Rzecz o emocjach, czyli za co karzemy nasze dzieci?

with Brak komentarzy

o emocjachKiedy dziecko uczy się chodzić, dajemy mu przestrzeń, w której ćwiczyć może bezpiecznie. Zabezpieczamy ostre kanty szaf, eksmitujemy do innego pokoju ławę o szklanym blacie. Kiedy się potknie nie wyśmiewamy i nie krytykujemy. Kiedy upadnie, pomagamy wstać. Pokazujemy, jak stawiać kroki. Jak się podnieść, jak przewrócić z niewygodnej pozycji.

 

Kiedy dziecko uczy się mówić, dajmy mu dobry przykład. Mówimy do niego dużo i często. Staramy się poprawnie. Unikamy słów, których usłyszeć nie powinno. Nie pieścimy się, nie seplenimy, nie przekręcamy. Powtarzamy cierpliwie, do znudzenia, setki razy “mama”, “tata”, “kot”, “jajko”. Wiedząc, że kiedyś w końcu i ono powie słowa, zdania, elaboraty całe. Cierpliwie czekamy na efekty, a gdy widzimy problem – gdy zbyt długo milczy, gdy nie potrafi powiedzieć “r”, gdy ciągle przekręca słowa – szukamy pomocy specjalistów, którzy rzucą fachowym okiem i pomogą, jeśli trzeba. Nie śmiejemy się, że “lowel” a nie rower, że “makajon” zamiast makaron. Ćwiczymy, pomagamy, wspieramy.

Kiedy dziecko uczy się pisać, małymi krokami wprowadzamy go w świat literek. Powtarzamy, że A jak Ala a O jak Oko. I że B ma brzuszek z innej strony niż D, a O z z kreską to U, a nie O wcale. Literujemy, dzielimy na sylaby, towarzyszymy w nieporadnym składaniu znaków i dźwięków. Czasem gdzieś w środku czujemy zniecierpliwienie – że przecież ten sam wyraz już dziesiąty raz, a ono dalej nic, że jak można mylić Ł i F, skoro wyglądają zupełnie inaczej – ale potem przypominamy sobie, że przecież i nam było trudno, że to coś zupełnie nowego, że na wszystko trzeba czasu.

 

Metody, które nie działają

Czy chodzi o chodzenie, mówienie czy czytanie, wiemy dobrze, że pewnych procesów nie da się przyśpieszyć. Że docinki, krytyka, wyśmiewanie, wrzaski na pewno w rozwoju nie pomogą. Że jeśli dziecku “nie wychodzi” to nie robi tego na złość i na przekór nam.

Że nie można go karać za nieporadność i brak umiejętności, które dopiero mozolnie zdobywa.

Nie przychodzi nam – mam nadzieję! – do głowy, że jak je zamkniemy w pokoju na pół dnia, to w końcu nauczy się składać te literki. Że jak dostanie w tyłek, to przestanie się wygłupiać z tą “safą” i “snurkiem”.

Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że nie tędy droga.

Dlaczego więc tak trudno nam myśleć podobnie, kiedy mowa o emocjach? Kiedy dziecko uczy się ich rozpoznawania i panowania nad nimi? Kiedy dwulatek płacze z frustracji, bo znowu zawaliła się wieża z klocków. Kiedy trzylatek krzyczy ze złości, bo zgubił się ukochany kubek. Kiedy czterolatek leży na podłodze, bo nie może wyjść na zimno w trampkach?

 

Rzecz o emocjach. Najtrudniejsza z nauk?

A przecież to właśnie jest umiejętność bodaj najtrudniejsza ze wszystkich. Zidentyfikować emocje, nazwać je, wyrazić i je i rozładować tak, żeby nie ranić innych i siebie samego.

Kiedy dziecko się przewróci i płacze nad zdartym kolanem, przytulamy je i robimy mu opatrunek. Pokazujemy, że powinno uważać na nierówne płyty albo wysoki krawężnik w parku.

Kiedy dziecko nie potrafi czegoś nazwać albo wytłumaczyć, dopytujemy, podpowiadamy, szukamy drogi komunikacji, aż w końcu dowiemy się, czy “kuku” to parówka czy jednak kanapka z serem.

Kiedy dziecko nie umie odszyfrować jakieś wyrazu, pomagamy rozłożyć na literki czy sylaby, nazywamy nieznane symbole i podpowiadamy, jak je składać do kupy.

 

Więc dlaczego, kiedy dziecko w złości, smutku, frustracji, krzyczy, płacze, tupie, rzuca przykrymi słowami, nie widzimy w tym jego prośby o pomoc? Nie słyszymy “nie radzę sobie, nie rozumiem, co się ze mną dzieje, nie wiem, jak z tego wybrnąć”. Tylko dopowiadamy sobie interpretację – on to robi specjalnie, testuje mnie, chce mi wejść na głowę – która nie pomoże nikomu, ani dziecku, ani nam.

 

A przecież to my, rodzice, dorośli i przynajmniej w teorii kompetentni ludzie, powinniśmy dziecko w świat emocji wprowadzić, o emocjach uczyć. Pomóc mu je nazwać (“wściekasz się, bo nie możesz czekolady na śniadanie”, “smutno ci, bo podusia się zgubiła”, “boisz się, że tata nie wróci”), podpowiadać i POKAZYWAĆ, jak sobie z nimi radzić. Uczyć regulacji na własnym przykładzie.

 

Kara? Ale za co?

Na rodzicielskich grupach czytam często, jak radzić sobie ze “zbuntowanym”, “niegrzecznym” dzieckiem. Jak krzyczy, odesłać do drugiego pokoju, aż się uspokoi. Jak odwala histerię w sklepie, wyjść i zostawić je samo,  Jak się złości, że ma posprzątać zabawki, włożyć wszystko do worka i wywalić na śmietnik. Jak się niegrzecznie odzywa, postawić do kąta na godzinkę. A jak to wszystko nie pomaga, to dać w tyłek, żeby się wreszcie nauczyło…

Tylko gdzie w tym wszystkim jakaś logika? Gdzie zdrowy rozsądek? Czy mamy prawo mieć do dziecka pretensje, że jego mózg jest niedojrzały? Karać je za to, że czegoś nie umie? Przypisywać złe intencje do nieporadności i bezradności?

Wkurzać się, że nie umie czegoś, czego sami go nie nauczyliśmy?

 

Zaraz ci dziecko wejdzie na głowę…

I nie, to wcale nie oznacza, że dziecku trzeba pozwalać na wszystko. Znaczy tylko, że trzeba z nim o emocjach rozmawiać. Pokazać, że wszystkie emocje, te dobre i te trudne, są w porządku. Że są ludzkie. Że wszyscy je mamy. I że możemy sobie z nimi radzić tak, żeby nikogo nie ranić.

Ale do takiej lekcji trzeba bliskości, trzeba nieoceniającej obecności i bezwarunkowej miłości. Żeby dziecko wiedziało, że może liczyć na nas zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy jest „grzeczne”. Do takiej lekcji trzeba, może przede wszystkim, samemu być emocjonalnie dojrzałym i świadomym. A z tym wielu z nas, dorosłych przecież, ma ogromne problemy. Bo nas też kiedyś ktoś o emocjach nie uczył.

Więc może potraktujmy rodzicielstwo jako pretekst, żeby zrobić porządek i ze swoimi emocjami?

 

Może Ci się też spodobać:

Nie strasz mnie bezstresowym wychowaniem!

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj