Po jedenaste „nie narzekaj!”

with Brak komentarzy

nie narzekajTo się dzieje za każdym razem, kiedy zdarzy mi się opublikować wpis (jak choćby tutaj czy tutaj), w którym poskarżę się na trudy macierzyństwa, na dziecięca szajbę albo na mało wspierające reakcje otoczenia. „Nie narzekaj, inni mają gorzej!”, „Nie marudź, przynajmniej dzieci masz zdrowe!”, „Się madka odezwała! Jak ci się chciało mieć bombelki, to teraz nie jęcz!” – piszą mi w komentarzach albo w wiadomościach prywatnych ludzie, którzy nie potrafią po prostu zamknąć strony, która ich wkurza, tylko muszą – po prostu muszą mi powiedzieć – że nie mam prawa i nie mam powodu myśleć tak, jak myślę i czuć tak jak czuję. Ludzie, którzy – dam głowę – sami takie słowa słyszeli tysiąc razy…

Nie narzekaj!

Ciekawa i smutna jednocześnie sprawa te dziwne wymagania i oczekiwania wobec matek. Ten przymus jakiś, żeby zachowywać pozory. Skupiać się na pozytywach. Zagryzać wargi, kiedy ciężko. Zaprzeczać swoim emocjom, albo chociaż je ukrywać. Żeby nie marudzić, nie narzekać, nie skarżyć się, bo się wychodzi na albo na ofiarę, albo egocentryka i marudę, który nie dostrzega tego, co ma i tego, czego nie mają inni.

Jasne – dzieci to nasze szczęście. Jasne – inni mają lub mogą mieć gorzej. Ale czy to znaczy, że i nam czasem nie może być trudno? Że i my nie możemy czasem mieć złego dnia? Że i nas nie ogarnia czasem ochota, żeby rzucić to wszystko w cholerę, trzasnąć drzwiami i nigdy nie wracać?

Co złego w tym, że chcemy czasem podzielić się swoim wkurzeniem, frustracją, zmęczeniem z kimś, kto ma podobne doświadczenia? Kto może zrozumie? Kto wesprze, jeśli nie obecnością, to chociaż dobry słowem?

 

Nie narzekaj?

To się dzieje za każdym razem, kiedy zdarzy mi się opublikować wpis, w którym poskarżę się na trudy macierzyństwa, na dziecięca szajbę albo na mało wspierające reakcje otoczenia. Obok napastliwych, krytycznych, agresywnych nieraz wiadomości od osób, które mnie nie znają i na mojego bloga trafiły z przypadku, dostaję całą masę, morze nieraz komentarzy i wiadomości wspierających. Pełnych zrozumienia, wyrozumiałości, dobrej energii. Także wdzięczności za to, że dzielę się i tym trudnym obliczem macierzyństwa. Dając innym mamom jasny sygnał, że mają i one prawo do gorszych okresów, zwątpienia, kryzysów.

I że to nie zmienia faktu, że są nadal dobrymi mamami.

 

A ponarzekaj sobie!

I nie, nie chodzi o to, żeby zatonąć w negatywach. By skupić się na trudach i problemach. Ale o to tylko, żeby pozwolić sobie także na szczerość. Żeby nie dusić w sobie trudnych emocji, tylko pozwolić im wypłynąć, wybrzmieć i… odejść.

Bo tak – kochamy nasze dzieci, są naszymi największymi skarbami, chciałybyśmy im nieba przychylić. Ale czasem też mamy ich dość. Dość krzyków, pisków, oczekiwań i wymagań. Dość nieustannej czujności, konieczności posiadania oczu dookoła głowy i zapasowej ręki do noszenia hulajnogi, torby z pieluchami i wyjątkowego patyka z parku. Dość nieustannych negocjacji, odpowiadania na milion pytań i ciągłego opowiadania dowcipów o kupie.

Chociaż uwielbiamy z nimi odkrywać świat, czasem potrzebujemy pobyć i bez nich. Godzinę, dzień, weekend. Przeczytać spokojnie książkę, wyjść na kawę z koleżanką, poleżeć w wannie w ciszy.

Chociaż kochamy je nad życie i życia sobie bez nich nie wyobrażamy, czasem nie możemy się doczekać, żeby dzień się skończył i w końcu poszły spać.

Chociaż są naszym szczęściem, czasem potrafią doprowadzić nas do łez.

A my nie chcemy wtedy słyszeć żadnego “nie narzekaj!”. Potrzebujemy za to się wypłakać w czyjś rękaw, wygadać, wyżalić. Zrzucić z siebie ciężar, przepracować trudności, odzyskać psychiczną równowagę. Ponarzekać, pomarudzić, poskarżyć się, żeby być jutro znowu najlepszymi mamami, jakimi potrafimy.

Dajmy sobie i innym – chociaż czasami! – prawo do ponarzekania bez wyrzutów sumienia.

 

 

Może Ci się też spodobać:

A kiedy zostajesz mamą…

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

 

 

Skomentuj