Pokusa łatwych kroków

with Brak komentarzy

pokusaNajtrudniej jest wtedy, kiedy trzeba się uzbroić w cierpliwość i na efekty czekać długo, niemiłosiernie długo. Kiedy powtarzasz raz, drugi, piąty, osiemdziesiąty, a efektu ciągle brak. I gdzieś w głowie pytanie, dzwoniące niespokojnym echem – ile razy jeszcze? I czy to w ogóle kiedyś zadziała?

Najtrudniej jest wtedy, kiedy próbujesz nauczyć swoim przykładem, nie wykładem. Kiedy stajesz na głowie, w duchu kopiesz się w kostkę, mobilizujesz wszystkie siły wtedy, kiedy nie chce się tak bardzo, żeby tylko ono zobaczyło. Żeby ono uwierzyło. Żeby ono też tak chciało.
A ono i tak nie chce.

Najtrudniej jest wtedy, kiedy inni pukają się w czoło. Że po co się tak szarpać? Że po co kombinować? Że przecież można tak, jak się robiło zawsze, bo przecież było dobrze. Bo przecież nas tak chowali i jakoś wyszliśmy na ludzi. Bo przecież krzywda nam się nie działa.
Czy na pewno i naprawdę nie działa? – myślisz po cichu, ale polemizować już ci się nie chce.

 

Ja, Syzyf

Najtrudniej jest wtedy, kiedy czujesz się jak Syzyf. Na pobojowisku z klocków i innego badziewia, choć przecież wczoraj rozmawialiście, jak ważne jest odkładanie rzeczy na miejsce. W czasie kolejnej półgodzinnej debaty nad szczoteczką do zębów, która jest głupia. W oku cukrowego cyklonu, gdy znowu – znowu, k…! – musisz tłumaczyć, dlaczego nie można zjeść na kolację tabliczki czekolady i bierzesz na klatę emocje niezadowolonego dwulatka i zmęczonej czterolatki.
Kiedy słyszysz “psieplasam”, a dwie minuty potem ono znowu robi dokładnie TO SAMO. Kiedy słyszysz “juś nie będę”, a TEN SAM wybryk powtarza się, zanim te słowa jeszcze dobrze wybrzmią.

 

Pokusa

Pokusa łatwych kroków pojawia się w rodzicielstwie często, a jej siła rośnie wprost proporcjonalnie do trudności, które spadają na głowę mamy czy taty. I do ich zmęczenia. Kiedy ma się siły, kiedy człowiek wyspany i zadowolony, kiedy dzieci w dobrych humorach, łatwo jest trzymać się swoich zasad. Łatwo tłumaczyć, wyjaśniać, dawać dobry przykład.
Trudniej, gdy robi się pochmurno. Gdy nieprzespana noc, gdy awantura za awanturą, gdy emocje – najczęściej całej rodziny jednocześnie – buzują z nadmiaru wrażeń. Kiedy w głowie się kręci z wściekłości albo ze zmęczenia. I z bezsilności.

I wtedy pokusa…

…żeby krzyknąć. Wrzasnąć wniebogłosy, tak żeby nawet dzieci sąsiadów dwie klatki dalej zaczęły sprzątać te cholerne ubrania z podłogi.

…żeby porozstawiać po kątach i kazać siedzieć tam tak długo, aż nie zaczną zachowywać się jak… dorośli?

…żeby dać szlaban na wszystko i na zawsze, aż się w końcu poprawią, aż się w końcu nauczą, aż sobie w końcu zasłużą na te swoje ajfony i ajpady i na wyjścia z domu z kolegami, albo na czytanie książek.

…żeby wszystkie rozrzucone po podłodze zabawki zawiesić pod sufitem za karę (nie omieszkując nazwać jej “naturalną konsekwencją”) i kazać im na nie patrzeć tak długo, aż nie udowodnią, że potrafią sprzątać i dbać, i doceniać.

…żeby przy kolejnej histerii, kiedy trzeba wyjść z placu zabaw, powiedzieć “dobra, to ja idę, a Ty tu sobie zostań” i oddalić się nieśpiesznym krokiem, z drżeniem serca nasłuchując za sobą przerażonego tupotu drobnych stópek i tego “mamooo, nie zostawiaj mnie”, po którym może się nauczy właściwego zachowania.

…żeby klapsem jasno wyznaczyć poziomy domowej hierarchii, w której to Ty mówisz, a to ono słucha. Bez dyskusji i bez ociągania.

 

Wydaje nam się…

Pokusa łatwych kroków pojawia się w rodzicielstwie często, za często. I zdecydowanie za często jej ulegamy, skoro prawie co drugi Polak uważa, że można uderzyć dziecko za karę, a co czwarty rodzic przyznaje, że zdarzyło mu się stosować kary fizyczne. Z różnych powodów. Najczęściej zupełnie nie związanych z dzieckiem.
– z powodu problemu z opanowaniem WŁASNYCH emocji
– z powodu WŁASNEJ frustracji
– z powodu WŁASNEGO przemęczenia i przebodźcowania
– z powodu WŁASNEJ bezsilności.
– z powodu WŁASNEGO braku wiedzy lub braku znajomości wartościowych metod wychowawczych

Wydaje nam się, że pójście na wychowawcze skróty jest skuteczne i daje efekty natychmiast. Że po co tłumaczyć po raz setny, że nie wolno pchać palca między drzwi, skoro raz dasz w tyłek i dziecko zapamięta, żeby tego nie robić. Że po co powtarzać, dlaczego warto odkładać zabawki na miejsce, jak można je wywalić i potem patrzeć, jak dziecko z płaczem wygrzebuje je z kosza, żeby zapamiętało raz na zawsze. Że po co język strzępić, nazywać emocje, przytulać, jak można się odwrócić na pięcie i udawać, że nie widzisz małego człowieczka wijącego się po podłodze w sklepie. Albo że to nie Twoje dziecko. Żeby raz się w końcu na zawsze nauczyło, że nie dostanie tego durnego jajka z surprajsem w środku.

 

Pokusa pozornego sukcesu

Rodzicielskie skróty są kuszące, bo wydają się mieć szybszy i znacznie bardziej spektakularny efekt, niż metoda małych kroków i syzyfowego wysiłku. “WYDAJĄ SIĘ” jest tutaj jednak słowem kluczowym.

Bo może i efekt jest szybki, ale często jest krótkoterminowy i za chwilę okaże się, że jeden klaps, dziesięć minut w kącie albo szlaban na telefon już nie robią wrażenia. I trzeba szukać bardziej i bardziej spektakularnych środków, aż w końcu już nie da się “bardziej” ukarać.

Bo może i efekt jest szybki, ale jest tylko pozorny. Bo dziecko nie uczy się racjonalnego i empatycznego postępowania, lecz ulega ze strachu, z bezsilności, z konieczności. I wpaja sobie raz na zawsze, że rację ma zawsze silniejszy.

Bo może i efekt jest szybki, ale jest złudny. I choć może dziecko przy Tobie pewnych rzeczy nie zrobi, to szybko znajdzie okazję, kiedy nie będziesz patrzył, kiedy będziesz daleko, kiedy się nie dowiesz. I zrobi swoje, bo tym razem kara nie grozi.

Bo może i efekt jest szybki, ale tak naprawdę natury nie da się przyśpieszyć. Nie bezkosztowo. I choć może – groźbą i szantażem – wymusisz na dziecku stłumienie pewnych zachowań i emocji, to one magicznie nie znikną. Zostaną w nim, będą się kumulować, buzować, bulgotać. Aż eksplodują z siłą i w sposób, której nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Bo może i efekt jest szybki, ale niesie ze sobą ryzyko tysiąca skutków ubocznych, których nie chcesz ani dla siebie, ani dla swojego dziecka. Podkopanie relacji. Zniszczenie zaufania. Poczucie niesprawiedliwości. Upokorzenie. Niedowartościowanie. Zaburzenia pewności siebie. Problemy z agresją i kontrolowaniem emocji. Brak asertywności.
Ta lista może być dużo dłuższa.

 

Potrafię się zatrzymać!

Pokusa łatwych kroków jest w rodzicielstwie ogromna i nic dziwnego, jeśli na co dzień przychodzi Ci się zmagać z największym z życiowych wyzwać. Ale w rodzicielstwie właśnie, jak nigdzie indziej, pójście na skróty najczęściej oznacza kłopoty. Dla Ciebie i dla Twojego dziecka. Często na długie lata. Nierzadko na całe życie.

Trwa właśnie kampania “Potrafię się zatrzymać!” organizowana przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Jej celem jest zachęcenie rodziców do zatrzymania się, kiedy nerwy biorą górę i poszukiwania konstruktywnych sposobów na opanowanie swoich emocji w trudnych sytuacjach wychowawczych. Dla mnie to jest kampania, która mówi wprost – nie idź na skróty! nie warto!

Potrafię się zatrzymać. A Ty?

 

PS. Szczegóły kampanii i wiele wartościowych treści możecie znaleźć na stronie Fundacji: https://fdds.pl/

A o tym, dlaczego nie warto bić dzieci, możecie poczytać tutaj:

Bicie dzieci – to JEST Twoja sprawa!

Czego klaps uczy Twoje dziecko?

Co zamiast klapsa? Pozytywna skrzynka z narzędziami.

#potrafiesiezatrzymac #potrafięsięzatrzymać

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

Skomentuj