Pozwólmy im

with Brak komentarzy

pozwólmy im

Pozwólmy im pędzić z górki na pazurki. Z wiatrem się ścigać, pedałkami małych rowerków kręcić z prędkością, która dorosłych prowadzi do oczopląsu i zawału serca. Dajmy wspinać się na drabinki i na gałęzi drzewa wisieć głową w dół. Głęboko w kieszeń włóżmy cisnące się na usta “uważaj”, “ostrożnie”, “nie tak szybko”. W radosny stukot pięt na drewnianej podłodze wsłuchajmy się bez codziennego “załóż kapcie” i “nie biegaj, bo się poślizgniesz”.

 

Pozwólmy im odkrywać po swojemu, we własnym tempie eksplorować ten świat tak znany, a tak przecież nowy. Zachwycić się kroplami rosy na pajęczynie, w kałuży łowić ryby, dziury wygrzebywać patykiem, wyścigi ślimaków urządzić na parapecie w dziadkowym domu. Dajmy kolekcjonować kamienie i ususzone płatki kwiatów, szyszki zbierać do koszyczka, w dziupli starego drzewa zrobić kryjówkę na skarby, o której nikt nie wie, choć wszyscy wiedzą.

 

Pozwólmy im pójść do łóżka z nieumytymi piętami, na zęby niewyszorowane przymknijmy czasem oko, gdy baterie wyładują się znienacka po dniu pełnym odkryć, ruchu i szaleństwa. Bez narzekania, że próchnica, że prześcieradło czyste, że pot i piasek między palcami.

 

Pozwólmy im się smucić i płakać. Nad kwiatkiem zwiędłym chlipać z żalu albo wieżą z klocków zniszczoną. I nad tym ptaszkiem, co mu niedobrzy koledzy wyrwali pióra z ogonka albo nad mamą Bambiego nie zabraniajmy łez uronić. Uwierzmy, że tak strasznie boli zdarte kolanko, ojojaniem uleczmy siniaka na piszczeli, mokre oczy otrzyjmy pocałunkami. Choćby śmiech brał, zniecierpliwienie, oburzenie może, że płakać można o taki banał, pierdołę, absurd jakiś nie mieszczący się w naszym dorosłym, rozsądnym aż do bólu świecie. Ciepłe ramiona zaoferujmy, dobre słowo, gest zrozumienia zamiast gorzkiego szyderstwa, lekceważenia, może i zniecierpliwionego klapsa. Nauczmy, że płacz to nic złego, że płaczu się wstydzić nie trzeba, ani go wyśmiewać.

 

Pozwólmy im się złościć. Że pada, choć padać nie miało. Że słońce, choć miała być burza. Że kanapka ze skórką, że banan bez skórki. Że ona na mnie patrzy, a on na mnie oddycha. Z dorosłej skrzynki z narzędziami wyjmijmy dziesięć kilo cierpliwości, dwa kilo wyrozumiałości, piętnaście kilo spokoju. Zanim wyskoczą z ust słowa tyleż prawdziwe, co bolesne, policzmy do dziesięciu, do stu nawet. Przypomnimy sobie, że to nie żaden manipulator, dyktator i szantażysta, a dziecko w emocjach zagubione, szukające przewodnika.

 

Pozwólmy im śmiać się do utraty tchu, zarażać beztroską radością wiecznie skrzywionego sąsiada spod czwórki i panią z kiosku, co ostatnio uśmiechnęła się w sierpniu osiemdziesiątego trzeciego. Niech chichoczą, że Kasia ma gluta. Niech zaśmiewają się do rozpuku, że ona jest siku, a ja jestem bąkiem. Albo że blablop blapblop blablop. Z naszymi wyrafinowanymi dowcipami, sarkazmem podszytym dużą dawką intelektualizmu i kabaretem na najwyższym poziomie zróbmy krok do tyłu i z głupotek pozwólmy się pośmiać im i sobie samym.

 

Pozwólmy im się dziwić. Że patyk nie tonie, że pies nogę podnosi do siusiania, że księżyc coraz mniejszy się robi, aż znika (i czy aby na pewno wróci?), że pani stuka białą laską o chodnik. Nie strofujmy, że pytania nietaktowne, że dowiesz się jak dorośniesz, że ciekawość pierwszy stopień do piekła, tylko odpowiadajmy, rozmawiajmy, szacunku uczmy do inności i różnorodności. Razem szukajmy wiedzy, której i nam często brakuje. Ptaki tropmy w grubych atlasach, w encyklopedii sprawdźmy, jakie kości są w dłoni, albo jak to się dzieje, że samolot lata. I cieszmy się, cieszmy z tych pytań, bo nic, naprawdę nic tak nie poszerza perspektyw, jak ta lawina “po co” i “dlaczego”, która sprawia, że nagle stajesz się ekspertem od dinozaurów, pociągów czy strojów z epoki elżbietańskiej.

 

Pozwólmy im biegać, skakać, fikołki fikać, gwiazdy robić. Przestrzeni szukać, swoje ciało poznawać, wytyczać granice własnej wytrzymałości, zręczności, elastyczności. Na karate zapiszmy, choć dziewczynka. Chłopcu dajmy łyżwy i trykot, jeśli o tym marzy. Albo baletki nawet, czemu nie? Zamiast “nie możesz”, “to nie dla Ciebie”. “to niebezpieczne” dajmy im wiarę w siebie i możliwość bezpiecznego rozwijania umiejętności. Choćby się nam one i nie mieściły w rodzicielskich głowach. Doceńmy pracę, wysiłek, zaangażowanie w treningi. Potrójnego aksla na równi z kopniakiem z półobrotu albo własną kompozycją na skrzypce.

 

Pozwólmy im hałasować, krzyczeć, piszczeć, na cały głos wyśpiewywać piosenki o zielonym ogórku czy ogrodniczce, co ma łopatkę i grabki. Tam, gdzie to potrzebne, uczmy ciszy i szacunku dla spokoju innych, ale nie zmieniajmy całego świata w bibliotekę, kościół, muzeum, gdzie każde podniesienie głosu, każdy wrzask, każdy pisk emocji kończy się ostrym “ciiiii” i palcem wymownie uniesionym do ust.

 

Pozwólmy im się bawić. Po swojemu i na przekór. Domino układać do góry nogami, w “Grzybobraniu” kolekcjonować muchomory, książkę czytać od tyłu. W piosence zamienić wersy, w wierszyk powtykać śmieszne słowa. Palcami farbę rozmazywać po ceracie, liście pomalować na fioletowo, laurkę zrobić krzywą i przykleić w niej naklejkę z jednorożcem w zielonej piżamie.

 

Pozwólmy im pomagać. Krzywe ciasteczka powycinać, lukrem ozdobić niezgrabnie i je, i siebie samego. Jajka rozbić do jajecznicy, choćby jakaś skorupka pod zębem miała chrzęścić. Kotlety klepać, ciasto wymieszać do naleśników, naczynia pozmywać małymi rączkami, co pracowicie pianę robią na żółtym zmywaku. Nie przejmujmy się, że mąka na ziemi miesza się z płynem do mycia naczyń, że podłoga pływa, że może i jakiś kubeczek się z życiem pożegna. Dajmy im się nauczyć, dajmy spróbować, dajmy poczuć dumę, że to ja zrobiłem, że moje te pyszne, chociaż krzywe naleśniki, że marchewka samodzielnie oskrobana.

 

Pozwólmy im się bać. Razem szukajmy potwora w szafie w przedpokoju, cień za oknem rozszyfrujmy, spod łóżka wypędźmy złe sny. Gdy obcy w pobliżu, weźmy za rękę. Gdy nowe miejsce, idźmy ramię w ramię. Gdy koszmary, pluszaka posadźmy na straży pokoju, żeby w ciemności nocy swoim miękkim futerkiem dodawał otuchy dziecięcym snom. Gdy ostra igła, nie kłammy, że to nie będzie bolało, tylko tulmy, tulmy najmocniej na świecie, żeby pokazać, że we dwoje raźniej, że jesteśmy, że można na nas liczyć.

Nie wyśmiewajmy obaw, lęków nie upychajmy do skarpety, nie szufladkujmy, że beksa, że tchórz, że trzeba być zuchem. Raczej nauczymy, jak strachy pokonać, wspólnie szukajmy sposobów, żeby straszność przegonić, obcość oswoić.

 

Pozwólmy im czekoladą się ubrudzić. Watą cukrową pokleić sobie palce i włosy. Różowym językiem lizać lizaka, co w słońcu mieni się truskawkową czerwienią, choć z truskawką nie ma nic wspólnego. Kapiącego loda wytrzeć rękawem koszulki w samoloty. W trosce o zdrowie, dobrą dietę, codzienną porcję warzyw i owoców, pozwólmy sobie czasem na chwilę zapomnienia, oko przymknijmy, że cukier biały zamiast ksylitolu i żelek z biedry zamiast jarmużu z ekologicznej hodowli w Bieszczadach.

 

Mówimy często, że za naszych czasów to było dzieciństwo. Że guma kulka, vibovit na języku i jedna oranżada na sześciu. Że patyki zamiast mieczy, że ciastka z błota, że od rana do nocy gdzieś na podwórku z bandą kolegów, z przerwami na głośne „ooooobiaaaaad” dobiegające kolejno to z jednego to z drugiego domu.

Z nostalgią wspominamy zabawy, wygłupy, swobodę, wolność niemal nieskrępowaną. Mówimy, że nasze dzieci tego nie poczują.
Mamy rację.

Nie poczują, jeśli im na to nie pozwolimy.

I nie, nie chodzi o to, żeby pozwalać na wszystko i puścić samopas.
I nie, nie chodzi o to, żeby udawać, że czasy się nie zmieniły.
I nie, nie chodzi o to, żeby pozować na rodzica-luzaka, a w środku umierać ze strachu.

Tylko o to, żeby znaleźć złoty środek. Nie zapętlić się w trosce, nie popaść w paranoję, nie trzymać pod szklanym kloszem. Odpuścić czasem tam, gdzie można. Przymknąć oko tam, gdzie to nie przekracza granic zdrowego rozsądku. Ugryźć się w język, gdy odruchowo ciśnie się na usta kazanie.

Wrzucić na luz. Chociaż czasem.

Pozwólmy dzieciom być dziećmi.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

Skomentuj