobrze każdy rodzic. Nie możesz spać do południa, wyciągnąć się beztrosko na leżaku czy imprezować przez całą noc. Ale czy naprawdę to jest potrzebne do pełni wakacyjnego szczęścia? Czy takie niedogodności to wystarczający powód, żeby zostawiać malucha w domu i pozbawiać okazji do spędzenia kilku czy kilkunastu magicznych dni w nowym otoczeniu, bez codziennej rutyny i zwariowanego tempa? Dla mnie odpowiedź jest jasna. Bo maluchy rosną bardzo szybko i już niedługo, może szybciej niż się spodziewacie, poinformują was, że w tym roku, to jadą na wakacje z paczką znajomych.

I jeszcze jedno – na każdy z minusów urlopu z dziećmi przypada w moim pozytywnym świecie znacznie więcej niż jeden plus. Szeroki uśmiech na widok morza, radość na karuzeli, tupot małych stópek w pogoni za uciekającym latawcem, ekscytacja w czasie wędrówki po zamkowych ruinach, buzia umorusana bitą śmietaną spływającą z gofra, duma z własnoręcznie zbudowanej na piasku fortecy, zwariowane miny w gabinecie luster, taniec odkrywcy na grzybobraniu czy drobne ramionka oplatające matczyną szyję na spacerze o zachodzie słońca.

Każdy z Was, każdy z nas, rodziców, ma w swojej głowie, w sercu takie chwile, takie magiczne migawki, które lepiej niż zdjęcia oddają nastrój wakacyjnych dni. Warto je kolekcjonować. Warto pamiętać, że te wspólne wyjazdy, ten może jedyny w roku urlop, są tak samo ważne dla niego, jak i dla Was. I że nikt tu nie jest „wakacyjnym bąblem”, kłopotliwym dodatkiem do urlopowego pakietu.

Więc nie zabieraj dziecka na wakacje! Po prostu pojedźcie na nie wszyscy razem.

 

A jeśli spodobał Ci się ten wpis, to możesz zajrzeć jeszcze tutaj:

Urlop z dziećmi czy od dzieci? Ja już wybrałam, a Ty?

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

14 Responses

  1. Kasia Lorenc
    | Odpowiedz

    Bardzo mądry wpis. Ja nie wyobrażam sobie urlopu czy wakacji bez mojej córki.

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Właśnie ja też nie. I powiem Ci, że byłam w ciężkim szoku, jak się okazało, że znajomi zostawili roczną córkę na dwa tygodnie i polecieli do Egiptu. Nie oceniam tego, bo to ich sprawa, ale po prostu nigdy bym na to nie wpadła, bo dla mnie jakoś naturalne jest, że jesteśmy rodziną i razem jeździmy na wakacje.

  2. Nie wyobrażam sobie planowania wakacji z dzieckiem jako dodatkiem, albo bez dziecka. Zawsze planujemy tak, aby nasza córka na tym najbardziej skorzystała i bierzemy jej możłiwości pod uwagę na pierwszym miejscu. Pewnie, że czasami mam ochotę na coś więcej, ale czekam na czasy, kiedy będzie większa i będzie mogła z nami robić inne, bardziej zaawansowane rzeczy podczas wyjazdów 🙂

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Dobrze Cię rozumiem – też uważam, że kluczem do tego, żeby rodzinne wakacje były fajne dla wszystkich, jest dostosowanie się do możliwości najsłabszego, czyli w tej sytuacji dziecka. Tak samo jest przecież w każdej grupie – dostosowujemy krok do najwolniejszego. Wiadomo, że czasem chciałoby się zrobić coś więcej, ale ja zawsze sobie mówię, że ten okres wczesnego dzieciństwa trwa tak krótko, że na wszystko jeszcze mamy czas.

  3. My nie mamy z kim dzieci zostawić, to może by je w szpitalu przyjęli ??? Jak myślicie 🙂 (wyjaśnienie – to takie moje specyficzne poczucie humoru) Dzieci czasami utrudniają wyprawy, ale to nie powód żeby z nimi nie jeździć na wakacje.

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Moja koleżanka powiedziała “jak się wsiadło na rower, to trzeba pedałować” i dla mnie to jest najlepsze podsumowanie 🙂 Nie chcę brać urlopu od moich dzieci.

  4. wyrodnamatkablog
    | Odpowiedz

    Od bardzo fajnej strony pokazałaś to zagadnienie. Nigdy o tym tak nie myślałam, chociaż sama do doszłam do podobnych wniosków 🙂 Pojechaliśmy w zeszłym roku w Tatry. Miałam w głowie tysiące planów gdzie pójdziemy i bałam się, ze na wszystko nam czasu nie starczy. A tu okazało się, że Młodemu się nie podobała pierwsza wycieczka i był bardzo jojczący. Początkowo miałam nerwa, ale bardzo szybko uświadomiłam sobie, że jest to czas dla nas i dla Malucha. Zamiast wielogodzinnych wypraw w góry postanowiliśmy pochodzić pół dnia a pół dnia przesiedzieć na placu zabaw, albo odwiedzaliśmy basen. I wiesz co? Wtedy doznałam prawdziwego spokoju i faktycznie poczułam że mam urlop 🙂

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Bo prawda jest taka, że rodzic – jako silniejszy – może na dziecku, zwłaszcza małym, wymusić wszystko. Także w kwestii wakacji – to on planuje trasę, cel, atrakcje itd. Dziecku pozostaje dostosowanie się, ale wcale nie musi być z tego powodu szczęśliwe i może nam to jasno pokazać. Efekt jest taki, że wprawdzie zaliczamy wymarzaną marszrutę, ale ani dziecko nie jest zadowolone, ani my, bo męczy nas jego marudzenie.
      Lepiej, jak Ty, znaleźć taki kompromis, który zadowoli wszystkich i wspólnie cieszyć się urlopem.

  5. Idealnie byłoby jechać na wczasy 2 razy: pierwszy z dzieciakami, żeby nacieszyć się tym rodzinnym czasem (dzieci tak szybko rosną!), a za drugim razem zostawić dzieci u dziadków, żeby rodzice mogli nacieszyć się sobą i podreperować relację 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Brzmi niby dobrze, ale ja bym chyba się nie zdecydowała na wyjazd bez dzieci. Bo ja to taka matka-kwoka jestem 🙂 Pewnie zamiast się dobrze bawić, to już w drodze bym tęskniła.

  6. Pau Elegancka
    | Odpowiedz

    Odkąd chłopaki są na świecie to planujemy wakacje na miarę ich i naszych możliwości. Wśród znajomych mam kilka par dla których to rzecz normalna, że urlop tylko bez dzieci, bo jak tu wypocząć mając maluchy przy sobie.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Wychodzi więc na to, że to kwestia bardzo indywidualna. A mi by było żal tracić takie chwile, bo na wyjeździe funkcjonuje się jednak zupełnie inaczej niż w domu i też dziecięce reakcje na nowe miejsca bywają fascynujące.

  7. Kb
    | Odpowiedz

    A my bierz my i dziecko I dziadkow na wakacje. I jest tym sposobem trochę wolnego dla rodziców I dziecko z nami

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To też jest jakieś rozwiązanie. Znajoma para zabiera na wyjazd babcię, która zajmuje się ich córeczką. Tu już pewnie dużo zależy od relacji, jakie mamy z dziadkami my sami i nasze dziecko.

Skomentuj