Partner idealny czyli jaki? Jedna rzecz, o której często zapominamy

with 2 komentarze

partner idealnyKoleżankę mam, wieloletnią już. Umówiliśmy się kiedyś, że nazwiemy ją Anetka. Otóż Anetka cierpiała kiedyś na przykrą dolegliwość pod nazwą „domyślsięsam” (możecie o niej poczytać TUTAJ), która mocno utrudniała jej tworzenie związków i życie generalnie. Ale Anetka się z tego wyleczyła, Anetka znalazła sobie faceta, Anetka się zaręczyła i była szczęśliwa. Wydawało się, że znalazła partnera idealnego. Do czasu, jak do mnie zadzwoniła...

 

Kiedy zaczęłam pisać ten tekst, ogarnęły mnie wątpliwości. Może moje doświadczenie jest mało miarodajne? Może moje otoczenie wybiera idealnego partnera inaczej niż reszta społeczeństwa? Może bez sensu szukam dziury w całym? Żeby to sprawdzić, postanowiłam rozpuścić wici. Na jednej z kobiecych grup poruszyłam temat tego, na co należy zwrócić uwagę, wybierając partnera idealnego DLA SIEBIE. Jakie pytanie na pewno powinno zostać zadane zanim relacja stanie się naprawdę poważna? Jak sprawdzić, czy do siebie pasujecie?

I chociaż odpowiedzi były przemyślane i racjonalne, jednego aspektu jednak bardzo mi brakowało. Potem ten sam temat poruszyłam z Wami, czytelnikami (w większości czytelniczkami) mojego bloga na fanpage, gdzie często toczą się bardzo dla mnie ciekawe i inspirujące dyskusje. I choć tutaj już było „lepiej”, to jednak pewna kwestia nadal pozostawała gdzieś na marginesie. Ważna kwestia, dla mnie jedna z kluczowych.

 

Garść gorzkich statystyk

Nie wiem, czy wiecie, ale w Polsce rozpada się co trzecie małżeństwo. CO TRZECIE. Co trzecia para, która staje na ślubnym kobiercu mniej lub bardziej zakochana, po jakimś czasie decyduje jednak, że ten jedyny to jednak wcale nie ten, a ta jedyna to jednak zupełnie nie ta. Że partner idealny jednak nie jest taki idealny. I chociaż rozwód to nie jest koniec świata, bo przecież każdy ma prawo do błędu, a nie każdy związek warto ratować, to jednak ten współczynnik jest przytłaczający.

Co jest przyczyną? Jeśli zajrzeć w statystyki, to w rozwodowych dokumentach na pierwszym miejscu i daleko na przedzie przed innymi czynnikami (takimi jak zdrada, alkohol czy nieobecność małżonka) przeczytać można „niezgodność charakterów”. Pojęcie tyleż znaczące co… nieznaczące. Tak naprawdę do worka z taką etykietką można wrzucić niemal wszystko. Nierzadko jest to po prostu regułka, na którą decyduje się para po to, żeby sprawę rozwodu załatwić szybko i bez niepotrzebnego wywlekania brudów. Żeby mieć to wszystko za sobą. A jednak myśl, że można być z kimś, nierzadko przez długie lata, a jednak dopiero po ślubie odkryć, że jego charakter jednak nie jest kompatybilny z naszym jest przerażająca.

 

Wasze głosy

Wróćmy na chwilę do tego, co odpowiedzieliście, kiedy razem z Wami chciałam zastanowić się nad tym, czego warto w partnerze idealnym szukać i jak sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Zbliżone poglądy, kręgosłup moralny, wspólne wartości (w tym dla wielu osób mieści się także wiara) – to jest coś, w czym upatrujemy mocnego fundamentu dla związku na lata. Do tego dorzucamy seksualne dopasowanie, zbliżone poczucie humoru, troskliwość, przyjaźń, szacunek do nas i do innych ludzi, atrakcyjność fizyczną i wszystko zaczyna wyglądać coraz kompletniej. Jeszcze tylko podobne plany na przyszłość, kwestia podziału obowiązków i organizacji codziennego życia oraz wykluczenie ewentualnych nałogów i wydaje się, że partnera idealnego mamy wybranego i sprawdzonego w perfekcyjnym „procesie rekrutacyjnym”.

Nader często zapominany jednak o przedyskutowaniu dwóch kwestii. Jedną z nich są dzieci.

 

Chcesz mieć dzieci?

Kiedy Anetka zadzwoniła do mnie i obwieściła, że ślubu nie będzie, byłam w kompletnym szoku. Nawet nie tyle przez fakt zerwania zaręczyn, a przez powód tej decyzji. Bo oto okazało się, że jej facet nie chce mieć dzieci. A ona dowiedziała się o tym niemal na ostatniej prostej do ołtarza. Bo wcześniej jakoś się nie zgadali….

Co za bzdura, przecież chyba każdy o tym rozmawia przed ślubem! – pomyślicie teraz i… będziecie mieć rację. Ale tylko częściowo. Bo tak jest rzeczywiście: kandydata na męża czy żonę pytamy zwykle, czy chce mieć dzieci w ogóle oraz ile ich planuje. Ba, czasem ustalamy nawet imiona dla naszych przyszłych pociech. Często jednak temat właśnie na tym się kończy. Kończy się tam, gdzie w zasadzie powinien się zacząć.

 

Przypadki prawdziwe

Mam trzyletniego synka. Staram się wychowywać go w duchu rodzicielstwa bliskości. Mój mąż tego nie rozumie – uważa, że mały wchodzi mi na głowę. Upiera się, żeby stawiać go za karę do kąta, a ostatnio – kiedy nie było mnie w domu – dał mu klapsa. Jestem załamana. Mój mąż dorastał w domu z agresywnym ojcem, więc założyłam, że nie będzie chciał zgotować swojemu dziecku podobnego losu. Tymczasem on twierdzi, że „dostawał w tyłek i jakoś wyszedł na ludzi”. A ja nie wiem, co robić. Z jednej strony nie wyobrażam sobie zmiany własnego podejścia, z drugiej – nie chcę robić synkowi wody z mózgu ani z mojego męża jakiegoś potwora.

 

Moja żona upiera się, żebyśmy zamontowali w domu tablicę motywacyjną, żeby dzieci dostawały nagrody za wykonywanie domowych obowiązków. Albo kary za bycie niegrzecznym. Próbowałem jej tłumaczyć, że cały ten system kar i nagród jest nieskuteczny i zabija motywację, ale do niej nic nie dociera. Nawet jeśli pokazuję jej naukowe artykuły na ten temat. Nie wyobrażam sobie, żeby tresować dzieci w taki sposób. I coraz częściej się o to kłócimy.

 

Za kilka dni moja córeczka skończy roczek. Wczoraj dowiedziałam się, że mój mąż zaplanował tygodniowe wakacje nad morzem tylko dla naszej dwójki, bez dziecka. Chociaż Gaja ma okres totalnej mamozy, jest dalej karmiona piersią a ja jasno powiedziałam, że nie chcę jechać bez niej. Nie jestem na to gotowa i uważam, że ona też nie. A tymczasem maż już nawet umówił się ze swoją mamą, że ona zabierze małą do siebie…

 

Warto rozmawiać o… wychowaniu

To nie są wymyślone historie. Obok dramatycznych relacji o facetach, nie pomagających w domu i nie zajmujących się swoimi dziećmi, czytam też mnóstwo smutnych, zatrważających wyznań ludzi, którzy dopiero po urodzeniu dziecka odkrywają, że ich partner ma krańcowo odmienną wizję wychowania małego człowieka. I że konflikty na tym tle zaczynają wstrząsać fundamentami związku, który wydawał się idealny.

Bo prawda jest taka, że za pytaniem o chęć posiadania i ilość wymarzonych dzieci powinno pójść następne – o to, jak chcielibyśmy je wychowywać. Paradoksalnie dziwne, a jednocześnie zrozumiałe jest to, że o tym zapominamy. Trudno przecież myśleć o takich kwestiach, kiedy w brzuchu motyle, kiedy jest się singlem, kiedy brak doświadczeń rodzicielskich. Na tym etapie, kiedy nasza wizja wychowania ogranicza się czasem do oburzonego „moje dzieci na pewno TAK nie będą robić!” na widok tarzającego się po chodniku dwulatka w histerii, rzadko zastanawiamy się, jakimi zasadami będziemy chcieli się kierować, wprowadzając w świat młodego człowieka.

Mamy gdzieś z tyłu głowy radosną, rozmytą wizję bycia przewodnikiem i autorytetem, ale konkretów brak zupełnie, bo skąd mamy w ogóle wiedzieć, jakie wyzwania nas czekają. A jednak to jest może ten moment, kiedy warto wysilić wyobraźnię. Kiedy warto zadać naszemu potencjalnemu partnerowi idealnemu, a przy okazji i sobie, niewygodne pytania. Kiedy warto przepracować pewne kwestie. Zawczasu.

 

Jak urodzisz, to zobaczysz…

Zarzucicie mi pewnie, że te całe rozmowy o wychowaniu jeszcze przed założeniem rodziny są bez sensu, bo to czysta teoria. Że dopiero życie z dzieckiem wszystko zweryfikuje, obedrze ze złudzeń, powali na kolana optymistyczne wizje. Ale ja pozwolę sobie się nie zgodzić.

To prawda – pojawienie się dziecka demaskuje bezlitośnie, wstrząsa fundamentami, często także zmienia kompletnie nasze rodzicielskie poglądy. Sama jestem tu dobrym przykładem, bo możecie nie uwierzyć, ale przed urodzeniem mojej pierwszej córki nie słyszałam o rodzicielstwie bliskości a do klapsów nie przywiązywałam większej wagi (w końcu wszyscy tak robią, nie?). Jej pojawienie się na świecie wiele zmieniło, bo otworzyło mi oczy.

Czy to oznacza, że wszystkie rozmowy o wychowaniu sprzed ślubu były bez sensu? Absolutnie nie. Bo nawet jeśli przyjmiemy, że starcie z rzeczywistością wszystko zweryfikuje, to jednak już na tym wstępnym etapie można sprawdzić, jakie poglądy i podejście ma nasz partner. Czy jest zafiksowany na swojej wizji czy otwarty na dyskusje? Czy będzie się trzymał pazurami tradycyjnych metod wychowawczych, czy też przekonają go najnowsze badania naukowców? Czy przemoc wobec dziecka traktuje jako metodę wychowawczą? Czy jest typem ciepłego domatora czy raczej gościa w domu? Czy widzi dziecko u boku mamy czy też w żłobku jak najszybciej? Te pytania można mnożyć w nieskończoność i każdy sam powinien zdecydować, które są dla niego ważne i które chce zadać swojemu partnerowi idealnemu. I samemu sobie.

 

Partner idealny czyli…?

Wybór partnera idealnego to nie jest łatwa sprawa. Odpowiedź na pytanie, czy do siebie pasujecie, to nie jest coś, co można sprowadzić do zabawnego quizu z kobiecych gazetek. Wspólny fundament, wartości, wizja życia i wszystkie te cechy, które także Wy wymieniliście, kiedy poprosiłam Was o wyrażenie zdania, są niezmiernie ważne, żeby zwiększyć szansę na związkowy sukces. Ale jeśli tylko myślicie o posiadaniu dzieci, to skonfrontowanie swoich wychowawczych wyobrażeń jest takim krokiem, bez którego powodzenie akcji narażone jest na duże ryzyko.

Bo w gruncie rzeczy nie wystarczy tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy on będzie dla mnie dobrym partnerem. Trzeba się też zastanowić, czy będzie dobrym ojcem dla moich dzieci.

 

PS. Uwaga dla spostrzegawczych – pewnie zauważyliście, że dzieci uznałam za jedną z DWÓCH kwestii, o której za mało się mówi jeszcze przed założeniem rodziny. Uzbrójcie się w cierpliwość! O tym drugim temacie – dla wielu prawdziwym tabu – porozmawiamy sobie niedługo.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

2 Responses

  1. ania
    | Odpowiedz

    według mnie ludzie idealni nie istnieją a co za tym idzie partner także. powiedzmy sobie szczerze, przed ślubem wszystko wygląda inaczej. przedstawiamy sobie z jak najlepszej strony. Wspólne życie później weryfikuje wszystko . W małżeństwie nie chodzi o to by codziennie spijać sobie miód z dziubków. Wspólne życie to także wspólne borykanie się z problemami dnia codziennego. Przecież na nasze zachowanie wpływa również np sytuacja w pracy itd . Jeżeli ktoś się dogaduje z partnerem codziennie w każdej kwestii to ja mu po prostu serdecznie gratuluję, ale szczerze mówiąc to się zastanawiam czy takie związki naprawdę istnieją czy tylko tworzą takie złudzenie, że wszystko jest ok . Co do kwestii dzieci … W naszym przypadku było tak, że przyszły jeszcze wtedy mąż nie za bardzo chciał mieć dzieci. Ja zdania nie miałam. Raz chciałam a raz nie. A teraz mamy 8 miesięcznego szkrabka z którego cieszymy się jakbyśmy wygrali milion w toto lotka 🙂 Jeśli chodzi o stwierdzenie “mąż mi nie pomaga ” to nóż mi się w kieszeni otwiera . Nie ma czegoś takiego jak mąż mi nie pomaga . Dziecko jest wspólne tak ? to zajmujemy się nim oboje. Sama bałaganu nie robię… obiadu dla samej siebie też przecież nie gotuje. Mogłabym tu wymieniać w nieskończoność. Według mnie sekretem idealnego małżeństwa, partnera jest jest rozmowa . Jakże ważna . Rozmawianie bez wyrzutów, pretensji itd . przecież nie kupujemy idealnego męża czy żony na bazarku. Trzeba po prostu być człowiekiem, szanować się nawzajem. To że ludzie powiedzieli sobie ” tak ” przed ołtarzem nie znaczy że już nie trzeba zabiegac o drugą osobę, dbać o nią. Nic nie trwa wiecznie. Motylki z brzucha kiedyś znikną a żyć trzeba dalej .

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Właśnie rozmowa, na każdy temat i bez tabu, to jest warunek konieczny, żeby związek był zdrowy. Bo to pozwala najpierw się poznać i ustalić priorytety, a potem rozwiązywać spory na bieżąco.
      A że ideały nie istnieją – to prawda, no każdy ma swoje wady. Co nie zmienia faktu, że nawet z tymi wadami można być ideałem dla kogoś 🙂

Skomentuj