Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko…

with Brak komentarzy

twoje dzieckoDzieci robią wkurzające rzeczy,  Twoje dziecko pewnie też. Dam głowę, że w momencie, gdy czytasz to zdanie, masz przed oczami dziesiątki scen, w których miałaś ochotę wyjść z siebie i nigdy nie wrócić. Ta świeżo malowana ściana zabazgrana szminką za dwie stówki. Ta przegrana bitwa o to, że niewygodnie jest spać w sukience Kopciuszka czy rycerskiej zbroi. Ten pilot od telewizora, który przez trzy miesiące musiał chodzić z wami na spacery. Jak nie oszaleć? My, rodzice, chyba wszyscy czasem zadajemy sobie to pytanie. A gdyby tak zmienić perspektywę?

 

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko upiera się, żeby włożyć spodnie w różową kratkę do sweterka w zielone kropki, możesz zaczynać modową debatę i negocjacje. I walczyć jednocześnie z ochotą na wydłubanie sobie oka widelcem.

Albo powtarzać sobie w głowie, że kiedyś może będzie projektantem mody. I że będzie potrafiło nie ulec, kiedy ktoś będzie próbował mu wmówić, że trzydziestolatce nie wypada nosić krótkiej spódniczki. Albo że dekolt to jawna prowokacja dla gwałcicieli a prawdziwy mężczyzna nigdy nie założy różu.

 

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko odpowiada „nie” na Twoją prośbę, możesz gotować się w środku i mielić w głowie ciężkie myśli.  Że niegrzeczne, nieposłuszne, rozpuszczone. Że co z niego wyrośnie.

Ale przypomnieć sobie, że każda prośba dopuszcza odmowę (albo nie jest prośbą lecz rozkazem…). I pomyśleć, że może kiedyś będzie tak samo potrafiło odmówić natrętnemu telemarketerowi, koledze z niebezpiecznymi pomysłami albo chłopakowi domagającemu się „dowodu miłości”.

 

Twoje dziecko – codzienne wyzwanie

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko mówi Ci, że zupa brokułowa jest paskudna (choć wczoraj ją uwielbiało) i że najadło się dwoma gryzami domowej pizzy, którą zażyczyło sobie na obiad, możesz wchodzić na wojenną ścieżkę kulinarną. Powstrzymując się od wywalenia talerza przez okno, zacząć wykład o znaczeniu zdrowego żywienia, witaminach i dzieciach w Afryce, które marzą o takim kotlecie.

Ale możesz też powiedzieć sobie, że kiedyś będzie potrafiło racjonalnie podchodzić do swojego żywienia. Że nie będzie jadło na siłę, „bo babci będzie przykro”. Ani wpychało w siebie ponad miarę, bo przecież talerz jeszcze nie pusty. Że będzie potrafiło odczytać sygnały od swojego organizmu. I po prostu zaspokajać głód, zamiast zajadać problemy.

 

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko, zawołane na obiad, na spacer, do kąpieli, informuje Cię, że musi najpierw coś dokończyć, możesz zacząć je poganiać i pośpieszać. Powiedzieć głośno, albo pomyśleć chociaż, że przecież to tylko zabawa, tylko puzzle, tylko rysunek, podczas gdy ja tu mówię o prawdziwym życiu. O ważnych sprawach.
Albo uświadomić sobie, że ważność spraw to pojęcie bardzo względne. A to, co istotne dla dorosłych, w dziecięcym świecie często zajmuje miejsce na samym dole hierarchii. I – chociaż tak trudno poskromić niecierpliwość – powtarzać sobie z nadzieją, że kiedyś będzie potrafiło bronić swoich granic i wyznaczać priorytety. Zatroszczyć się o siebie, zamiast ciągle tylko zaspokajać życzenia innych.

 

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko wpada w histerię, możesz patrzeć z przerażeniem i zastanawiać się, gdzie popełniłaś błąd. Albo zerkać przez ramię na ten tłumek, który wszystko to obserwuje,. Z rumieńcem przyjmując łatkę nieporadnej matki, którą na pewno Ci już przypięli.

Albo możesz też zapomnieć o tych wszystkich ludziach dookoła i skupić się na wsparciu dla niego Przypomnieć sobie, że takie zachowanie to norma na pewnych etapach rozwoju. A mózg małego dziecka działa z taką intensywnością, jaką trudno jest sobie nawet wyobrazić.  I powtarzać sobie do znudzenia, że te wszystkie szczeble rozwojowej drabinki są potrzebne, żeby kiedyś było zdrowym, dojrzałym człowiekiem.

 

Twoje dziecko – jeszcze więcej wyzwań…

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko płacze „bez powodu” – bo lalka straciła rękę, bo wieża z klocków upadła, bo kubek nie taki – możesz walnąć mu kazanie, że nie ma powodu się mazać. Kazać się uspokoić albo pokazać ptaszka za oknem, żeby odwrócić jego uwagę.

Ale możesz też zaakceptować jego smutek, przytulić, zrozumieć. Porozmawiać. Być przy nim po prostu. Nauczyć, że nie ma złych emocji i że płaczu nie trzeba się wstydzić. I absurd wylewania łez nad pokrojonym niewłaściwie ogórkiem, leczyć powtarzaniem sobie, że kiedyś, kiedy problemy go przytłoczą, nie będzie może ich dusić ich w sobie, topić w alkoholu, rozładowywać samookaleczaniem. Ale będzie potrafić o nich rozmawiać, rozumieć swoje emocje, poszukać pomocy, gdy trzeba. Także u Ciebie.

 

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko powie młodszej siostrze, że jest głupia, albo pobije się o piłkę z kolegą z podwórka, możesz zrobić mu awanturę, postawić do kąta, obciąć kieszonkowe. Pogrozić, że jak zrobi tak jeszcze raz, to Cię popamięta. Wkroczyć jako sędzia sprawiedliwy i porozstawiać wszystkich po kątach. A w duchu zamartwiać się, że wychowujesz łobuza i planować radykalną zmianę metod.

Możesz też pozwolić dzieciom spróbować samym dojść do porozumienia. Albo wspólnie z nimi zastanowić się, skąd się bierze takie zachowanie i co się za nim kryje. Nazwać emocje i poszukać sposobu na inne ich rozładowanie. I przypomnieć sobie, że także w ten sposób uczymy się funkcjonowania w grupie, w społeczeństwie. Że to taki trening, dzięki któremu kiedyś, w dorosłym już życiu, będzie potrafiło dogadać się z innymi, negocjować, bronić swojego zdania.

 

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko zatrzymuje się na spacerze przy każdym kamyku, patyku, płotku i kupie na chodniku, możesz się wkurzać, poganiać je, odciągać. A kiedy rysujecie razem, przekonywać je, że żabę trzeba pokolorować na zielono a nie niebiesko. I że bluzki nie można założyć na nogi jak spodni, na hulajnodze jeździ się zawsze na stojąco, a po zjeżdżalni tylko zjeżdża.

Albo może poodkrywać świat razem z nim. Odetchnąć głęboko świeżym powietrzem, wrzucić na luz, wypchnąć z głowy wyobrażenie, że spacer musi prowadzić z punktu A do punktu B, zamiast tak się ślimaczyć. Pozwolić na eksperymenty albo poeksperymentować razem. Pomyśleć, że ten umorusany w błocie, wiszący na płocie, grzebiący w mące brzdąc może kiedyś być astronautą, wynalazcą, szefem kuchni, artystą.

 

Twoje dziecko. Nie tylko tu i teraz.

Za każdym razem, kiedy Twoje dziecko robi coś, co przeszkadza, irytuje, utrudnia życie, możesz się wkurzać, zamartwiać, wkraczać na wojenną ścieżkę. Próbować wtłoczyć go w ramki, jakie my – dorośli – dla niego wymyśliliśmy.

Albo pochylić się nad nim, otworzyć na nie, postarać się je zrozumieć. Za „trudnymi” zachowaniami dostrzec potrzebę, która je powoduje, i cele, jakie mają realizować. Dać przestrzeń do rozwoju i akceptującą obecność, gdy potrzebne wsparcie.

I nie, to wcale nie o to chodzi, żeby pozwolić dziecku na wszystko. A tylko o to, żeby swoją perspektywę rozszerzyć poza tu i teraz. Bo dziecięce tu i teraz to przecież zawsze i ciągle kolejny krok ku przyszłości.

 

Może Cię też zainteresować:

Moje dziecko wymusza płaczem

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj