Tyle mamy szczęścia…

with Brak komentarzy

szczęście

Tyle mamy szczęścia…

że można wyjść z domu tak po prostu. W słońcu dnia. Nie przedzierając się przez ruiny, nie kuląc się na odgłos kroków, nie szukając kryjówki, kiedy na niebie cień samolotu.

że w nocy nie budzi nagle świst kul, odgłos wybuchów i przerażające krzyki. Spać można do rana w kokonie z ciepłej kołdry, leniwy poranek spędzić w łóżku, dzień zacząć nieśpiesznie i bezpiecznie.

że dziecko można posłać do szkoły, do plecaka zapakować książki i piórnik w kolorowe autka, w ręce włożyć śniadaniówkę, na głowę – czapkę z daszkiem z kreskówkowym ulubieńcem. Zamiast za dużego hełmu, który opada na niewinne jeszcze oczy, i karabinu, który trudno nawet udźwignąć.

że na stół jest co położyć, w kranie woda, światło włącza się jednym kliknięciem. Nie trzeba kryć się w ciemnościach, porcji wody wydzielać. Zasypiać, słuchając płaczu głodnych dzieci.

że pociąg wiezie nas tam, gdzie wskazuje kupiony w kasie bilet. Nie w nieznane, nie w bydlęcym wagonie, nie w tłumie ludzi przerażonych jak my sami na drodze do obcego świata. Może do śmierci.

że mówiąc rano “do widzenia” nie trzeba martwić się do nocy, czy ona wróci, czy jego jeszcze zobaczysz.

że mogą dzieci być dziećmi. Po boisku biegać bezpiecznie z kolegami, śmiać się do rozpuku, płakać i krzyczeć bez obaw, że wróg usłyszy. NIE WIEDZIEĆ, jak brzmi odgłos karabinu, jak wygląda śmiertelnie ranny człowiek, jak smakuje paniczny strach na widok obcego munduru.

 

Tyle mamy szczęścia, że… przestajemy je doceniać.

Nie zauważamy tych wszystkich małych rzeczy, które składają się na wygodne, bezpieczne, spokojne rzeczy. Które nam wydają się tak oczywiste, tak normalne. A o których nasi dziadkowie mogli czasem tylko pomarzyć.

Goniąc wciąż za tym, żeby mieć więcej, mieć lepiej, zapominamy się cieszyć tym, co najważniejsze. Że nasi bliżsi są bezpieczni, że nikt w środku  nocy nie wypędzi nas z domu, że wychodząc rano do pracy, wieczorem mamy do czego wracać. Że nie musimy stawać przed dylematami, których ciężar nie mieści nam się w głowie. Że nie musimy ginąć dla tej nikłej nadziei, że dzięki temu nasi bliscy będą mogli żyć. Będą mieli gdzie żyć.

 

Tyle mamy szczęścia, że nie musimy przeżywać tego, co wtedy oni.

Jak Maria Dąbrowska, sanitariuszka w czasie powstania:

“Miałam czternaście lat i w ciągu trzech dni stałam się dorosła, bo musiałam różne rzecz [przeżywać]. Przede wszystkim zrzucili bomby na wieś kościelną i przywozili rannych. Do nas przywieźli też takiego chłopaka. Mama mówi: „Pójdziesz na górę i będziesz siedziała [przy nim]. On pewnie w nocy umrze, więc tylko zwilżaj mu usta i siedź przy nim”. Następnego dnia on umarł.”

Jak dziesięcioletni Wiktor Abrahamer Grom, łącznik Szarych Szeregów

“Tam nas zastało drugie bombardowanie, to był 1 września popołudniu. To bombardowanie było dla mnie jako dziecka okrutne, bo przeżyliśmy to bombardowanie leżąc w rowach i po prostu bomby spadały wokoło nas.”

Jak siedemnastoletnia łączniczka Stefania Maria Bajer

“Pamiętam rozstrzeliwania. Mieszkaliśmy przy ulicy Różanej na Mokotowie. Aleja Niepodległości to były wtedy poszczególne bloki. Bardzo mało tam wtedy było domów i pola. Tam jednego dnia było rozstrzeliwanie. To było niedaleko nas i strasznie to przeżywaliśmy. Na łapanki trzeba było uważać, bo zdarzały się w tramwajach. Jak się jechało do szkoły, zawsze trzeba było jeździć z kenkartą i ze szkolną legitymacją, żeby w razie łapanki mieć dowód przy sobie. Jeszcze jak po wojnie wróciłam, to stale nosiłam dowód przy sobie, bo mi się wydawało, że nie mogę wyjść na ulicę bez dowodu.”

 

Jak setki, tysiące, dziesiątki tysięcy innych, często już na zawsze anonimowych bohaterów, którym los odebrał szansę na szczęście, na miłość, na spokojne życie.

Jest 1 sierpnia. Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W takim dniu jak dziś może szczególnie warto pamiętać właśnie o nich.

 

I jeszcze o tym, jakie to szczęście, ogromne szczęście, NIE ZAZNAĆ wojny.

 

PS. Przytoczone cytaty pochodzą z Archiwum Historii Mówionej, które znajdziecie na stronie www.1944.pl

 

Może Ci się też spodobać:

Bohaterki dnia codziennego

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj