Smutek, strach i…

with 6 komentarzy

WOŚP13.01.2019. Gdańsk. 27 Finał WOŚP. Kiedy zapala się światełko do nieba, na oczach tysięcy ludzi zasztyletowany zostaje prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz. W takich chwilach świat zatrzymuje się zdumiony. Jest niedowierzanie, szok, łzy mimowolnie cisnące się do oczu. A potem rusza lawina medialnych tytułów, przekrzykujące się głosy, komentarze, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Które nigdy nie powinny nawet zrodzić się w czyimś umyśle. I wtedy to czujesz.

 

Jest smutek

Smutek, bezbrzeżny smutek, bo umiera człowiek. Że polityk, jakiejkolwiek by nie był partii, że prezydent miasta, to już sprawa drugorzędna. Człowiek po prostu. Do którego ktoś mówił „kochanie”, „tato”, „Pawełku”. Któremu ktoś opowiadał, jak mu minął dzień. Z którym ktoś wychodził na spacer. Na którego ktoś czekał z kolacją. I na którego się już nie doczeka.

Smutek, porażający smutek, bo po takiej tragedii zamiast solidarności i łańcucha gorących serc zaczyna się festiwal nienawiści, hejtu, obrzucania się zarzutami i błotem. Bo nawet na takiej tragedii robi się politykę. Bo nawet śmierć nie potrafi zablokować tego rynsztoka, którym wartko płyną wyzwiska, obelgi, groźby. Słowa, na widok których szeroko otwierają się oczy. Słowa, których nie da się zapomnieć. Słowa, które nie mogą się pomieścić w głowie człowieka, który ma choć odrobinę jeszcze sumienia.

Smutek, smutek wyciskający łzy z oczu, bo nawet wobec inicjatywy, która nie ma sobie równych w całym świecie, z której moglibyśmy być dumni do granic możliwości, która ratuje życie i zdrowie nie ufoludków przecież, a nas samych, potrafimy się podzielić, skłócić, wyzwać od najgorszych.

Smutek, odbierający wiarę smutek, bo ta fala hejtu, którą przez lata dźwigał tyleż heroicznie, co niezasłużenie, zatapia w końcu Człowieka, który jak nikt inny potrafił nas – i potrafił przez lata! – zachęcić do dzielenia się w tym chorym świecie, gdzie coraz więcej obojętności, egoizmu, nienawiści w końcu. Który zalał nasze szpitale powodzią czerwonych serduszek, maskując szarą rzeczywistość i łatający systemowe dziury. Nie dla siebie przecież, a dla nas.

 

Jest strach

Strach, zimny strach, bo wystarczą sekundy nieuwagi, gest szaleńca, żeby coś skończyło się nieodwołalnie. Żeby zgasł uśmiech, zamilkł głos, śmiech nie rozbrzmiał nigdy więcej. Żeby zniknął człowiek. Żeby jego bliskim zawaliło się życie.

Strach, obezwładniający strach, bo ta nienawiść, która tak rozszalała się w naszym społeczeństwie, która tak dzieli, tak niszczy, zdaje się czasem nie do powstrzymania. Bo kryje się ludziach wydawałoby się całkiem zwyczajnych. Znajomych, którzy na profilowym mają zdjęcie z dziećmi na kolanach, a potrafią życzyć drugiemu człowiekowi, żeby zdychał w mękach. Kolegach, którzy uśmiechają się zza biurka obok, a z okazji świąt życzą wszystkim „dnia sznura”. Że można nienawidzić kogoś tak bardzo za to tylko, że inaczej myśli, inaczej czuje, inaczej wygląda. Że innym jest człowiekiem.

Strach, coraz większy strach, że jeśli nie potrafi nas zjednoczyć nawet WOŚP, nawet ta najbardziej pozytywna, najbardziej radosna, najbardziej dobroczynna akcja na świecie, to już nic nie może nam pomóc. Że nawet takie wydarzenie, taki moment, kiedy jak nigdy możemy razem czynić dobro, wykorzystuje do swych celów czyste zło. I wybucha z całą mocą. I siłą swojego rażenia zatacza coraz szersze kręgi.

Strach, szarpiący za trzewia strach, że bez swojego Kapitana u steru ten okręt, któremu polskie szpitale zawdzięczają sprzęt wart tysiące ludzkich żyć, straci rozpęd i osiądzie na mieliźnie. Że za kilka lat czerwone serduszka – tak przecież potrzebne, tak powszechne – znikną ze szpitalnych sal. Że ktoś pierwszy i ktoś kolejny, a potem kolejny usłyszy „niestety, nie mamy inkubatora dla Waszego dziecka” i świat rozsypie mu się w drobny mak.

 

Nadzieja?

Chciałoby się wierzyć, że może taka tragedia wstrząśnie nami w końcu. Obudzi nas z tego amoku, zmusi do refleksji. Położy kres nienawiści, która pogrąża, pogrąży w końcu nas wszystkich.

Chciałoby się mieć nadzieję, że z tego zła, z tego ludzkiego dramatu, wykiełkuje ziarenko zmiany na lepsze.

Chciałoby się poczuć, że jeszcze może solidarność i człowieczeństwo po prostu przeważyć nad pieniactwem, awanturnictwem, wrogością do całego świata, który ma czelność być inny od jedynie naszej normy.

Chciałoby się, ale trudno, tak trudno myśleć pozytywnie, kiedy nawet w takiej chwili, gdy ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości wypadałoby ugryźć się w język, wylewa się wokół szambo, którego rozmiary są porażające. Którego nie da się pojąć rozumem.

 

Mówią, że nadzieja umiera ostatnia. Trudno uciec od myśli, że w tej chwili podtrzymuje ją przy życiu już tylko ten sprzęt zakupiony przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

 

 

Panie Prezydencie, niech Panu TAM będzie lepiej!

Paweł Adamowicz, 1965-2019

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

6 Responses

  1. Chcę wierzyć, że jeszcze będzie normalnie…

  2. RoMaO
    | Odpowiedz

    Wielka tragedia, serce boli! Kiedy pomyślę, że miał dwie córki, żonę, przyjaciół i teraz, nagle już Go nie ma…

    Ale spokojnie, jeszcze tydzień, może dwa i znów życie wróci do “normy”. Są na tym świecie ludzie dobrzy i ludzie odrażający, bez kręgosłupa moralnego. Zawsze tak było i będzie, jak uczy historia. Ale zauważyłem, że teraz Ci idioci mają coraz więcej do powiedzenia, ba! do wykrzyczenia, oni są zdecydowanie głośniejsi i przez to świat wariuje. I najgorsze – umożliwia im się to niejednokrotnie bez przeszkód. Poczytajcie sobie komentarze pod wiadomościami Interii.pl – czy to ktoś kontroluje? Tyle nienawiści i dewiacji, zezwierzęcenia, karmienie się głupotą – nikt nie pamięta, że to co zasieje, to potem musi to zebrać…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      W pełni się zgadzam. Ludzie źli i nienawistni byli zawsze, tylko dziś to czasem oni grają pierwsze skrzypce. Mam wrażenie, że gdyby 10 czy 20 lat temu, ktoś w obliczu takiej tragedii napisał komentarz ‘super! Teraz zorganizujmy zbiórkę pieniędzy na adwokata dla nożownika’ (autentyczny cytat) , to zostałby uznany za idiotę i zrownany z ziemią. Dziś zbiera lajki 🙁

  3. RoMaO
    | Odpowiedz

    Dopóki ludzie będą uważać, że internet jest anonimowy, dopóty będą z nich wychodzić najgorsze cechy. To tak jak w pewnym filmie, kiedy doktor wynalazł lek na niewidzialność i postanowił wypróbować go na sobie. I wtedy rozpoczął inne życie, bez odpowiedzialności za gwałty i inne przestępstwa. Nigdy nie może być anonimowości!

  4. Kasia
    | Odpowiedz

    Przechodziłam koło niego tamtego dnia . Rozmawiał z ludźmi , zwykłymi z ulicy , szczęśliwy , uśmiechnięty. Nie da się tego opisać. Pracowałam z nim nie raz . Przychodził dziękował za pracę. Jestem z Gdańska i ból jest ogromny jak w każdym z nas. 🙁

Skomentuj