Seks się uprawia, a nie o nim gada

with Brak komentarzy

seks się uprawiaXXI wiek. Otwieram sobie internety i trafiam na dyskusję, w której dorosłe kobiety w różnym wieku dyskutują o seksie w związku. A dokładniej o tym, czy warto na TEN temat rozmawiać z partnerem. Dziewczyny wymieniają się doświadczeniami, w których przewija się głównie wątek wstydu, onieśmielenia, obaw, poczucia bezsensu i braku pomysłu, jak TO ugryźć. Pada garść sensowych sugestii. I wtedy wchodzi ona – cała na biało – i  deklaruje tonem mędrca: „Seks się uprawia, a nie o nim gada”. A mi zaczyna pykać brewka….

 

Seks się uprawia. Czy tylko?

Jak wiecie jestem zwolenniczką związkowej gry w otwarte karty. W każdym temacie. Pisałam o tym TUTAJ i TUTAJ. I nie ogarniam, dlaczego ten jeden temat miałby być takim tabu w związku dwojga kochających się ludzi. I przeraża mnie to, że tak często nim jest. Przecież nikt nie każe nam dopytywać sąsiadki o ulubione pozycje ani pana z warzywniaka o fantazje seksualne. Ale swojego partnera? Tego, z którym dzielimy się każdym kawałkiem życia? Tego, którego z jakiegoś powodu przecież wybrałyśmy? Tego, z którym ten seks uprawiamy? Gdzie tu sens i logika?

No dobra, trzeba gadać, to prawda – przyznają zwykle w końcu dziewczyny, z którymi zdarza mi się dyskutować na ten temat. A potem pojawia się cała seria „ALE”. Więc ja tylko odpowiem krótko.

 

Ale co jeśli ja sama nie wiem, co lubię?!?

Jak nie wiesz, to nie wiesz. Nie ma w tym niczyjej winy, ani tym bardziej powodu do wstydu. Efekty wychowania i przekazywanych z pokolenia na pokolenie poglądów, wedle których seks to tylko po ciemku, pod kołdrą i najlepiej w koszuli nocnej (oraz, oczywiście, ku chwale ojczyzny, no bo wiadomo, że nie dla przyjemności) są czasem naprawdę zatrważające. Ale to wszystko można zmienić. To wszystko warto zmienić.

To proste: skoro sama nie wiesz, to czas się dowiedzieć. Razem się dowiedzcie. Bo to dowiadywanie się, testowanie, sprawdzanie może być naprawdę fajną przygodą. A czasem niezłym zastrzykiem emocji dla związkowej codzienności. Nie tylko dla Ciebie. Bo skoro sama nie wiesz, to skąd on ma wiedzieć? A przecież seks się uprawia we dwoje, czyż nie?

 

Ale będzie mu przykro!

Jasne, jeśli nagle walniesz mu między oczy „słaby jesteś w te klocki” albo „udawałam orgazmy przez dziesięć lat”, to rzeczywiście może być niefajnie. I to dla obu stron. Ale chyba można wyłączyć tryb buldożera i wykazać się większą dawką dyplomacji? Nie obwiniać, nie atakować, nie krytykować, tylko sygnalizować problem i szukać wspólnie rozwiązania.

 

Ale to zabija romantyzm!

Romantyzm to zabija kiepski seks i traktowanie łóżka jako obowiązku do odbębnienia, a nie rozmowa na jego temat. Romantyzm to zabija udawanie, zaciskanie zębów i planowanie w głowie zakupów w oczekiwaniu na to, aż on skończy. Romantyzm to zabija, kiedy seks się uprawia z konieczności a nie z chęci.

To wszystko kwestia wybrania odpowiedniego momentu. Nikt nie każe przecież poruszać trudnych kwestii w czasie rocznicowej kolacji przy świecach w eleganckiej restauracji czy innych superromantycznych okolicznościach. Ale jak się spędza ze sobą całe życie, to chyba da się znaleźć któregoś wieczoru godzinkę czy dwie, żeby powiedzieć, że coś jest jednak nie teges?

 

Ale to wstyd!

Wstydzimy się, to prawda. I to na wielu poziomach. Z trudem przychodzi nam używanie nazw opisujących intymne części ciała oraz to wszystko, co dzieje się w łóżku. Wstydzimy się „zawalczyć” o łóżkową satysfakcję. Wstydzimy się przyznać, że w naszym seksie coś jest nie tak, bo przecież to taka naturalna i zwyczajna czynność…

A jednak warto ten wstyd przełamywać. Oswajać seksualny słownik a w razie potrzeb tworzyć i własny. Powiedzieć głośno, że chcemy czegoś więcej niż wypełnić „małżeński obowiązek”. Przyznać, że coś jest nie tak i szukać rozwiązania, a może i wykwalifikowanej pomocy. To nie jest wstyd, tylko zwyczajnie zdrowy rozsądek. Bo strefa seksualna to jest ważny element związku, jedna z jego podpór. I jej zaniedbywanie na dłuższą metę może naprawdę może doprowadzić do katastrofy.

 

Ale przecież i tak nie mogę odmówić!

Możesz.

I ten wpis jest chyba głównie dla takich dziewczyn, kobiet, jak Ty. Bo jeśli czujesz, albo wiesz z doświadczenia, że rozmawiać o seksie nie ma sensu, bo on i tak zrobi swoje a Ty nie możesz odmówić, to właśnie jest ten moment, kiedy czas się ratować. Bo można o seksie powiedzieć wiele różnych rzeczy i mieć do niego najróżniejsze podeście, ale pewne jest jedno: seks się uprawia zawsze za obopólną zgodą. W związku też.

 

 

Może Cię też zainteresować:

Mamo, tato, skąd się biorą dzieci? Czyli jak rozmawiać z dzieckiem o seksie.

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

 

 

Skomentuj