Odpuść sobie!

with Brak komentarzy

odpuść sobieMiałam ostatnio trudny okres. Bardzo duże tłumaczenie, formalności budowlane, chore dzieci, zarwane noce i cały ten codzienny domowy misz-masz sprawiły, że chodziłam na rzęsach. Zasypiałam się i budziłam z myślą, że jestem po prostu koszmarnie zmęczona.

Zmęczona tym wszystkim. Tym natłokiem obowiązków. Tym sprzątaniem, gotowaniem, praniem, ogarnianiem wszystkich i wszystkiego. Nocnym usypianiem, chodzeniem po lekarzach, przekonywaniem do przełknięcia lekarstw, rozdzielaniem tłukących się księżniczek, wymyślaniem dań, które księżniczki zechcą zjeść. Wymyślaniem zabaw, w które zechcą się pobawić, dając mi chwilę na zajęcie się moimi obowiązkami.

Zmęczona tym całym macierzyństwem.

 

Aż pewnego wieczoru, kiedy padałam na twarz i starałam się uśpić dzieci ze świadomością, że przede mną jeszcze dłuuugi i pracowity wieczór, warknęłam do jęczącej (znowu!) córki: “czego Ty znowu chcesz dziecko?”. A ona powiedziała: “Nic, tylko się przytulić”.

I wtedy to do mnie dotarło.

 

Macierzyństwo jest męczące

To prawda, że macierzyństwo jest męczące. Przez to całe niewyspanie, przez burze emocji (swoich i dziecięcych), przez konieczność ogarnięcia jednocześnie wielu wątków. Ale chyba bywa męczące jeszcze bardziej dlatego, że często to my same ciągle za wysoko stawiamy sobie poprzeczkę. Bo my pozwalamy innym oceniać nasze macierzyństwo i wpędzać nas w kompleksy i wątpliwości.

Bo MY mamy w głowie, że koniecznie musi być codziennie ten ciepły obiad (najlepiej dwudaniowy).
Bo MY widzimy te okruchy na dywanie i osad na umywalce w łazience i codziennie znajdujemy coś do sprzątnięcia.
Bo MY codziennie upieramy się na spacer (no bo przecież trzeba budować tę odporność, trzeba być aktywnym), nawet jeśli dzieci wolą piżama party w domu, a my po zarwanej nocy mamy mega lenia.
Bo MY musimy mieć wyprane, wyprasowane, dopasowane i codziennie świeże i czyste.

Bo co ludzie powiedzą? Bo nie tak nas mama, babcia, ciocia uczyła. Bo instagramowe mamusie sobie na bylejakość nie pozwalają.

 

A dzieci?

A dzieci chcą po prostu nas.
Naszej uwagi, która jest ważniejsza od pomidorowej na obiad.
Naszego czasu, który przesłania zupełnie plamę na koszulce ze kucykiem.
Naszego zaangażowania w zabawę, które jest ważniejsze niż super-mega atrakcje.
Naszego ciepła, naszej bliskości, naszej wyrozumiałości, o które tak trudno, kiedy jesteśmy zaganiani, zajęci, przemęczeni.

A dzieci są przecież małe tak krótko…

 

Odpuść sobie!

I nie – nie będę was tu namawiać do rzucenia pracy, życia w bajzlu, diety mrożonkowo-gotowcowej czy spalenia odkurzacza, bo nie o to chodzi. Nie da się odrzucić wszystkich dorosłych obowiązków, ale można czasem odpuścić. Sobie i dzieciom.

Odpuść sobie! Powiedz sobie, że dziś nie gotujesz i na stole kuchennym rozłóż rodzinną planszówkę, a na obiad zrób kanapki albo zamów pizzę.
Odpuść sobie! Przymknij oczy na chrupkę rozkruszoną na dywanie albo odbite na drzwiach balkonowych dziecięce łapki i zamiast sprzątać poświęć godzinę na budowanie miasta z klocków.
Odpuść sobie! Zamiast wyciągać niechętnie dzieciaki na spacer, dołącz do ich piżama party i razem się pobyczcie. Albo odwrotnie – odłóż prasowanie na kiedyś indziej i wyskoczcie na rowery.
Odpuść sobie! Zamiast stymulować, rozwijać, uczyć, inspirować, po prostu włącz – o zgrozo! – jakąś fajną bajkę, zrób michę popcornu i ciesz się rodzinnym wieczorem kinowym.

Bez wyrzutów sumienia. Bez poczucia, że idziesz na łatwiznę. Bez wrażenia, że coś jest nie tak. Bo wszystko jest tak. Bo w życiu czasem trzeba wrzucić na luz.

 

Matka idealna czy bylejaka?

Kiedy rozglądam się wokół, kiedy rozmawiam z Wami, moimi czytelniczkami, mam czasem poczucie, że pędzimy wszystkie za jakimś abstrakcyjnym i absolutnie niedoścignionym wyobrażeniem matki idealnej. Że ciągle chcemy być lepsze, sprawniejsze, lepiej zorganizowane. Ciągle chcemy być BARDZIEJ. Tak bardzo boimy się bylejakości, że popadamy w obsesję matczynego perfekcjonizmu. Jakby były tylko dwie możliwości – albo jesteś matką idealną, albo jesteś matką do dupy… A potem żyjemy jakimś absurdem…

Jak jedna z moich czytelniczek, która wstydziła się przyznać, że podała dzieciom mrożone pierogi, bo wyszła ze szpitala i nie miała siły zrobić domowych.
Jak inna moja czytelniczka, która miała wyrzuty sumienia, bo – żeby dopiąć ważny projekt – puściła dzieciom bajkę i dała dwie paczki chrupek, żeby nie przychodziły co chwilę, że są głodne.
Jak jeszcze inna, która z prawie 40 stopniami gorączki zabrała dzieci na sanki, bo przecież powinny codziennie wychodzić.

 

Tak, to prawda, że macierzyństwo to wyzwanie. Tak, to prawda, że macierzyństwo potrafi przytłaczać. Tak, to prawda, że macierzyństwo jest – a przynajmniej często bywa – męczące.

Nie róbmy go więc męczącym jeszcze bardziej.

Odpuśćmy sobie chociaż czasem, bo skorzystają na tym naprawdę wszyscy. Dzieci też.

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj