5 tekstów, które pomogą Ci zepsuć relacje między rodzeństwem

with Brak komentarzy

relacje między rodzeństwemKochające się rodzeństwo to marzenie każdego rodzica. Chcielibyśmy, żeby sobie pomagali, wspierali się, dbali o siebie. Żeby byli dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Gdzieś w naszej sielankowej wizji zapominamy o tym, że relacje między rodzeństwem to skomplikowana i złożona kwestia. I że warto umiejętnie pomóc w ich budowaniu. A jeśli nawet nie pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzać…

 

Wydaje nam się, że dobre relacje między rodzeństwem to coś absolutnie oczywistego. Że może i się kłócą, ale przecież tak naprawdę to się lubią i szanują. Że MUSZĄ się kochać. A przecież dzieci to też ludzie. Każde z nich jest inne i często wcale nie łatwo im się dogadać. A sprawę nierzadko pogarszamy my, dorośli, mówiąc słowa, które wydają nam się zupełnie niewinne. A które mocno zapisują się w dziecięcych głowach i kształtują ich postrzeganie zarówno siebie samych, jak i braci czy sióstr.

 

To Twój brat, musisz go kochać!

Wyobraźcie sobie teraz, że pewnego dnia Wasz ukochany mąż przyprowadza do domu – nie pytając Was o zdanie – nową kobietę i mówi, że od tej pory ona będzie z Wami mieszkać. Że ma takie same prawa jak Wy, że będziecie razem spędzać czas. I że kocha Was obie tak samo mocno. I że Wy też powinniście ją kochać… To jak? Czujecie tę miłość? Na pewno.  Albo kiedy chcielibyście z najlepszym przyjacielem pobyć sam na sam, a on ciągle dzieli swą uwagę między całe grono znajomych, nie znajdując dla was tyle czasu, ile byście chcieli… A przecież tak właśnie może czuć starszy brat, kiedy nagle pojawia się młodszy. Tak właśnie może czuć się młodszy, kiedy ze starszym robicie te wszystkie fajne rzeczy, na które on jest jeszcze za mały…

Relacje między rodzeństwem, jak piękne by one nie były, są też niewiarygodnie trudne. Bo trzeba się dzielić rodzicami, ich uwagą, czasem, miłością. Bo trzeba się dzielić przestrzenią, spędzać razem kolejne tygodnie, nieuchronnie wchodząc w kolejne konflikty. I to na takim etapie życia, kiedy panowanie nad emocjami nie jest naszą najmocniejszą stroną. Nic więc dziwnego, że rodzeństwo czuje do siebie całą gamę uczuć. Uwielbia się, żeby po chwili nie móc na siebie patrzeć. Współczuje otartego kolana, żeby po chwili tłuc się o lalkę. Przytula się słodko, żeby minutę później wywrzeszczeć, że się nienawidzą, nie chcą się razem bawić i w ogóle mają się wzajemnie dość.

A co my możemy zrobić w tej sytuacji? Zaakceptować. Wysłuchać. Nie oceniać i nie pouczać. Zrozumieć, że młodsza siostra potrafi być naprawdę upierdliwa. Przytaknąć, że starsza bywa nieznośna. Nie oburzać się na wyznanie, że można czasem tęsknić za tymi latami, gdy nie było jeszcze „tego drugiego”. Wyrzucenie z siebie trudnych emocji to pierwszy krok do uwolnienia się od nich. I do spojrzenia przychylniejszym okiem na tego brata i siostrę, który czasem tak daje w kość. I którego czasem nie tak łatwo kochać.

 

Nie mógłbyś się zachowywać tak, jak brat/siostra?

Kiedy mamy więcej niż jedno dziecko, porównywanie przychodzi nam jakoś odruchowo. Widzimy, że jedno zaczęło szybciej chodzić, drugie szybciej mówić, trzecie zaś błyskawicznie rozstało się z pieluchą. I to jest OK tak długo, jak chodzi o zwykłą obserwację pozbawioną wartościowania i oceny. I tak długo, jak zachowujemy ją raczej dla siebie, zamiast wykorzystywać jako element motywujący. Bo na takim porównywaniu relacje między rodzeństwem bardzo cierpią.

Trójka z matmy? Twoja siostra zawsze zbiera piątki… Co Ty się tak wiercisz na tym krześle? Zobacz, jak Twój brat grzecznie siedzi… Pająka się boisz? Twoja młodsza siostra go złapała w palce, a Ty uciekasz…

Porównywanie dzieci między sobą to prosta droga do wprowadzenia między nimi rywalizacji w każdej dziedzinie. Żeby zostać pochwalonym, żeby zostać zauważonym, żeby poczuć, że rodzice to mnie właśnie doceniają bardziej, ze mnie są bardziej dumni, mnie bardziej kochają.  To także prosta droga do tego, żeby dzieci przestały traktować się jak przyjaciół, sprzymierzeńców i towarzyszy, a widziały w sobie tylko rywali do pokonania.

Takie porównywanie bywa niebezpieczne z jeszcze jednego powodu. Bo owocuje przypisaniem dziecku etykiety, do której to się z czasem dostosowuje. Dziecko o wiecznie gorszych ocenach, zaczyna myśleć o sobie jak o rodzinnym głupku. To, które zawsze jest mniej odważne od siostry, staje cię coraz bardziej strachliwe. To, które jest bardziej „niegrzeczne”, coraz mocniej tę niegrzeczność akcentuje. No bo przecież skoro rodzice tak mówią, to pewnie prawda… Ale to już temat na zupełnie osobny wpis.

 

Ustąp mu, bo jest młodszy, jest starszy, jest dziewczynką…

Chyba każdy z nas słyszał to w dzieciństwie i chyba każdego równie to irytowało. No to co, że jest młodszy? Czy to znaczy, że wszystko mu wolno? No i co z tego, że jest dziewczynką? Czy dziewczynki obowiązują jakieś inne prawda?

Mam w sobie takie poczucie, że dzieciom w rodzinie chyba nade wszystko nie służy niesprawiedliwość rodziców. A jako niesprawiedliwość widzą dzieci wymuszanie na nich ustępstw ze względu na wiek czy płeć rodzeństwa. I jasne – nie możemy wymagać od niemowlaka tego samego, co od kilkulatka czy nastolatka – ale możemy z równym szacunkiem i równą uwagą traktować ich potrzeby i szukać takich rozwiązań, które pozwolą zaspokajać je bez uszczerbku dla innych. Żeby relacje między rodzeństwem mogły się rozwijać harmonijnie dzieci muszą czuć, że są traktowane przez rodziców wcale nie tak samo, ale sprawiedliwie właśnie.

 

Daj mu tę zabawkę, bo trzeba się dzielić!

Z tym dzieleniem to w ogóle ciekawa sprawa. Gdzieś w głowach nam siedzi, że tak właśnie trzeba, że to niegrzecznie odmawiać czy chować zabawki dla siebie. Oczekujemy, że dzieci będą się dzielić swoją własnością, podczas gdy my sami nie zawsze równie chętnie robimy to z naszymi rzeczami… Jasne, są pewne przedmioty, które udostępniamy bez większym problemów – pożyczymy cioci Heli parasol, a sąsiadce książkę kucharską czy pompkę do roweru. Ale czy gdyby ktoś chciał sięgnąć po nasz telefon, włożyć naszą ulubioną sukienkę czy też przejechać się naszym autem, to bylibyśmy tak samo chętni?

Mówicie, że to kwestia wartości różnych rzeczy? Ale i dla dziecka pewne przedmioty są więcej warte niż inne (i czasem najwięcej warte są wcale nie te, które dużo kosztują). I dziecko ma prawo do swoich skarbów, swojej własności. I wyłączności na zarządzanie pewnymi przedmiotami. Zmuszanie dziecka do dzielenia się z rodzeństwem to prosta droga do pogłębienia konfliktów o własność. Zwłaszcza że – inaczej niż w przypadku przypadkowych znajomych z piaskownicy czy przedszkolnych kolegów – z rodzeństwem trzeba funkcjonować na co dzień, dzielić się i dogadywać bez przerwy. Nieustannie pertraktować.

Jeśli w budujące się relacje między rodzeństwem, w których dzieci uczą się zarządzania swoją własnością, wejdziemy z naszymi nakazami, możemy tylko zaostrzyć konflikt. I mimowolnie przekształcić domową rzeczywistość w podjazdową wojnę o łupy i obronę własnych granic… Jak temu zaradzić? Jasno ustalić, że niektóre zabawki są czyjeś a niektóre wspólne. I dać dzieciom prawo do zdecydowania, jak będą się bawić częścią wspólną oraz jak (i czy w ogóle) zechcą się też podzielić częścią własną. No i pokazywać SWOIM postępowaniem, że dzielenie się może być fajne.

 

Przeproś go natychmiast!

Trudno nam się pogodzić z tym, że nasze dzieci wchodzą w konflikty. Że się kłócą, mówią sobie przykre słowa, biją się. Chcielibyśmy życia w pokoju, a jeśli już zadzieje się konflikt, szybkiego pogodzenia, przeprosin i powrotu do normy. Tyle, że te konflikty właśnie – jak przewrotnie by to nie brzmiało – to właśnie jest norma… Bo to normalne, że rodzeństwo czasem się nie dogaduje. To normalne, że może mieć różne opinie, wyobrażenia, pomysły. To normalne, że – nie panując jeszcze nad emocjami – rozwiązuje konflikty czasem w sposób, który jest dla nas nie do przejęcia.

I jasne, że nie możemy zostawić spraw własnemu biegowi, jeśli robi się niebezpiecznie. Musimy uczyć mądrych, skutecznych taktyk radzenia sobie z emocjami i nieporozumieniami. Ale naprawdę nie warto im przypisywać większego znaczenia, niż naprawdę mają. Nie warto przejmować się tak bardzo każdym mocnym słowem, uszczypnięciem czy popchnięciem. Bo dzieci równie szybko wybuchają, jak o wybuchach zapominają. Taka ich konstrukcja psychiczna. Zmuszanie ich do przeprosin, zmuszanie do tego niechętnego podania ręki wtedy, kiedy nie są jeszcze na to gotowe, to tylko sposób, żeby konflikt przedłużyć i zaostrzyć.

I jeszcze jedno: my – rodzice – czasem nie mamy pełnego obrazu całego konfliktu. Widzimy tylko jakiś jego wycinek i na tej podstawie wskazujemy „sprawcę”, który w rzeczywistości może być przecież ofiarą. Pamiętacie to rozżalenie i złość, kiedy mama kazała przeprosić brata, którego odepchnęliście, bo was uderzył (tyle że tego uderzenia już mama nie widziała…)? Pamiętacie tę wściekłość na owego brata, który nie dość że was uderzył to jeszcze przez niego to wam się dostało? Nie róbmy tego naszym dzieciom. Rodzic w roli sędziego to nie jest dobry pomysł.

 

Relacje między rodzeństwem – ściąga!

Relacje między rodzeństwem to temat rzeka. Wie to każdy rodzic, który ma więcej niż jedną pociechę. Prawda jest taka, że posiadanie brata i siostry to dla dziecka wspaniała okazja, żeby zbudować jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną relację, z której obie strony mogą czerpać mnóstwo siły, radości, entuzjazmu i miłości. Ale to także duże, rozwijające, ale i cholernie trudne wyzwanie. Warto w nim dzieci wspierać, zamiast – w dobrej wierze, oczywiście – jeszcze im je utrudniać.

 

A jeśli relacje między rodzeństwem przyprawiają Was o siwe włosy, to warto sięgnąć po książkę Adele Faber i Elaine Mazlish „Rodzeństwo bez rywalizacji”. To niezbyt długi, bardzo konkretny i mądry poradnik dla tych, którzy marzą o tym, żeby wychować kochające się rodzeństwo i… nie zwariować. Naprawdę bardzo Wam ją polecam! Podobnie zresztą jak inne tytuły tych autorek.

A książkę możecie kupić TUTAJ.

 

Może Ci się też spodobać ten tekst:

Pozwólmy dzieciom żyć teraz

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj