W moim rodzinnym domu…

with 2 komentarze

w moim rodzinnym domuW moim rodzinnym domu pachnie drożdżowym ciastem z jagodami i jajecznicą na boczku wyjadaną czasem jeszcze prosto z patelni. A w grudniu choinką i seromakowcem.

Pachnie też akceptacją dla każdego, tego małego i tego dużego. I zrozumieniem, że można mieć dzień lepszy i gorszy. Że zły humor to nie grzech a trudne emocje to nie powód do wstydu.

 

W moim rodzinnym domu słychać ożywione głosy. Rozemocjonowane opowieści przeplatają się z życzliwymi żarcikami, nostalgicznymi wspomnieniami sprzed lat i poważnymi dyskusjami czasem i do późna w nocy.

Słychać też czasem i głosy podniesione. Kiedy emocje zbyt duże, kiedy nerwy, kiedy ktoś komuś, choćby niechcący, na odcisk nadepnie. Ale słychać potem i przepraszam, i miałeś rację, i niepotrzebnie się uniosłem. I chociaż tego już nie słychać, to są i uściski, i przytulenie, i dobry gest. I buziak na dobranoc.

 

W…

W moim rodzinnym domu rozbrzmiewa śmiech. Zabawne historie, żarty powalające na łopatki, wspomnienia dziecięcych dokazywań, wymyślone na poczekaniu słowa, które opisują dynamiczne istniejącą rzeczywistość. Zbuchorzony, rozleciany, w trzebieniu. Dla kogoś innego nie znaczą nic, dla nas nie wymagają nic do dodania.

Rozbrzmiewa w nim też czasem płacz, zwłaszcza ten dziecięcy. Bo ona zabrała zabawkę, bo on nie umie się bawić. Bo strach. Bo zmęczenie. Bo dajcie mi wszyscy święty spokój.

Ale z tego płaczu nikt się nie śmieje, nikt mu się nie dziwuje. Tym płaczem się opiekujemy, aż łzy wyschną, a smutki odejdą ustępując miejsca łagodniejszym emocjom.

 

W moim rodzinnym domu panuje święty spokój. Jest cisza wypełniona równomiernym oddechem poobiedniej drzemki, szelestem obracanych stron książki, skrobaniem długopisu po kratkach krzyżówki.

Panuje i rozgardiasz, i harmider. Kiedy dziecięce stopy wystukują gwałtowny rytm gonitwy na salonowych panelach. Gdy rozemocjonowane krzyki i piski zagłuszają spokojną rozmowę albo film lecący na ekranie gdzieś w tle.

Ale ten harmider nikomu nie przeszkadza. Nie jest intruzem, gościem niechcianym, którego by się chciało zakneblować albo na klatkę schodową wypchnąć, tylko członkiem rodziny kochanym i akceptowanym na równi z każdym innym.

 

…moim…

W moim rodzinnym domu rządzi cierpliwość. Czasem trzeba pytanie kilka razy powtórzyć, czasem prośba i tłumaczenie nie zadziała od razu. Magiczna różdżka odmieniająca świat według potrzeb i zamierzeń jednostki nie istnieje.

Rządzi w nim czasem i gniew, i złość. Kiedy czekać tak trudno, kiedy ustąpić niełatwo, kiedy chciałoby się efekt mieć od razu, mieć natychmiast tu i teraz.

Ale, choć wszystkie emocje znajdują w nim zrozumienie, te drugie staramy się detronizować szybko. Znaleźć im ujście, rozproszyć bezboleśnie, odesłać do drugiego szeregu. Żeby nerwów nie szarpać sobie niepotrzebnie i bólu nie przysparzać.

 

W moim rodzinnym domu dzielimy się obowiązkami. Pracujemy razem i razem odpoczywamy. Nie ma sztywnych ram, ról przypisanych na zawsze i nieodwołalnie. Ona może przeczyścić syfon zatkany pod zlewem, on może naczynia pozmywać albo ugotować krupnik na obiad. Nikt nie czuje się poszkodowany, nikt nie czuje się winny. Za to wszyscy czują się współodpowiedzialni za ten dom. Nasz przecież w całości, a nie po kawałku każdemu należny.

W tym dzieleniu się jednak jest i miejsce na pomoc. Na to, że ktoś nie zdążył, nie dał rady, sił mu zabrakło. Że potrzebuje ręki pomocnej.

Ale z tej nieporadności, tego zmęczenia, tego czasem nieogarnięcia nikt nie robi wielkiej historii. A pomocną rękę wyciąga się bez wahania. I bez łaski.

 

…rodzinnym…

W moim rodzinnym domu wszyscy mają takie same prawa. Duzi i mali, dorośli i niedojrzali. Nie ma, że dzieci i ryby głosu nie mają. Że decyduje najstarszy. Że dorosłego trzeba słuchać dlatego tylko, że dorosły. W codziennym byciu, w planowaniu bliższym i dalszym, pod uwagę się bierze pomysły i potrzeby każdego, szuka kompromisu, porozumienia, złotej drogi gdzieś pośrodku.

Czasem jednak kompromisu znaleźć się nie da, droga pośrednia nie istnieje. Ktoś wolałby inaczej, ale musi zaakceptować. Ktoś niezadowolony, ktoś rozczarowany, że inaczej się nie dało.

Ale tego rozczarowania, tego smutku nie zamiata się pod dywan. Mówi się o nim wprost, bez wstydu i krępacji. Nie upycha się go po kątach piwnicy albo w zakamarkach własnej głowy. Ukrywać go nie trzeba, bo jest akceptowany. Lekarstwo znajduje w zrozumieniu, w dobrym słowie, w wyciągniętych do objęcia ramionach.

 

…domu

W moim rodzinnym domu jest idealnie. Nie w słownikowym znaczeniu tego słowa, a w naszym własnym. Bo znajdujemy w nim ciepło, miłość, przyjaźń, życzliwość, która ładuje akumulatory na każdy trud i starcie z każdym złem tego świata. Oparcie w kłopotach. Fundament w trzęsieniu ziemi. Bezpieczną przystań, gdy wokół burza.

W moim rodzinnym domu nie jest idealnie. Tam, gdzie ścierają się ludzkie charaktery, potrzeby i plany, tarcia są nieuniknione. Są normalne i zdrowe, jeśli następuje po nich wyciągnięcie ręki, uśmiech, spokojna rozmowa w drodze do porozumienia.

 

W moim rodzinnym domu

W moim rodzinnym domu jest idealnie, choć idealnie nie jest. I nie musi. Jest po naszemu. Najlepiej.

I chyba nic nie uszczęśliwiłoby mnie bardziej niż gdyby moje dzieci za kilkanaście, kilkadziesiąt lat mogły się pod tym tekstem podpisać.

 

A jak jest w Twoim rodzinnym domu?

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

2 Responses

  1. mandia.pl
    | Odpowiedz

    Super post, oby tak dalej. Trzymam za ciebie kciuki:)

  2. RoMaO
    | Odpowiedz

    Tytuł powinien brzmieć raczej: “W moim magicznym domu…” 🙂 Naprawdę taki dom to marzenie wielu, wielu osób, jak widać, tak łatwo i tak trudno jednocześnie go stworzyć. Wiem, bo mam trochę kontrastu… Zdecydowanie wiesz, co w życiu najważniejsze 🙂 Też trzymam kciuki za Ciebie Ewelino 🙂

Skomentuj