W poszukiwaniu utraconej magii Świąt

with 23 komentarze

Magia ŚwiątKiedy byliśmy mali, Święta pachniały piernikiem i makowcem. Grzybowym farszem do uszek, które mama kleiła rękami białymi od mąki, i smażonym karpiem, który rano jeszcze okupował wannę. Pomarańczami, które do pustych wtedy sklepów przypływały statkami z dalekich krajów i egzotycznym aromatem podkręcały atmosferę oczekiwania na wigilijny wieczór.

 

Kiedy byliśmy mali… Magia świąt!

Kiedy byliśmy mali, na Święta czekało się z rosnącą niecierpliwością. Drżącymi paluszkami otwierało okienka adwentowego kalendarza jakimś cudem zdobytego przez tatę spod lady i wydłubywało czekoladkę, jedną do podziału na trójkę rodzeństwa, która osładzała oczekiwanie. Bladym świtem biegło się na roraty, żeby zimną ciemność kościoła rozświetlić ciepłym blaskiem lampionów klejonych z pudełka po butach i kolorowej bibułki. Do listu do świętego Mikołaja dopisywało prezenty wypatrzone na wystawie Pewexu lub składnicy harcerskiej, albo wklejało obrazki drogich zabawek wydzierane z katalogów sklepowych przywiezionych gdzieś zza zachodniej granicy.

Kiedy byliśmy mali, początek Wigilii wyznaczała gwiazdka wypatrywana na horyzoncie w akompaniamencie burczących brzuszków. I to był wieczór ze wszech miar wyjątkowy. Rozjarzony blaskiem choinki ozdobionej bombkami nie od kompletu i papierowymi ozdobami klejonymi na szkolnych zajęciach z plastyki. Pachnący siankiem pod obrusem, smakujący sernikiem na kruchym spodzie albo makowcem, który w ten jeden dzień w roku smakował zupełnie inaczej niż kiedy indziej. Najlepiej.

To był wieczór obdarowywania się nie tylko prezentami. Wspólnego spotkania przy stole, żartów, uśmiechów, białego opłatka łamanego drżącą dłonią.
Radości, że kolejny rok jesteśmy tu razem.
Czasem łez, że znowu nas ubyło.

 

Kiedy jesteśmy dorośli… Magia Świąt?

Dziś, gdy jesteśmy dorośli, to wszystko często, zbyt często niestety wygląda inaczej! Zaganiani do granic możliwość, zasypani obowiązkami, przygnieceni listami „do zrobienia” po maratonie przedświątecznych przygotowań wpadamy na świąteczną metę kompletnie zdyszani, nieuważni, zbyt zmęczeni, żeby cieszyć się tym, co ważne naprawdę. Gdzieś po drodze, pucując okna „dla Jezuska”, piekąc piąte ciasto albo zamartwiając się, czy wystarczy na prezent dla ciotki Eulalii, kropla za kroplą wylewamy z serc świąteczną magię, zastępując ją frustracją, niepokojem, czasem obojętnością. I hipokryzją.

Kiedy z opłatkiem w ręce dukamy układne „wesołych świąt” do ciotki, z którą nie łączy nas nic poza nazwiskiem, powtarzając sobie w głowie, że przecież tak wypada.
Kiedy w zimnym samochodzie gdzieś w drodze z jednej wigilijnej wieczerzy na drugą, żeby nikt nie poczuł się zaniedbany, marzymy o świętym spokoju w czterech kątach.
Kiedy, rozpakowując podarki, głowimy się, czy aby babcia nie obrazi się, że nasz prezent dla niej tak dużo skromniejszy niż jej dla nas.
Kiedy, uśmiechając się nad lampką wina, w duchu modlimy się, żeby teść już więcej sobie nie dolewał, bo wieczór znów skończy się – jak już nie raz – gorzkim słowem i łzami ocieranymi ukradkiem w przedpokoju.

Kiedy tak bardzo skupiamy się na tym, żeby obrus był ręcznie haftowany i śnieżnobiały, bombki na choince dopasowane i symetrycznie powieszone, a ryba i uszka z najlepszych delikatesów, że pozwalamy stresowi pożreć radość i beztroskę świątecznych chwil. W pogoni za świętami idealnymi, doganiamy być może ideał, ale gubimy Święta.

 

Ale wcale nie musi tak być!

Mam to szczęście, że w moim rodzinnym domu Święta odbywały się zawsze i nadal odbywają się bez spiny. To one są dla nas, nie my dla nich. Tradycja łączy nas, ale nie krępuje.
Jest sianko pod obrusem, na którym czasem czai się jakaś uparta plamka, i ubierana wspólnie w kolorowe bombki choinka, która może nie wygląda jak z żurnala, ale za to nadal wiszą na niej pokraczne papierowe ozdoby, które robiliśmy z braćmi jako dzieci. W szopce zbitej z desek przez tatę jest miejsce dla Świętej Rodziny, pasterzy i owiec, ale i dla gumowego tyranozaura mojego brata. Bo czemuż mielibyśmy mu zabraniać adorować Dzieciątko?

Na stół wjeżdża dwanaście dań, ale nie ma wśród nich ani jednego, którego byśmy nie lubili. Gdzieś po drodze pożegnaliśmy śledziową sałatkę, która stała niechciana w rogu stołu, a karpia zastępuje czasem okoń lub płotka. Ciasto bywa z zakalcem, a lepione na kilka par rąk uszka nie są może tak kształtne, jak te z delikatesów, ale pachną i smakują grzybami zbieranymi na rodzinnych wyprawach i suszonych przez tatę na starym piecu opalanym drewnem.

 

Magia świąt

I jest w końcu kolacja wigilijna. Jest wspólna modlitwa i kolędy śpiewane tyleż energicznie, co nieczysto. I opłatek, którym łamie się nie z konieczności i nie z przymusu, ale z potrzeby serca. Jest stół, przy którym jest ciepło, radośnie i głośno – bo przecież zasiadamy do niego w licznym gronie – ale nie ma konfliktów, złośliwości i hipokryzji. Bo to jest stół, do którego zasiadają ludzie, którzy po prostu lubią być ze sobą, którzy za sobą tęsknią, którzy na to bycie razem niecierpliwie czekają. Którzy mają sobie do powiedzenia dużo dobrego. I którzy się kochają. Nie tylko od Święta.

Jest magia. Nadal tak samo jak w czasach mojego dzieciństwa.
Bo magię tworzą właściwi ludzie.
I tego właśnie Wam życzę na nadchodzące Święta. Właściwych ludzi. I magii!

 

A jeśli tęsknicie za tymi pięknymi czasami, kiedy Święta były naprawdę magiczne, to mam dla Was niespodziankę. To mój grudniowy pozytywnik, czyli ebook „Jak odnaleźć magię Świąt?”, który wręczam jako powitalny prezent wszystkim, którzy dołączą do grona domowników Pozytywnego Domu, czyli zapiszą się na mój debiutujący dziś newsletter!
Dzielę się w nim swoją ideą pod hasłem #jedenkrokdoświąt i podrzucam 34 pomysły na to, jak można dzień za dniem budzić w sobie i swojej rodzinie świąteczną magię.

Chcesz dostać grudniowy pozytywnik? Zapisz się TUTAJ.

 

blogrudzień 2018

 

Tekst powstał w ramach akcji Blogrudzień 2018

Blogrudzień to wspólna akcja blogerek – odpowiednik blogowego kalendarza adwentowego, tyle, że trwa do końca grudnia i ma przerwę świąteczną na ‘prawdziwe życie’ W trakcie trwania akcji przeczytasz wiele wartościowych wpisów i poznasz masę cudownych kobiet!

W roku 2018 Blogrudzień ponownie zaczęła Ewelina i w swoim Pozytywnym Domu opowiedziała o magii Świąt. 2 grudnia Emilia jako część Zgranego Teamu pokazała nam piękne świąteczne książeczki dla dzieci. 3 grudnia Martyna na swoim blogu Szczęśliwa Siódemka opowie o charytatywnej akcji mikołajkowej. 4 grudnia Wysmakowana Karolina podpowiedziała, co podarować dzieciom na Święta. 5 grudnia Kasia, czyli Tarapatka podpowiedziała, jak nie dać się zwariować w tym całym prezentowym szale. 6 grudnia na blogu Dagmary – dziubdziak.pl mogłaś poznać wspaniałe zimowe i świąteczne zabawy. 7 grudnia Blond Pani Domu – czyli ja – opowiedziałam o wspomnieniach towarzyszących świętom. 8 grudnia Agnieszka na agumama.pl przypomni, że czas wstawić bigos 🙂 9 grudnia Młodamamma Karolina zainspiruje nas sposobami na piękne zapakowanie świątecznych prezentów.

10 grudnia Młoda Mama Pisze, czyli Sylwia pokaże nam magiczne miejsca, które warto odwiedzić w świąteczno-zimowym okresie. 11 grudnia Małgosia wraz ze swoimi Jaśkowymi Klimatami wprowadzi nas w klimat Świąt pokazując świąteczne ozdoby. 12 grudnia Agnieszka zaprezentuje nam świąteczne DIY na swoim 321startdiy.pl. 13 grudnia Magda M. pokaże, w co ubrać się na Wigilię. 14 grudnia Magda na Mum’s Life pokaże nam tekst pod tytułem „10 dni do świąt, czyli jak to wszystko przygotować, nie zwariować i znaleźć czas dla siebie”. 15 grudnia Agata, czyli Beztroska Mama zaprezentuje listę filmów wprowadzających w świąteczny nastrój. 16 grudnia Mama Carla będzie kontynuować filmowy nurt i pokaże świąteczne bajki i filmy dla dzieci na Netflixie. 17 grudnia Asia i jej Humory Zmory przedstawią sposoby na spędzanie Świąt Bożego Narodzenia. 18 grudnia Marta na swoim blogu Dzieciorka pokaże kolejną odsłonę godnych polecenia książeczek dla dzieci ze Świętami w tle. 19 grudnia Ania z kulinarnego bloga Zjem Cię pokaże przepis na kruche ciasteczka na choinkę.

20 grudnia Ania na swoich Kęsach Codzienności pokaże przepis na cudną świąteczną struclę makową. 22 grudnia swój grudniowy temat zaprezentuje Karolina z bloga Małe i duże dziecięce podróże. 23 grudnia Ela z bloga Mama pod prąd opowie o tym, jak dzięki macierzyństwu na nowo odkryła magię Świąt. 29 grudnia Magda z bloga Asertywna Mama zmierzy się z wątpliwościami, czy mamy niemowlaków mogą się wybrać na Sylwestra, 30 grudnia Monika, czyli Mama na Całego podpowie co robić, gdy Twoje nastoletnie dziecko wybiera się na Sylwestra.

Zapraszamy, bądźcie z nami!

 

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

23 Responses

  1. Magda M blog
    | Odpowiedz

    Oj jak ja tęsknię za tą magią świat z dzieciństwa! Myślę jednak, że ona jest nierozerwalnie związana z dzieciństwem właśnie. Teraz też jest magicznie, ale inaczej:)

  2. Agata
    | Odpowiedz

    U nas aby uniknąć jeżdżenia w Wigilię organizuję Ją u siebie. Jest ciasno, jest głośno ale jest przede wszystkim rodzinnie🎅

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja bardzo lubię ten świąteczny harmider 🙂 Tylko warunek jest taki, że rodzina jest zżyta i kochająca się a nie taka na pokaz.

  3. Dagmara
    | Odpowiedz

    Wspomnienie świąt z dzieciństwa zawsze sprawia, że robi mi się miło na sercu. Ale staram się, by Dziubdziak miał właśnie cudowne, magiczne święta. Bez pośpiechu i przedświątecznej gorączki, z celebrowaniem magicznych chwil i mnóstwem tematycznych zabaw 🙂 Właśnie dziś zaczęliśmy zabawy z kalendarza adwentowego 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja miałam nie robić adwentowego kalendarza i nawet kupiłam gotowca. Ale dziś mnie jakaś świąteczną energia ogarnęła i będę dziergać wieczorem 🙂

  4. Karolina
    | Odpowiedz

    Teraz kiedy My jesteśmy już dorośli to w naszych rękach zadanie, aby nasze dzieci zapamiętały swoje święta jak najlepiej. Warto zacząć przygotowania szybciej, aby później w spokoju celebrować wspólne chwile 😉

  5. tarapatka
    | Odpowiedz

    Też pamiętam takie rodzinne, piękne święta 🙂 I tylko śniegu co roku mi brak… on jest tym dodatkiem, który sprawia, że święta są jeszcze bardziej magiczne 🙂 Ale masz rację. Nie warto gonić i się ścigać, najważniejsze to być razem, złapać dystans i czerpać jak najwięcej radości i pozytywów ze wspólnych chwil 🙂

  6. Humory Zmory
    | Odpowiedz

    Trzeba przewartościować pewne sprawy… Dla mnie to, jak będzie czysto, miło i wystarczająco wystawnie nie ma żadnego znaczenia. W święta liczy się tylko to, abyśmy byli razem, aby cud narodzin Jezuska wniósł do naszego domu jak najwięcej miłości. Tak żeby starczyło na kolejny rok.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Piękny ten komentarz 🙂 i bardzo bliski mi sposób myślenia!

  7. Ja tak sobie myślę, że bez względu na czasy w których żyjemy klucz jest jeden -dzieix uwielbiają święta, a dla dorosłych to czas wzmożonej pracy. Ja o ile w domu mogę sobie odpuścić, otyłe w pracy mam dużo większy ruch i wracam do domu strasznie zmęczona.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To też prawda. W niektórych działkach, jak choćby w handlu, to jest okres wzmożonego ruchu. Moja mama z kolei pracuje w pogotowiu ratunkowym i nie raz wypadał jej dyżur w wigilię czy święta. Na to nie ma rady.

  8. Aga
    | Odpowiedz

    Ewelino, cudownie to opisałaś. Czytałam i wróciłam myślami do czasów mojego dzieciństwa, kiedy razem z bratem wypatrywaliśmy właśnie tej pierwszej gwiazdki. To był magiczne chwile i sama staram się w ten świąteczną magię wnieść do mojego domu. Dziękuję Ci za piękny tekst, pełen wzruszenia <3

  9. Mama pod prąd
    | Odpowiedz

    Ja przez jakiś czas rzeczywiście utraciłam magię świąt. W rodzinie nie było już małych dzieci i zaczęły się spięcia przy stole. Na szczęście teraz jest z nami już mój mały synek i znowu atmosfera przy stole wigilijnym się polepsza. Mam nadzieję, że moje dziecko w przyszłości będzie mogło powiedzieć, że ma wspaniałe wspomnienia związane z tymi świętami.

  10. Osobiście nie lubię tego określenia “magia świąt” , ponieważ dla mnie Boże Narodzenie nijak ma się do “magii”, która jest świecka, gdyż to dla mnie święto kościelne, religijne, duchowe, związane z wiarą :-). Ale Twój piękny i wzruszający wpis poruszył najczulsze struny w mojej duszy. Muszę przyznać, że poczułam dreszczyk i zakręciła mi się łezka w oku 🎄. Potrafisz to robić 🙂 <3

  11. Agata
    | Odpowiedz

    Będąc małym dzieckiem lubiłam święta. Potem coś we mnie pękło i nie przepadałam za tą całą ,, magia świąt,, Czar goryczy pękły gdy 4 lata temu właśnie w święta zmarła mama, to była pierwsza wigilia bez niej przy stole a potem wiadomość że zmarła… Okazało się że mama była łącznikiem rodziny, bez niej święta nas dzielą. Dlatego należę do tej grupki ludzi którzy pragną spędzić święta w własnych czterech kątach. Chociaż córki powoli otwierają mnie na radość z świąt.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Takie święta, kiedy po raz pierwszy brakuje przy stole kogoś bardzo ważnego, to jest okrutne doświadczenie 🙁
      A ja tak sobie myślę, że właśnie lepiej zostać w gronie najbliższej rodziny niż na siłę uprawiać “rodzinne święta” z ludźmi, z którymi niewiele nas łączy, tylko dlatego że tak wypada. Wypada to świętować po swojemu a nie zmuszać do gry pozorów. Dużo Wam życzę miłości na te święta 🙂

  12. Zastanawiałam się jak to wygląda u mnie. Oczywiście moje dorosłe święta są inne niż dziecięce. Ale nadal je lubię i czekam na nie. Lubię przygotowania i ten przedświąteczny zamęt. I spokój który przychodzi w swięta 🙂 juz niedługo 🙂

  13. U nas Święta były zawsze kameralne i magiczne. Tęsknię za tymi Świętami spędzonymi w moim rodzinnym domu. Choć uwielbiam moich teściów 🙂 to jednak marzę o tym, żeby za rok wsiąść w auto i przejechać ten kawał drogi z dwoma maluchami w fotelikach, ale znów móc spędzić Święta z moimi rodzicami.

  14. karolina
    | Odpowiedz

    Będąc dzieckiem postrzegałam święta bardziej magicznie, teraz tez jest pięknie, ale jednak trochę inaczej 🙂 Mam nadzieję, że moje dzieci po latach też będą miło wspominać nasze rodzinne święta.

  15. Anna Lena
    | Odpowiedz

    Gdy byłam dzieckiem to bardzo czekałam na Święta. Teraz, gdy jestem dorosła nic się w tym zakresie nie zmieniło 🙂 No może mam trochę więcej pracy. Ale nadal lubię ten czas 🙂

  16. Powiem szczerze, że uwielbiam święta, choć w rodzinnych domu nie miały jakiejś szczególnej magii… Sama teraz też nie umiem jej odkryć w pełni, bo w codziennym natłoku obowiązków ciężko się ogarnąć… Jednak Wigilia w minione święta była bardzo udana, we czwórkę, dość spokojnie, razem, w miłości… Cieszę się, że nikt nie każe nam jeździc w ten czas, że spędzamy go po swojemu. Mam nadzieję, że z każdym rokiem będzie coraz więcej tej magii naszych rodzinnych świąt 😊

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mi się wydaje, że właśnie ten brak przymusu jest kluczowy. Bo wtedy to rzeczywiście jest świętowanie a nie wypełnianie obowiązku.

Skomentuj