To po co Ci ten ślub?!?

with 11 komentarzy

Czasy się zmieniają i to, co kiedyś wydawało się naturalną koleją rzeczy, dzisiaj wcale nie bywa takie oczywiste. Dotyczy to oczywiście także małżeństwa. Dlatego nie zdziwcie się, jeśli w momencie obwieszczania światu dobrej nowiny o zaręczynach, usłyszycie nie tylko gratulacje, ale i pełne niedowierzania pytanie „To po co Ci ten ślub?!?”. Ano po to…

 

Ach, co to był za ślub!

Kojarzycie serial „Przyjaciele”? Kiedy jedna z jego bohaterek, Monika, zaręcza się, na stole ląduje opasłe tomiszcze, w którym od dzieciństwa planowała własny ślub. Ksiądz, lokal, suknia, muzyka, nawet dekoracje na stołach – wszystko ma zebrane, poukładane, przemyślane… I wiecie co? Ja się jej nie dziwię! Bo chociaż sama takiej szajby organizacyjnej nie miałam i takiej wagi do szczegółów nie przywiązuję, to rozumiem dobrze, że TEN dzień ma – a raczej może mieć – jedyną, wyjątkową i niepowtarzalną atmosferę.

Jeśli podejść do niego po swojemu, dzień ślubu, ten pierwszy krok na małżeńskiej ścieżce, stać się może źródłem nieustannych wzruszeń. Skarbnicą wspomnień, migawek, które gdzieś na zawsze zapisują się w pamięci. Na długie lata. Może i na zawsze. I dają siłę w trudnych chwilach. Ocierane ukradkiem łzy taty prowadzącego Cię do ołtarza. Oczy narzeczonego rozbłyskujące zaskoczeniem i radością na widok Ciebie w tej jedynej, wymarzonej sukni. „Biorę sobie Ciebie za żonę” wymówione głosem mocnym i stanowczym, albo – przeciwnie – drżącym ze wzruszenia. Ryż sypiący się na Wasze głowy. Pierwszy wspólny taniec. Pierwszy poranek z obrączką na palcu. Pierwszy podpis z nowym nazwiskiem. Takie perły można mnożyć, można nawlekać na nitkę wspomnień w nieskończoność.

Kiedy słyszę, że argumentem na „nie” przeciw małżeństwu jest ślubne zadęcie, wesele z pijanym wujkiem Staszkiem i tabuny gości zaproszonych, bo „co ludzie powiedzą”, to ręce mi opadają. Od nas i tylko od nas zależy, jak będzie wyglądał dzień naszego ślubu. My i tylko my możemy uczynić go jedynym i niezapomnianym. Wystarczy wsłuchać się w siebie i w swojego partnera. Zadać sobie pytanie, czego chcemy. Wielkiej imprezy dla całej rodziny? Cichej uroczystości w gronie najbliższych? A może ucieczki na drugi koniec świata i szaleństwa w Las Vegas? I nie – nie ma tak, że któraś z opcji jest lepsza, a któraś gorsza.

Małżeństwo jest nasze i warto zacząć je po swojemu.

 

Nie potrzebujesz papierka?

Przeciwnicy małżeństwa przekonują, że papier im do szczęścia niepotrzebny, a ich uczucie nie wymaga potwierdzenia w urzędzie. I mają rację, bo żaden papier nie zagwarantuje, że miłość przetrwa burze i problemy dnia codziennego. Ale wiecie co? Ten papier jest jednak przydatny!

Podoba nam się to, czy nie, z aktem małżeństwa w ręce możemy załatwić formalności, które w innych przypadkach są znacznie bardziej skomplikowane. Zyskać przywileje, które są niedostępne dla osób żyjących w związkach nieformalnych. Dostęp do informacji medycznych, wspólne rozliczanie podatku, kwestie dziedziczenia, czy nawet głupie odebranie poleconego na poczcie to tylko pierwsze z brzegu przykłady.

I chociaż niektórzy oburzą się, że nie jest w porządku, żeby tego rodzaju ułatwienia przysługiwały tylko po ślubie, to fakt jest taki, że przynależność do pewnego społeczeństwa oznacza przestrzeganie jego zasad. Żeby jeździć autem, muszę mieć prawo jazdy. Żeby wykonywać niektóre zawody, muszę mieć dyplom. Żeby móc załatwić niektóre sprawy urzędowe, muszę mieć akt małżeństwa. Więc mam.

Małżeństwo jest nasze więc z tego korzystamy!

 

Niech się dowiedzą!

Mawiają, że jeśli ludziom dobrze ze sobą, to nie potrzebują ślubu i papieru, żeby się tym cieszyć. I pewnie to prawda, bo co ma jakiś papier do czyjegoś szczęścia. Tylko że nie o sam papier tu chodzi a o fakt, o publiczną manifestację, o deklarację uczucia. Kiedy oznajmiasz wszystkim wokół – znalazłem swoją drugą połowę, już nie szukam, już nie jestem do wzięcia. Kiedy oznajmiasz sobie samemu – mam to, czego pragnąłem, nie muszę już gonić zajączka, to jest właśnie TO. Kiedy oznajmiasz tej drugiej osobie – jesteś wyjątkowa, jesteś spełnieniem moich marzeń, chcę być z Tobą teraz i na zawsze.

I tak, jasne, można to wszystko powiedzieć w zaciszu własnego domu. Można, a nawet trzeba, mówić to sobie codziennie, szeptać do ucha, powtarzać od święta i bez okazji. Ale publiczna deklaracja jest swego rodzaju symbolem i zaproszeniem całego świata do wspólnego celebrowania uczucia. Tej miłości, która tak jest potężna, tak niepohamowana, że chce się ją wykrzyczeć całemu światu!

Małżeństwo jest nasze i cieszcie się z nami naszym szczęściem!

 

Łaska

W czasach, kiedy tak wiele osób traktuje ślub kościelny jako li tylko okazję do ładnej uroczystości w podniosłym klimacie, warto przypomnieć jeden jeszcze, jakże ważny aspekt ślubu. Bo choć wielu o tym nie pamięta, małżeństwo to przede wszystkim sakrament, a fakt, że wypowiadamy słowa małżeńskiej przysięgi przed ołtarzem to nie tylko tradycja i ładne tło do zdjęć.

Sakrament małżeństwa to przede wszystkim błogosławieństwo. To źródło dodatkowej energii na codzienne trudy małżeńskiego pożycia. To zastrzyk cierpliwości, kiedy przychodzą kłopoty, nieporozumienia, niesnaski. To ukłucie sumienia, kiedy gdzieś za zakrętem pojawia się ubrana w atrakcyjne kształty pokusa zdrady. To wreszcie łaska, która pozwala Ci – mimo i na przekór upływowi lat – widzieć w małżonku zawsze tego samego człowieka, któremu kiedyś tam przysięgałeś miłość i wierność do grobowej deski. W zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, w śmiechu i we łzach.

Bo małżeństwo jest nasze, ale warto je oprzeć na innym niż ludzki fundamencie.

 

Wpis powstał w ramach obchodów Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa i blogowej akcji Tydzień Małżeństwa w internecie. Kampania toczy się od 7 do 14 lutego w 22 krajach i na 4 kontynentach, a jej celem jest propagowanie idei trwałej, bliskiej i satysfakcjonującej relacji małżeńskiej we współczesnym świecie. Dzisiejszemu dniu patronuje temat przewodni – Małżeństwo jest nasze (#małżeństwojestnasze).

Mocem – dziękuję za zaproszenie do akcji!

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

11 Responses

  1. Aga
    | Odpowiedz

    Ilu ludzie, tyle poglądów na małżeństwo i ślub. Chociaż przez wiele lat trochę przerażała mnie wizja hucznego wesela, to jednak coś jest w tym szalonym ferworze przygotowań, zaproszeń, wyboru sukni, menu i orkiestry. Może sama się w końcu zdecyduję? 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      A właśnie szkopuł w tym, że to wesele wcale niepotrzebne, jeśli ktoś go nie chce. Można inaczej, można po swojemu 🙂

  2. też kiedyś twierdziłam, że papierek nie jest mi do szczęścia potrzebny, ale z biegiem czasu twierdzę, że decyzja o zawarciu małżeństwa była najlepszą decyzją w moim życiu. jednak ze złożonej przysięgi trudniej się wycofać, a poza tym mimo wielu wad i irytujących sytuacji, wiem, że z moim mężem chcę się zestarzeć!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Coś jest w tym “trudniej się wycofać”. Taka formalna deklaracja jakoś bardziej mobilizuje do walki o związek w trudnościach

  3. Ewelina
    | Odpowiedz

    Wspaniały wpis. Decyzja o zawarciu związku małżeńskiego jest trudna i do tego to sprawa indywidualna dla każdego człowieka. Ślub zmienia wszystko choć niektórzy mówią że nie zmienia nic bo to formalność

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Może jeśli ktoś traktuje go tylko jako formalność, to rzeczywiście niewiele zmienia. Od nas zależy, jaką rangę nadajemy różnym wydarzeniom. Po prostu 🙂

  4. Czarna Skrzynka
    | Odpowiedz

    Każdy wie, co dla niego najlepsze! I każdy się dziwi, że ten drugi… też wie! 😉 Ze ślubem to jest jak z elektoratem jakiejś partii… przekonanych nie trzeba przekonywać, a nieprzekonanych nie warto! 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Masz rację 🙂 Toteż nie staram się w sumie nikogo przekonać. Raczej dzielę się tym, jakie bonusy małżeństwo przyniosło mi. Lubię dzielić się szczęściem 🙂

  5. Wspaniały post i naprawdę z wielką radością go przeczytałam. Mam podobne odczucia. Jesteśmy małżeństwem od 7 lat i do dziś pamiętam ten nasz dzień. Jak to pięknie ujęłaś to są te nasze migawki i wspomnienia. Nawet teraz w Dniu św Walentego lubię odświeżyć sobie zdjęcia. Poczuć raz jeszcze tą atmosferę i podnioslosc chwili w kościele, wspaniała akcja i dobrze,że o tym się pisze.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mam takie przekonanie, że to zawsze będą jedne z najpiękniejszych wspomnień w moim życiu 🙂

  6. Kiedy miałam 20 lat też znajdowałam się w gronie osób, które uważały, że ślub nie jest potrzebny do szczęścia. I w sumie nadal tak twierdzę, bo do szczęścia nie jest – ale tak jak piszesz wiele ułatwia w kwestiach formalnych. Dlatego z czasem zmieniłam zdanie i stanęłam przed ołtarzem.

Skomentuj