W ciąży masz prawo TAK się czuć!

with Brak komentarzy

ciąża to nie chorobaMam już tego dość. Ciąża to nie choroba, a ja rzygam, puchnę, kręci mi się w głowie i na samą myśl, że przede mną jeszcze pięć miesięcy, mam ochotę odgryźć sobie głowę. „Ja się w ciąży z sobą tak nie cackałam”, „co to za pomysł, żeby od razu na L4 iść” – słyszę dookoła od tych wszystkich mamusiek, co to promieniały wewnętrznym blaskiem od pierwszego do ostatniego miesiąca. Od mojej matki zresztą też. Czy ja naprawdę nie mam prawa źle się czuć w ciąży?

 

Mam już tego dość. To dopiero piąty miesiąc, a ja od wszystkich wokół słyszę bez przerwy tylko, że mam się oszczędzać. Na rowerze nie, biegać nie, na jogę nie. Najlepiej to powinnam leżeć i pachnieć. No i jeszcze czytać poradniki dla ciężarnych. A mnie energia rozpiera, czuję się świetnie, mogłabym góry przenosić, a nie mogę nawet głupich zakupów wziąć do ręki, bo od razu mi ktoś sapie nad uchem, że mam nie dźwigać. Czy ja naprawdę nie mam prawa dobrze się czuć w ciąży?

 

Tak się jakoś złożyło, że w krótkim odstępie czasu odezwały się do mnie dwie czytelniczki, które aktualnie są w ciąży i które przeżywają ją w krańcowo różny sposób. Łączy je jedno – w obu przypadkach otoczenie usilnie im wmawia, że powinny się czuć inaczej. Gorzej czy lepiej? A to już zależy od prywatnych poglądów, doświadczeń i widzimisię rozmówców. No bo przecież wiadomo, że…

 

Ciąża to nie choroba?

Z medycznej perspektywy ciąża to nie choroba. Ale spójrzcie na „przyjemności”, jakie mogą jej towarzyszyć. Mdłości teoretycznie poranne, które potrafią trwać i całą dobę, wymioty, zgaga, bolące stawy i mięśnie, bóle kręgosłupa, hemoroidy, rozstępy, spuchnięte stopy lub inne części ciała, zawroty głowy, senność, wahania nastrojów, niepokój… No jeśli to nie są objawy chorobowe, to ja nie wiem, co nimi jest. Obciążony dodatkowym pasażerem organizm matki zmuszony jest do dużego wysiłku i radzi sobie z nim… bardzo różnie.

Są kobiety, szczęściary, które ciążę przechodzą łatwo i przyjemnie. Spoglądamy z zazdrością, jak całe na biało spacerują z gracją motyla pomimo coraz bardziej zaokrąglonego brzuszka, podczas gdy my, spocone już po przejściu kilkunastu kroków kaczym chodem, dźwigamy ogromny bebzon i powstrzymujemy pawia na myśl o łyku choćby nawet wody. Myślimy sobie – co ze mną nie tak? Dlaczego się boję zamiast cieszyć? Gdzie ten wewnętrzny blask, którym miałam promienieć? Czyżby pożarł go ten mały kosmita, który próbuje wyłamać mi wszystkie żebra?

 

Ciąża to koszmar?

Mówimy o tym coraz częściej i coraz bardziej otwarcie. Że ciąża to nie spacerek, że te dziewięć miesięcy to wielki wysiłek dla organizmu. Że te wszystkie dolegliwości, uciążliwości, badania i niepokoje, to coś, co potrafi doprowadzić na krawędź wytrzymałości nawet i najcierpliwszą z cierpliwych.

A jednak pomimo wszystkich tych minusów, ciąża to także okres… małych cudów. Momentów, które zapisujemy głęboko w sercu, jak najcenniejsze skarby. Pierwsze ruchy dziecka delikatne jak trzepotanie skrzydeł motyla. Niewyraźny obraz maluszka na monitorze w czasie badania USG. Bicie jego serca, którego odgłos ściska gardło wzruszeniem, wypełnia oczy łzami. Głos lekarza mówiący: „to będzie chłopiec, to będzie dziewczynka”. I poszukiwanie tego najpiękniejszego imienia dla małego człowieka, który w Tobie rośnie. Albo kompletowanie ubranek tak małych, że aż trudno uwierzyć, że ktoś może się w nie zmieścić…

 

Ciąża to ograniczenie?

W pierwszej ciąży byłam głupia. Na rowerze nie jeździłam, bo mnie ktoś nastraszył, że na pewno upadnę i zrobię krzywdę dziecku. Do jeziora nie wchodziłam, bo mnie ten sam ktoś przekonał, że na pewno złapię jakąś infekcję i zaszkodzę maluszkowi. Lekcje salsy zawiesiłam, no bo przecież na pewno – znowu zawodził ktosiek – uderzy mnie partner w brzuch i będzie nieszczęście… I coraz bardziej byłam wkurzona i coraz bardziej sfrustrowana, że jak to tak nic nie można.

Teraz już wiem, że można… cóż… prawie wszystko. Jeśli tylko ciąża rozwija się zdrowo, wcale nie trzeba rezygnować z wielu form aktywności fizycznej. Jasne – może nie jest to najlepszy moment na skok na bungee czy kickboxing, ale rower, pływanie, bieganie, taniec czy fitness ciężarnym nie tylko nie szkodzą, ale i służą. Wystarczy tylko ilość i formę treningu dostosować do swojego stanu zdrowia, samopoczucia i zmieniającej się sylwetki. A aktywny tryb życie w ciągu tych dziewięciu miesięcy – jeśli tylko masz na niego siły – na pewno przysłuży Ci się przy porodzie bardziej niż leżenie i nicnierobienie.

 

Moja ciąża? Twoja ciąża!

Fascynujące ale i bardzo niepokojące jest to, jak bardzo próbujemy siebie i innych upychać w jakieś ramki i schematy. Ciężarnych dotyczy to tak samo, a może i bardziej, jeśli sądzić po tym, jak porównujemy swoje rosnące brzuszki, objawy, dolegliwości. Świadomość, że ktoś ma podobnie, daje nam chyba w tym trudnym okresie jakieś dodatkowe poczucie bezpieczeństwa. Poczucie, że nadal jestem w normie, że inni też tak mają. A co jeśli nie mają?

Ano nic.

Niepokojące objawy, jeśli jakieś dostrzegamy, konsultować warto nie z koleżankami wirtualnymi czy nie, ale z lekarzem prowadzącym. To on jedyny jest w stanie stwierdzić, czy mamy powody do zmartwienia, czy też nasza ciąża przebiega zgodnie z planem. Określić, jaka aktywność nam posłuży, a jaka raczej zaszkodzi. Lekarz. Nie koleżanki, nie sąsiadki, nie ciotki klotki, które miały inaczej. Bo każda ciąża jest inna i każda ciężarna jest inna, a narzucanie innym swojej optyki może być nie tylko przykre, ale czasami i niebezpieczne.

 

Ciąża to cud!

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Niesamowity i dziwnie magiczny jest ten proces, w którym od zbliżenia dwojga ludzi, od połączenia dwóch ledwie komórek przez kilkadziesiąt tygodni tworzy się, krok za krokiem, całkiem nowy człowiek. A my nosimy go w sobie, dbamy o niego, jak najlepiej potrafimy, wsłuchujemy się w jego ruchy, roztkliwiamy nad drżeniem dobiegającej z wewnątrz czkawki. Czekamy, całe jesteśmy czekaniem. Żeby się pojawił. Żeby już był. I – nierzadko – żeby TO się wreszcie skończyło.

Bo tak, ciąża to przede wszystkim cud, ale ten cud nie zawsze jest cudownie łatwy. Ten cud ma skutki uboczne, których siłę i ciężar znasz i czujesz tylko Ty. Nikt inny. Ani partner, ani koleżanka, ani teściowa, ani sąsiadka spod trójki, choćby nawet miała za sobą już dziesięć ciąż.

Bo każda ciąża jest inna. A Ty, moja droga ciężarówko, masz prawo czuć się w Twojej ciąży dokładnie tak, jak się czujesz!

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj