Rozczarowana macierzyństwem?

with 2 komentarze

rozczarowana macierzyństwemNie ma na świecie drugiego zjawiska, które BYWA tak rozczarowujące jak macierzyństwo.

 

Kiedy przez pół dnia ręcznie lepisz pierożki z ekologicznym jarmużem i domowego wyrobu ricottą, a dziecko wali talerzem o podłogę i domaga się parówki. Kiedy inne maluszki słodko śpią w wózeczkach, pozwalając swoim mamom delektować się spacerkiem, podczas gdy Twój wydziera się, jakby go obdzierano ze skóry, kiedy tylko go odłożysz. Kiedy umawiacie się, że dziś tylko szybkie zakupy spożywcze, a Twoja słodka córeczka znów wije się na podłodze w sklepie, bo nie chcesz jej kupić lalki.

Zbierasz z podłogi skorupy talerza, z dywanu wydłubujesz ten pieprzony jarmuż, jedną ręką holujesz wózek przez zaspy, na drugiej dźwigając rozwrzeszczane niemowlę, albo zbierasz ze sklepowej podłogi małego wyjca, i wołasz do siebie w rozpaczy: TO NIE TAK MIAŁO BYĆ!!!

I kiedy obiecujesz sobie, że będziesz kwiatem lotosu na tafli jeziora, aniołem cierpliwości, oazą spokoju na rozszalałym oceanie emocji, a potem znowu wybuchasz, bo ono wciera masło orzechowe w Twojego laptopa. Znowu wrzeszczysz, bo ono nie chce się ubrać, choć jesteście spóźnieni. Znowu atakujesz, bo po trzech minutach spaceru, którego się przecież tak domagało, ono nagle dostaje uwiądu kończyn dolnych i domaga się noszenia.

Kładziesz się do łóżka, w głowie robisz rachunek zysków i strat, przypominasz sobie te małe, przestraszone, smutne oczy, i płaczesz w ciemności, bo TO NIE TAK MIAŁO BYĆ.

 

Nie ma?

Nie ma na świecie drugiego zjawiska, które BYWA tak rozczarowujące jak macierzyństwo. Nie ma innego, w którym to rozczarowanie bywa tak dotkliwe i tak nieuniknione.

Powiecie, że rozczarować można się i w innych dziedzinach życia. W pracy, kiedy szef nie doceni naszego projektu, choć włożyliśmy w niego serce. W przyjaźni, kiedy najlepsza koleżanka jeszcze ze szkolnych lat nagle okazuje się nową dziewczyną wciąż jeszcze naszego chłopaka. W realizowaniu pasji, kiedy upragniona podróż nad Niagarę pozwoli odkryć, że monumentalny wodospad przesłaniają już częściowo budki z fast foodami.

Tyle, że pracę można zmienić, przyjaciół znaleźć nowych, pasje ukierunkować na nowy cel. Dzieci wymienić się nie da. Zresztą, to nie one są temu rozczarowaniu winne!

Rozczarowanie, jakim bywa czasem rodzicielstwo, rodzi się chyba głównie z naszej… naiwności. Z zaślepienia pięknymi wizjami, jakie hodujemy gdzieś w głowach, w których przeplatają się obrazki uśmiechniętych dzieciaków na huśtawkach (nad którymi zawsze świeci słońce), radosnych rodzinnych wieczorów przy planszówce (a w czasie gry nikt się nie kłóci), spokojnych mamusiek, które jedną ręką zajmują się dziećmi, drugą obsługują dom, a trzecią pracują zdalnie (dzieci, rzecz jasna, w tym czasie spokojnie się bawią).

W końcu z ZAPOMNIENIA. Tak, tak właśnie.

 

Zapominamy

Zapominamy, że rodzicielstwo to przede wszystkim nasza relacja z INNYM człowiekiem. I w tej relacji splatają się nasze i jego potrzeby, nasze i jego emocje, nasze i jego oczekiwania. Chciało by się, żeby wszystko szło gładko, żebyśmy się synchronizowali bez większych tarć i zawsze zmierzali w tym samym kierunku. Ale to wcale nie jest łatwe. Więcej nawet – to czasem jest niemal niemożliwe. Bo różnice temperamentów, bo różna wrażliwość, bo różne zainteresowania i możliwości.

Zapominamy, że rodzicielstwo to nasza relacja z MAŁYM człowiekiem. A w tej jego małości, kryje się cały ogrom trudności, ograniczeń i uwarunkowań, na które musimy wziąć poprawkę. My, dorośli i świadomi, dojrzali i przygotowani, musimy wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za czyjeś emocje. Pomóc się w nich odnaleźć. Nauczyć, jak sobie z nimi radzić. Pokazać na swoim przykładzie, że można dogadać się bez wrzasku, bez płaczu, bez nieustannej walki.

Zapominamy w końcu, że rodzicielstwo to NASZA relacja z drugim człowiekiem. I że potrzeba w niej wielkiej świadomości własnych ograniczeń, własnych granic. Własnego bagażu, który czasem cieniem kładzie się na to, czego od dzieci oczekujemy i czego wymagamy. Że konieczne jest nierzadko przepracowanie własnej przeszłości, żeby odnaleźć się w roli, która wymaga tyle siły, tyle zdrowego rozsądku i tyle cierpliwości, że nie da się jej odgrywać dobrze, kiedy w głowie zamęt i demony.

 

Oczekiwania

Nie ma na świecie drugiego zjawiska, które BYWA tak rozczarowujące jak macierzyństwo, a które można by od tego rozczarowania choć częściowo uwolnić, gdybyśmy tylko potrafili zweryfikować nasze oczekiwania. Gdybyśmy przestali myśleć kategoriami „matka idealna”, „dziecko idealne”, i zaczęli akceptować siebie i dziecko takimi, jacy jesteśmy. Z prawem do popełniania błędów. Z prawem do przeżywania rozmaitych emocji. Z prawem do bycia innym niż wszyscy dookoła.

To właśnie oczekiwania, które siedzą w naszych głowach jako pokoleniowe dziedzictwo, jako przekaz z telewizyjnych reklam albo wyidealizowanych instagramowych kont, sprawiają, że wpadamy w spiralę rozczarowania tym, jak nasze macierzyństwo wygląda. Im bardziej oddalamy się od naukowych faktów (choćby dotyczących rozwoju mózgu dziecka), im bardziej zagłuszamy głos intuicji, im bardziej silimy się na pościg za parentingową tęczą, tym bardziej popadamy w rozgoryczenie i poczucie, że coś z nami nie tak.

 

To właśnie TAK miało być

Macierzyństwo BYWA rozczarowujące, bo rozczarowujące BYWA i same życie. Nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, nie zawsze wszystko się udaje, nie zawsze może być pięknie, gładko elegancko. Są rzeczy, które po prostu wpisane są w posiadanie dziecka i możesz stanąć na głowie, a i tak ich nie unikniesz.

Nie unikniesz tego, że dziecko czasem płacze z powodu, który jest dla ciebie totalnie absurdalny. Nie unikniesz tego, że czasem musi się pobawić autkiem akurat wtedy, kiedy bardzo się śpieszycie. Nie unikniesz tego, że czasem nie może zasnąć do północy, choć ty bardzo potrzebujesz wolnego wieczoru na pracę, ani tego, że – dla równowagi – czasem zapadnie w drzemkę o godzinie siedemnastej. Że czasem powie Ci, że jesteś głupią mamą. I że się wyprowadza. Że zupa pomidorowa, wczoraj najlepsza na świecie, dziś jest obrzydliwa. Że jelitówka przedszkolaka zaczyna się zawsze wtedy, gdy w końcu umówiłaś się na babski wieczór.

Macierzyństwo zaskakuje. Macierzyństwo jest cholernie trudne. Im szybciej się z tym pogodzisz, im szybciej przestaniesz oczekiwać małego aniołka, wypucowanego na błysk domu i siebie w roli hipermamuśki spełniającej się w dwudziestu dziedzinach życia, tym zdrowiej dla ciebie i twojej rodziny.

 

Rozczarowana macierzyństwem?

Bo tak, nie ma na świecie drugiego zjawiska, które BYWA tak rozczarowujące jak macierzyństwo. Inwestujemy w nie tak dużo emocji, tak dużo sił, tak dużo siebie, że trudno czasem nie załamać rąk nad tym, gdy te wysiłki wydają się syzyfową pracą. Ale wtedy potrzeby jest krok do tyłu. Głęboki oddech i… szersza perspektywa.

Bo choć macierzyństwo BYWA rozczarowujące, to równoważy ten fakt doskonale to, czym macierzyństwo JEST. Okazją do odkrywania świata na nowo. Radością małych gestów i kroków. Codziennym budowaniem relacji na całe życie. Troską. Ciepłem. Bliskością, która nie ma sobie równych. Wyzwaniem, tak, to na pewno, ale też szansą do lepszego poznania siebie, zdefiniowania własnych granic, pracy nad sobą. Szczęściem. Niedzielnym kotłowaniem się w ciepłej pościeli. Goframi z bitą śmietaną i dżemem truskawkowym od babci. Delikatnymi włosami rozsypanymi po poduszce i ukochaną piżamką w kropeczki. Śmiechem i smutkiem. Dialogami, która bawią do łez, albo otwierają szeroko oczy.

Bezwarunkową miłością. Nie tylko tą, którą dajesz, ale też – a może przede wszystkim – tą, którą otrzymujesz. Bo nikt, naprawdę nikt, nie kocha tak bezinteresownie, tak szczerze, tak prawdziwie, jak dziecko.

Bo chociaż nie ma na świecie drugiego zjawiska, które BYWA tak rozczarowujące jak macierzyństwo, to nie ma również żadnego, które JEST taką jak ono kopalnią szczęścia.

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

2 Responses

  1. Kasia Dudziak
    | Odpowiedz

    Hipermamuśką to ja chyba nigdy nie byłam. Do tego teściowa i jej uwagi co robię źle… Wiecznie coś robię źle według niej. Ona wychowała jednego syna i wszystko wie najlepiej… Problemów jest mnóstwo i temu trzeba podołać. Masz rację, że nasze oczekiwania są zbyt duże wobec rzeczywistości. Należy je zredukować. Zdecydowanie. Nigdy nie będzie idealnie, tak jak chcemy. Szkoda, ale cóż.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Brak wsparcie i ciągłe ocenianie przez otoczenie na pewno nie ułatwia sprawy. Zawsze mnie to smuci, że tak wiele kobiet nie potrafi wspierać innych, tylko ciągle atakuje pod pozorem dawania dobrych rad.

Skomentuj