O tatusiu, który został bohaterem internetów

with 14 komentarzy

płaczące dziecko

W całej swojej naiwności chcę i staram się wierzyć, że wszystkich rodziców łączy jedno: kochamy swoje dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej. Niestety coraz wyraźniej widzę też coś innego – ciągle dla niewielu z nas dziecko to pełnoprawny człowiek.

 

Eksperyment

Zróbmy taki mały eksperyment, dobra? Wyobraźcie sobie taką sytuację.

 

Sklep. Para robi zakupy. On trzyma w ręku listę, którą sam przygotował, i kolejno wrzuca do koszyka różne rzeczy. Dla siebie, dla nich. Tu i ówdzie wpada mu w oczy coś, czego nie ma na liście, ale uznaje za przydatne. To również ląduje w koszu. W pewnym momencie ona sugeruje, że chciałaby coś dla siebie. Tusz do rzęs, powiedzmy. On odmawia i idzie dalej. Ona nalega, on odmawia. “Uspokój się, nie rób scen” – rzuca i odchodzi, kontynuując zakupy. Ignorowana i coraz bardziej zmęczona, zaczyna płakać, próbuje dyskutować. Podnosi głos, wkurzona tą całą sytuacją. Może ma dość lekceważenia, może ma za sobą ciężki dzień, może jest niewyspana, a może zwyczajnie bardzo, bardzo chce mieć ten nowy tusz. On za rękę wyciąga ją na parking i sadza na masce samochodu. „Uspokój się” – nakazuje i wyciąga smartfona, żeby nagrać, a potem upublicznić całą scenę. Stoi plecami do niej, patrzy w ekran telefonu, od czasu do czasu rzucając do kobiety przez ramię:
„Skończyłaś? Wszyscy zobaczą, jeśli ich oszukasz.”
„Wyszliśmy ze sklepu, bo się TAK zachowywałaś.”
„Zakupy ze mną to przywilej. Teraz będziemy tu siedzieć i się nudzić. Nie ruszę się, jeśli nie będę miał ochoty.”
„Jesteś rozpuszczona.”
„Kupuję ci rzeczy, ale zabiorę ci je, jeśli nie będziesz zachowywać się odpowiednio.”
„Masz mnie słuchać.”
„Nie mam nic przeciw płaczom w sklepie, ale nie podoba mi się, jeśli nie przestajesz, gdy ci każę.”
„Przestaniesz? Zobacz co zrobiłaś ze swoją śliczną buzią. Jest cała czerwona i mokra.”
„Skończyłaś? Wytrzyj łzy jak duża dziewczynka… Jesteś duża? Jesteś twarda?”
„Przeprosisz?”

I jak wrażenie? Podoba wam się zachowanie tego pana? Podziwiacie jego zachowanie? Jego podejście do kochanej osoby? Założę się, że większość z was jest raczej oburzona takim traktowaniem swojej partnerki. Takim traktowaniem drugiego człowieka. Bez szacunku, bez prób zrozumienia jego emocji, bez empatii i otwarcia się na jego problemy. Za to ze smartfonem w ręku.

 

A teraz postawcie na miejscu tej kobiety dziecko. Słodką dwulatkę o kręconych włosach. I jak się czujecie teraz? Jak teraz oceniacie jego zachowanie? Czy to, co nazwiemy lekceważeniem, bezdusznością, a może i chamstwem w relacji z dorosłym partnerem, może być świetną metodą wychowawczą, gdy w grę wchodzi dziecko? Podpowiem wam – dla internetów tak. Dla internetów ten tatuś od kilku dni jest bohaterem, wzorem ojca, ideałem do naśladowania. Jest supertatą.

 

Nie mam w zwyczaju oceniać innych rodziców i ich metod wychowawczych – każdy orze jak może, każdy stara się najlepiej jak potrafi, każdy kocha swoje dzieci tak, jak umie. Chcę w to wierzyć i staram się w to wierzyć. Ale w przypadku tego pana zrobię wyjątek – z jednego prostego powodu – ponieważ on sam kreuje się na wychowawczy autorytet, mówi o sobie „jest szefem w Greatest Fathers of America”, poucza wszystkich – w tym swoich prawie 80 000 obserwatorów na Facebooku – jak należy wychowywać dzieci. I dlatego właśnie jemu chcę powiedzieć – na pewno nie tak!

Nie wiem, jak wygląda jego życie na co dzień. Widzę tylko tę jedną scenę. Scenę, którą on pokazuje światu jako przykład modelowego zachowania rodzica. I widzę całe mnóstwo rzeczy, które łamią mi serce. Można by tu napisać cały elaborat, ale ja zapytam tylko…

 

Jak można?

Jak można wykazać się takim brakiem empatii? Tak olać emocje dziecka? Własnego dziecka. Nie wykazać żadnego zainteresowania tym, co przeżywa? Nie pomóc zrozumieć tego, co się dzieje w tej małej, skołowanej głowie, w tym małym, skołatanym sercu.

Jak można nie przytulić swojego dziecka, które zalewa się łzami i potrzebuje bliskości? Potrzebuje wsparcia, bo pogubiło się tak bardzo, że wpadło w histerię. Jak można nie zaoferować mu swojego ciepła, swojej siły, swojej dojrzałości, którą przecież się szczycimy?

Jak można oczekiwać od dwulatki, że będzie postępować racjonalnie i rozsądnie jak dorosły człowiek? Jak można ją karać za to, że jej zachowanie jest adekwatne do jej wieku i poziomu rozwoju psychofizycznego?

Jak można z góry zakładać, że płacz malucha to szantaż, próba wymuszenia, perfidna manipulacja i niecny plan przejęcia kontroli nad rodzicami?

Jak można wmawiać dziecku, że nie mamy prawa do negatywnych emocji? Że nie możemy być słabi, smutni, zmęczeniu, sfrustrowani. Że nie możemy się wypłakać, wykrzyczeć, pokazać, że jest nam źle. Że trzeba zawsze być twardym.

Jak można z czyjegoś smutku, z czyichś łez i bólu robić pokaz, widowisko, podkładkę pod własny show pod hasłem „jestem super tatusiem”? Odwrócić się plecami do płaczącego małego człowieka, żeby pokazać swoją twarz do smartfona. I w dodatku szantażować go widownią, która patrzy na jego zachowanie.

Jak można powiedzieć bez wstydu “kupujemy im zabawki, którymi się bawią, i odbieramy je, gdy dzieci na nie nie zasługują” i “zabieram im zabawki, każę usiąść i prosto w oczy mówię, że ich histeria mnie nie rusza”, przyznając się do tego, że w rodzinie wyznaczyłeś sobie rolę pana i władcy, a dzieciom poddanych, którzy mają być ulegli, mają słuchać, „co się do nich mówi, albo będą miały kłopoty”? Jak można powiedzieć swojemu dziecku prosto w oczy, że jego uczucia cię nie interesują, że masz je gdzieś? Jak można chełpić się tym, że „nie biję swoich dzieci”, chwilę potem propagując szantaż, manipulację i wymuszenie jako metodę wychowawczą?

Jak można w końcu zmusić dziecko do przeproszenia za winę, której nie rozumie? Która zresztą żadną winą nie jest. No chyba, że ta wina polega na byciu dzieckiem.

 

Nie będę linkować tego filmiku – jak będziecie mieć ochotę, sami go znajdziecie. Nie chcę przysparzać popularności jego autorowi, bo nie widzę w tym nagraniu niczego, co zasługuje na promowanie i poklask. Z jednym wyjątkiem. Tak naprawdę jedyna mądra decyzja tego taty jest niewidoczna na nagraniu – to decyzja o wyjściu ze sklepu z dzieckiem, które jest tak zmęczone, roztrzęsione i przebodźcowane, że nie jest w stanie panować nad sobą. Cała reszta to już tylko smutny popis wychowania pod publiczkę.

 

Wszystkim tym, którym teraz cisną się na usta teksty o bezstresowym wychowaniu, autorytetach, wyznaczaniu granic i konsekwencji, chciałabym powiedzieć jedno: życie nie jest czarno białe – między bezstresowym wychowaniem a wychowaniem totalitarnym jest jeszcze cała gama rozwiązań, które pomagają kształtować szczęśliwego, a jednocześnie mądrego, wrażliwego i kulturalnego człowieka. Szanowanie uczuć i potrzeb dziecka to nie jest bezstresowe wychowanie. Autorytetu nie buduje się siłą, nie narzuca się, nie wyszarpuje nakazami i komendami „uspokój się! przestań płakać! przeproś!”. Można wyznaczać granie i być konsekwentnym, nie sprowadzając jednocześnie dziecka do roli podrzędnego uczestnika domowego życia.

 

Lekcja dobrego zachowania? Lekcja czego?

„Jak mają się nauczyć, jeśli nikt nie chce ich nauczyć?” – deklaruje supertata, przekonując, że jego metoda uczy dzieci właściwego zachowania. Ale czy tak jest? Czego ta scena nauczyła tę małą dziewczynkę? Nie padło ani jedno słowo, które miałoby jej wyjaśnić, na czym polega niewłaściwość zachowania. Nie padło ani jedno słowo o radzeniu sobie z trudnymi emocjami. Nie padło ani jedno zapewnienie o zrozumieniu, miłości, wsparciu. Komunikat jest taki: twoje emocje mnie nie obchodzą, możesz sobie ryczeć, a mi to zwisa. Masz się uspokoić i to twoja sprawa, jak to zrobisz. Dla mnie liczy się efekt. I nie płacz, bo wyglądasz brzydko. I nie płacz, bo masz słuchać, co do ciebie mówię. I nie płacz, bo nie pozwolę sobą manipulować i rządzić. I nie płacz, bo tak naprawdę wcale mnie nie interesuje dlaczego to robisz.

Czy to jest komunikat, jaki chcecie wysłać swoim dzieciom? Czy myślicie, że – traktowane w ten sposób – przyjdą do was ze swoimi smutkami, troskami, problemami? Czy będą się czuły akceptowane także wtedy, kiedy wpadną w kłopoty? A może raczej poszukają wsparcia gdzieś indziej – wśród kolegów, w internecie, u przypadkowych znajomych?

 

„Tak się doprowadza dziecko do porządku. Bez żadnych klapsów. Każesz mu troszkę posiedzieć. Nie bijesz, nie krzyczysz. Przecież nie będę się kłócił z dwulatką. Jestem ojcem. Jestem dorosły. Będziemy tu siedzieć tak długo, aż nie przestaniesz zachowywać się głupio” – deklaruje dumny z siebie tatuś, a ja mam ochotę mu powiedzieć „jeśli ktoś tu się zachowuje głupio, to na pewno nie dziecko!” Ale wiecie, w całym tym nagraniu ten fragment boli mnie może najbardziej. Bo właśnie on zyskuje największy poklask, najwięcej lajków, najwięcej głosów podziwu i poparcia. Patrzcie – to jest super tata, bo nie bije, nie krzyczy na dziecko. Bo rozmawia. Bo mówi zamiast zamiast lać czy wrzeszczeć! Bohater zaiste. Czy naprawdę to, co powinno być normą, jest dla nas tak wyjątkowe, że zasługuje na laury? Czy fakt, że nie robimy rzeczy jednoznacznie nagannych, czyni z nas parentingowych bohaterów?

 

W dawnych, szkolnych jeszcze czasach, kolega opowiedział mi dowcip. Suchar raczej. Leciało to tak:
Do Stalina podchodzi dziecko i mówi „wujku, dasz cukierka?”. Stalin odpowiada „spierdalaj!”. A mógł zabić.

 

 

I taka to jest właśnie wielkoduszność. Tego tatuśka też.

 

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu pozytywni goście są zawsze mile widziani.

14 Responses

  1. ladymamma.pl
    | Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Przede wszystkim o szacunek chodzi… <3

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      A tego szacunku dla dzieci ciągle niestety brakuje.

  2. nie słyszałam o tym zdarzeniu ale może to i lepiej
    rodzicielstwo to trudny kawałek chleba

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To prawda 🙂 chyba każdy rodzic to potwierdzi

  3. magda
    | Odpowiedz

    może to jest tresura a nie wychowanie

  4. Kamila
    | Odpowiedz

    Każdy rodzic powinien pójść do szkoły dla rodziców zanim urodzi się dziecko. Ale to marzenia. Rzeczywistość jest taka, że czasem nie panuje się nad emocjami…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Paradoks jest taki, że oczekujemy od dzieci – także małych – panowania nad emocjami, a sami nie potrafimy tego robić. Ani tym bardziej ich tego nauczyć.

  5. Nianio.com.pl
    | Odpowiedz

    Nie widziałam filmiku i szczerze nie mam ochoty go oglądac, dla mnie dziecko to człowiek mały ale przede wszystkim człowiek i należy mu się szcunek i zrozumienie. Scena jaką opisałaś dla mnie jest obrazem mężczyzny który tego szacunku nie ma wobec innej osoby

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Zgadzam się z Tobą! Niestety z tym zrozimieniem dla dziecka i jego emocji (ale też ograniczeń) ciągle bywa kiepsko…

  6. MamaKarolina
    | Odpowiedz

    O matko! Ie słyszałam o tej sytuacji i o tym tatusiu… Ja rozumiem że nam rodzicom też mogą nerwy puścić ale żeby nagrywać i vhelpic się tym jako metoda wychowawcza?! Jestem w szoku.
    I zgadzam się z toba całkowicie!!!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      I jeszcze taki paradoks – gdyby on nagrał i upublicznił swoją kłótnię z żoną czy partnerką, to wszyscy by pewnie uznali, że jest chamem bez kultury. A skoro nagrał i upublicznił rozpacz dziecka, to jest super tatą, bo dał mu nauczkę. Nie ogarniam tego :/

  7. Magdalena
    | Odpowiedz

    Widziałam ten filmik. Kiedyś widziałam inny, podobny, kiedy mały chłopiec dowiedział się, że będzie miał siostrę – miał już dwie czy trzy i marzył chyba o bracie. Rodzice powiedzieli mu to w jego urodziny, w momencie, kiedy miał zdmuchnąć świeczki. Wpadł w rozpacz, straszną rozpacz. Potwornie płakał i cierpiał, a oni wraz z siostrami, śmiali się, tłumaczyli, że to nie tragedia przecież, wszystko nagrali i wrzucili na YT. No super zabawa po prostu.
    Nie wiem na czym to polega, bo nie jestem psychologiem. Może niektórym brakuje po prostu zwykłej empatii. Może nie uważają, że dziecko to człowiek, który czuje?
    Często mi się zdarza, że jestem bardzo zła na moje dzieci, dzisiaj już 10 i 12 lat, ale zawsze w którymś momencie pojawia się w tej złości jakaś iskierka, pojawia się żal, współczucie, kiedy widzę zapłakaną buzię. Czasem mam do siebie żal, że nie jestem konsekwentna, ale zawsze wszystko kończy się rozmową, często bardzo głośną, ale są emocje. Te rozmowy na razie przynoszą krótkoterminowe efekty, ale myślę, że w ogólnym rozrachunku i tak efekt będzie dla dzieci lepszy niż efekt musztry. Wolę, żeby moje dzieci wiedziały, że je kocham pomimo wszystko.
    Zawsze mnie u ludzi przeraża taki wystudiowany spokój , wymierzony w drugiego człowieka.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja mam generalnie problem z tego rodzaju filmami, bo nie ogarniam, jak ktoś może sobie robić widowisko z czyichś emocji. Podobnie zresztą jest z tymi niby zabawnymi nagraniami, gdzie robi się dziecku jakiś “żart” (np. straszy je albo udaje, że wyrzuca się jakąś jego rzecz), a potem nagrywa jego reakcję i wrzuca w sieć jako “prank”. Żeby zebrać lajki :/
      A co do tego wystudiowanego spokoju, to zgadzam się z Tobą w zupełności. Kiedyś w dyskusji o klapsach, ktoś mi powiedział, że klaps jest ok, jeśli wymierzasz go nie w złości, ale na chłodno. Bo to niby pokazuje, że wcale Ci nie puściły nerwy, tylko wiesz, co robisz. Nie mieści mi się w głowie, czego to dorośli nie wymyślą, żeby się usprawiedliwić.

Skomentuj