To nic takiego…

with Brak komentarzy

to nic takiego

To nic takiego, powiedział jej tata, kiedy w trzeciej klasie poskarżyła się, że kolega bez przerwy ciąga ją za warkocze. On cię po prostu lubi, tylko nie wie, jak to pokazać. Chłopcy już tak mają, trzeba się z tym pogodzić. I nie ma co skarżyć.

Więc się z tym pogodziła i nie skarżyła. Starała się trzymać za to poza zasięgiem jego rąk. Albo czesała włosy w taki sposób, żeby nie prowokowały go żadne wiszące kosmyki.

 

To nic takiego, powiedziała nauczycielka, kiedy w szóstej klasie razem z innymi dziewczynkami poskarżyły się, że koledzy wymyśli niefajną zabawę. Na przerwie podbiegają do losowo wybranej koleżanki i zsuwają jej spodnie aż do kostek, żeby potem rzucić się do ucieczki. Z chłopcami tak to już jest, musicie trochę poczekać, aż dorosną.

Więc czekały wszystkie, niecierpliwie zresztą. Ona też. I przez trzy miesiące chodziła do szkoły w dresowych spodniach. Jedynych, które dało się w pasie zawiązać na sznurek.

 

To nic takiego, powiedział wychowawca, kiedy w liceum pokazała mu przechwyconą przez koleżankę kartkę, na której chłopcy zrobili sobie szkolny ranking piękności. Dziewczyny oceniano w nim w skali od „totalny pasztet” do „zajebista świnia”. Musicie zrozumieć, że chłopcy dojrzewają później niż wy. I dłużej im w głowie takie wygłupy i żarty. Nie przejmujcie się za bardzo.

Więc zrozumiały. Te, które w rankingu były wysoko, zrobiły sobie nawet pamiątkową fotkę wymiętej kartki. Te, które w rankingu były nisko, próbowały się nie przejmować.

 

A potem było jeszcze gorzej…

To nic takiego, powiedziała babcia, kiedy na imieninach cioci Zosi, przy suto zastawionym stole i w towarzystwie całej rodziny, wujek Zdzicho wypalił do niej – wtedy może czternastoletniej – że pewnie nie może się opędzić od chłopaków, bo już jej cycki urosły. Z tymi chłopami to już zawsze takie utrapienie. Ale przecież wujek niż złego na myśli nie miał, miły chciał być.

Więc, zaczerwieniona po czubki uszu, wystękała coś pod nosem i wygięła usta w wymuszonym uśmiechu. A potem schowała się w kuchni, obiecując sobie, że na następną rodzinną imprezę założy golf.

 

To nic takiego, powiedział szef, kiedy poszła do jego gabinetu poskarżyć się, że kolega ciągle rzuca w jej stronę sprośne żarty. Że ciągle wysłuchuje jego rechotów o „SEKSretarkach”, „pozycjach, które muszą się zgadzać” i „złotych ustach, którymi dla tej firmy niejedno załatwiła”. Niech się tak pani nie przejmuje, pani Basiu. Faceci to tak sobie muszą pogadać. Nie ma o co robić awantury. Proszę to potraktować jako komplement.

Więc przestała robić awanturę. Na dwuznaczne teksty reagowała nerwowym uśmiechem. Albo żarcikiem, który miał pokazać, że jest równą babką, która umie odbić piłeczkę. Kiedy rozzuchwalony kolega klepnął ja w pupę, uznała, że… powinna chyba zacząć nosić dłuższe spódnice.

 

I w końcu najgorzej…

To nic takiego, powiedziała sama do siebie, kiedy pół roku po porodzie mąż powiedział jej, że powinna się za siebie wziąć, bo wygląda jak gruba świnia. Pomyślała, że może nie ubrał tego w ładne słowa, ale przecież ją kocha i pewnie chodzi mu tylko o jej zdrowie. Kiedy kilka miesięcy później powiedział jej, że jest głupią szmatą, która nie nadaje się do niczego innego niż siedzenie w domu z dzieciakami, nawet nie zaprotestowała. Pomyślała tylko, że rzeczywiście się zaniedbała intelektualnie na tym macierzyńskim i że może warto by wieczorami czegoś się pouczyć, zamiast marnować czas na telewizję.

A kiedy pewnego dnia wpadł w szał i dał jej w twarz, bo za późno wróciła ze spotkania z koleżanką i w dodatku wypiła kilka kieliszków wina, uznała, że chyba rzeczywiście przesadziła. Że przecież on się o nią na pewno martwił.

I że nie zasługuje na nikogo lepszego.

 

Słyszymy TO ciągle!

„To nic takiego” – słyszymy my, dziewczynki, od wczesnego dzieciństwa. Kiedy skarżymy się na szarpanie za warkocze, upokarzające zabawy i niestosowne żarty.

Mówią nam, że chłopcy już tacy są. Że późno dorastają. Że trzeba im wybaczyć, zrozumieć, dać czas.

Że to MY nie powinnyśmy zwracać na to uwagi.

„To nic takiego” – słyszymy my, dziewczyny, kiedy wchodzimy w okres nastoletni, a nasi koledzy wylewają na nas owoce swojej hormonalnej burzy. Kiedy dzielą nas na świnie i pasztety. Kiedy strzelają gumką od stanika na szkolnym korytarzu. Kiedy z rechotem rzucają po klasie tamponem, który wysunął się z kieszeni naszego plecaka.

Mówią nam, że dojrzewają wolniej od nas, że z tego wyrosną. Że to takie końskie zaloty. Że im przejdzie.

Że to MY mamy być cierpliwe i się nie przejmować.

„To nic takiego” – słyszymy my, kobiety, kiedy wkraczamy w dorosłość i staramy się zbudować szczęśliwe życie rodzinne i zawodowe. Kiedy szef sugeruje nam, że na spotkaniu z kontrahentami oczekiwałby krótszej spódniczki. Kiedy wstawiony sąsiad klepie nas w tyłek na osiedlowym festynie. Kiedy kolega z pracy sugeruje, że awans dostałyśmy za „szczególne nadgodziny”. Kiedy w końcu mąż siłą wymusza wypełnienie „małżeńskich obowiązków”.

Mówią nam, że faceci już tacy są. Że muszą sobie pogadać. Że testosteron uderza im do głowy. Że mają swoje potrzeby.

Że to MY mamy się nie awanturować, nie szukać dziury w całym i po prostu wrzucić na luz.

 

A potem…

A potem idziemy w świat z głowami pełnymi tych dyrdymałów. Uśmiechamy się, kiedy mamy ochotę ryczeć z wściekłości. Wciągamy na usta obojętny grymas, kiedy ktoś rani nas do żywego. Odpowiadamy lekkim żarcikiem, kiedy mamy ochotę dać w twarz za niedwuznaczne awanse.

Akceptujemy zlecenia, których nie chcemy. Godzimy się wbrew sobie, żeby nie sprawiać kłopotów. Nie zgłaszamy niewłaściwych zachowań, żeby nie być posądzone o donosicielstwo i przewrażliwienie.

Mamy problem ze stawianiem i bronieniem granic, z asertywnością, z obiektywną samooceną. Z poczuciem własnej wartości, którego fundamenty podkopywane są systemowo niemal przez bliższe i dalsze otoczenie. Często niecelowo, niefrasobliwie, nieświadomie. Częściej jeszcze – skutecznie.

 

To nic takiego?!?

„To nic takiego” – mówią NAM wtedy, kiedy powinni podejść do tych chłopców i to IM powiedzieć, że każdy człowiek, nawet mała dziewczynka, ma prawo bronić swoich granic. Ma prawo nie chcieć być dotykana i nie chcieć się bawić. Ma prawo powiedzieć „nie”.

„To nic takiego” – mówią NAM wtedy, kiedy powinni podejść do tych nastolatków i to z NIMI przeprowadzić rozmowę o tym, jak naprawdę należy traktować koleżanki. Powiedzieć im wprost, że „świnia”, „dupa”, „loszka” to słowa, które nie wyrażają podziwu, tylko upokarzają. Nauczyć, że liczy się coś więcej niż tylko wygląd. Pokazać, jak inicjować i budować relację bez chamskich wygłupów i żenujących zagrywek. Przypomnieć, jak ważny jest szacunek dla drugiego człowieka.

„To nic takiego” – mówią NAM wtedy, kiedy powinni podejść do tych mężczyzn i to IM powiedzieć „stop”. Przypomnieć definicję seksizmu i chamstwa. Wygarnąć prosto w oczy, że żarty o szparkach sekretarkach i graniu na fleciku przez panią od muzyki nie są śmieszne. I że klepnięcie kogoś w tyłek  nie jest komplementem!!! Wyjaśnić w końcu raz na zawsze, że „nie” znaczy „nie”.

I zapytać, czy chcieliby, żeby ktoś mówił o ich matce tak, jak oni mówią o innych kobietach.

 

 

To nie kobiety trzeba uczyć, jak znosić niewłaściwe zachowanie mężczyzn.

To mężczyzn trzeba uczyć, jak należy zachowywać się właściwie w stosunku do kobiet.

 

Może Ci się też spodobać:

Za zamkniętymi drzwiami dzieje się więcej niż myślisz

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj