Wielka wyprawa do USA – Las Vegas

with 18 komentarzy

Las Vegas

Jeśli jest jakieś miejsce w USA, którego ocena totalnie podzieliła moją grupę, to było to na pewno Las Vegas. Dla jednych totalny kicz i badziew, dla innych odlot i fantazja. Mi to miasto zaimponowało. Rozmachem, pomysłem, myśleniem na wielką skalę. Bo tak, to prawda, jest plastik fantastik, złota farba i styropian, ale jest też brak kompleksów i autentyczna wiara w to, że wszystko jest możliwe.

 

Las Vegas to świat w pigułce dla leniwych i kwintesencja amerykańskiego stylu myślenia. Statua Wolności? Nie trzeba jechać do Nowego Jorku, mamy swoją. Wieża Eiffla i Montmartre? Mais oui. Dawid Michała Anioła i rzymskie budowle? Panie, po co latać do jakiejś Europy, jak tu wszystko pod ręką? Nawet się można gondolą przepłynąć i spróbować włoskich lodów. Wybuch wulkanu? Jest, co wieczór przed Mirage. Śpiewające fontanny? Jasne, że oczywiście. A do tego tonące statki, dzikie lwy i szalone rollercoastery. Że o Sfinksie i piramidzie już nie wspomnę. A wszystko to funfel nówka sztuka, nie żadne ruiny, jak oryginały. Na zdjęciach na pewno wyjdzie lepiej. I najczęściej totalnie za darmoszkę. Czego tu nie lubić?

 

Od samego wjazdu do miasta robisz coraz większe oczy, odkrywając coraz nowe światy. Bo tak, takie kasyna to właśnie światy same w sobie. Nie ma się co łudzić – wszystko tu pomyślane i zaprojektowane jest jako maszynka do robienia pieniędzy. I nie chodzi bynajmniej o to, by uczynić bogatymi turystów i graczy. To tylko skutek uboczny robienia kokosów przez właścicieli. Cel jest prosty – zwabić klienta do swojego przybytku i utrzymać go tam jak najdłużej, najlepiej tak, żeby ani na chwilę nie wychodził poza jego granice. Trzeba mu więc zapewnić wszystko, czego potrzebuje. Po pierwsze – komfortowy pokój w przyzwoitej cenie, stąd nawet przy głównej ulicy miasta, i to w samym jej centrum, można poczuć się jak król za kilkadziesiąt dolarów. Po drugie – jedzenie, najlepiej w opcji bufetów „all you can eat all day long”, czyli po naszemu „płacisz raz, jesz przez całą dobę (aż pękniesz)”. Po trzecie – rozrywki, czyli baseny, SPA, koncerty, tancerki, pokazy i czego dusza zapragnie. I oczywiście darmowe drinki. Bo jeśli klient będzie się dobrze bawił, to będzie chętniej grał. A jeśli będzie chętniej grał, to rośnie szansa, że… No cóż, wiele można powiedzieć o właścicielach kasyn, ale na pewno nie to, że prowadza działalność dobroczynną 😉

Las VEgas

Las Vegas dla oszczędnych

Jednym ze sposobów budowania efektu wow w Las Vegas jest jedzenie. Z jednej strony eleganckie, wyrafinowane restauracje dla elit, gdzie za przystawkę płacisz tyle, ile za obiad dla całej rodziny w barze mlecznym. Z drugiej strony, arcybogate, długie po horyzont bufety, przy których można dostać oczopląsu. Tutaj przeciętny zjadacz chleba też może nad swoim talerzem kalmarów i krewetek poczuć się jak król. Bez oporów wracając po nastą dokładkę i zapijając homara dziwnym napojem gazowanym o kolorze zbliżonym do naturalnego. Za jedyne dwadzieścia kilka dolców możesz jeść i pić wszystko przez całą dobę! Całkiem nieźle, o czym świadczą zresztą wielkie kolejki nieustannie stojące u kas.

Las Vegas

Ale był jeden człowiek, dla którego to kompletne zdzierstwo. „Ponad dwadzieścia dolarów za jedzenie? Skandal w biały dzień!” – oburza się biznesman, który zupełnie niedawno w Monument Valley pokazywał mi i całej grupie, jak robić złote interesy (KLIK), i odchodzi w poszukiwaniu lepszych okazji. Po grupowej biesiadzie odnajdujemy go przy barze, konsumującego właśnie bułkę z parówką w wersji mini. Super mega oferta – przy zakupie dowolnego piwa, hot dog za 2 dolary! – pokazuje na znak nad kontuarem. Puchnie z dumy, a my kiwamy tylko głowami. Bo cóż tu mówić. Właśnie wydał prawie 20 dolców na trzy piwa i trzy hot dogi. Na kolację wyda pewnie kolejne tyle, podczas gdy my wrócimy do naszego bufetu.

Widzę, jak jeden z turystów nabiera oddechu, żeby coś powiedzieć, ale odpuszcza. “To chyba przypadek niereformowalny” – szepcze mi tylko do ucha. I ma rację, bo za chwilę, kiedy będziemy spacerować pod sztucznym niebem w kasynie Paris, ten sam biznesmen zgubi się nam w czasie zwiedzania. Kiedy go odnajdziemy po niemal dwudziestu minutach, okaże się, że oddzielił się od nas bez słowa, bo skusiła go kawa tańsza o 50 centów… Żeby było zabawniej, ten sam bohater przepuści dobre kilka stówek na automatach i pokerze…

Las vegas

Las Vegas arbuzowe

Pobyt w Las Vegas to dwa dni i dwie noce na restart i relaks w czasie intensywnego zwiedzania. Włóczymy się, pławimy w basenach, oglądamy zadziwiające pokazy. Wieczorem umawiamy się na grupową imprezę w naszym apartamencie. Wielki galon wina czeka na gości, ale przydałoby się go schłodzić. Gorzej, że nikt nie przewidział wiaderek na lód, które pomieściłyby tej wielkości pojemniki. W przypływie geniuszu wkładamy nasz trunek do wanny i zasypujemy kostkami lodu. Wygląda to może głupio, ale skoro coś działa, to głupie nie jest. I tylko miła pokojówka, która przynosi ręczniki na zmianę, patrzy na nas z nieco dziwną miną.

 

Największym hitem imprezy okazuje się jednak trunek o kolorze różowym i smaku intensywnie arbuzowym. Wygląda jak soczek, ale wcale nie jest taki niewinny, o czym przekonują się dwie z moich turystek, które z imprezy urywają się wcześniej od reszty. Kiedy godzinę później wsiadam do windy, spotykam tam właśnie je, a szampańskie humory pokazują, że doskonale się bawią.
– Co tam, dziewczyny? Co wam tak wesoło? – pytam, kątem oka zauważając, że ktoś wcisnął wszystkie guziki w windzie. – Wybieracie się gdzieś?
– W zasadzie to staramy się wrócić do pokoju, ale coś nam nie wychodzi. Przeszłyśmy całe szóste piętro, ale nie ma naszego pokoju. Więc chodzimy po kolei po wszystkich piętrach i szukamy, może jest gdzieś indziej – wyjaśnia jedna z nich, niby poważnie, ale z nieposkromionym chichotem. A potem pokazuje mi swoją hotelową kartę. Dużo wysiłku kosztuje mnie zachowanie kamiennej twarzy, kiedy odwracam ją do góry nogami i spokojnie tłumaczę, że mieszkają na dziewiątym, a nie szóstym piętrze. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo wsiadły do niewłaściwej windy.

Las Vegas

Las Vegas nocne

Odstawiwszy sierotki do pokoju, ruszamy w mniejszym gronie na włóczęgę. Choć to środek nocy, na zewnątrz jest gorąco, upalnie wręcz. A życie kwitnie nawet bardziej niż w dzień. Jakieś miłe panie namawiają nas do wizyty w swoich lokalach i wciskają ulotki z nie do końca kompletnie ubranymi koleżankami. Jacyś panowie sprzedają magiczne kamienie i inne cuda na kiju. Młody raper improwizuje piosenkę specjalnie dla nas, a potem proponuje swoją płytę w niezwykle okazyjnej cenie. Przy okazji dodaje, puszczając do mnie oko, że z tą płytą mamy zniżkę na ślub udzielony przez Elvisa w nieodległej kaplicy. Choć okazja kusi, jakoś nie korzystamy.

W końcu zasiadamy w którymś z kasyn. W tej nocnej wędrówce, feerii świateł, dźwięków i barw, tracimy już rachubę, gdzie dokładnie jesteśmy. Romuś zabiera się do pokera i wygrywa kilkadziesiąt dolarów, które potem oczywiście traci. Ilonka próbuje szczęścia w ruletce. Siedzę przy barze i obserwuję, sącząc drinka. Nagle czuję, że coś mizia mnie po stopie. Pod nogami widzę raczkującego niemowlaka. Jest po trzeciej w nocy! Rozglądam się zaniepokojona, ale barman uśmiecha się uspokajająco i wskazuje rodziców dziecka, którzy siedzą spokojnie przy odległych od siebie automatach. Co jakiś czas jedno z nich podnosi z podłogi i rzuca w kierunku drugiego rodzica smoczek, do którego maluch – zadowolony, widać to! – raczkuje. W tę i z powrotem, w tę i z powrotem. Nie ogarniam tego świata…

Las Vegas

Na podłodze znajduję monetę, więc postanawiam spróbować szczęścia i wrzucam ją do zamontowanego w kontuarze automatu (tak, są nawet w kontuarze, tuż pod łokciem, żeby może i tu skusić klienta!), naciskam guzik i… Error! Automat się blokuje. Wybucham śmiechem. Widać nawet niebiosa pochwalają mój dystans do hazardu. Ale barmana nie uspokaja moja reakcja i zapewnienia, że nie będę płakać za tą monetą. Zanim się zorientuję, sprowadza serwisanta, potem drugiego, potem trzeciego, aż w końcu – po dobrych 20 minutach – wydobywają moje 25 centów, dorzucając piwko w ramach wynagrodzenia za niedogodności. Żeby było zabawniej, te 25 centów przegrywam piętnaście sekund później w pierwszej próbie. Cóż się dziwić, skoro należę do ludzi, którzy nie wygrywają nic nawet w loterii, gdzie każdy los jest pełny.

Las Vegas

Las Vegas zachwycające

A jednak Las Vegas nas zachwyca, porywa, czaruje. Pomimo świadomości kiczu, plastiku i nieprawdziwości, która za tym wszystkim stoi. Z wysokości 350 metrów wieży Stratosphere podziwiamy rozświetlone miasto w środku pustyni. Na Freemont Street oglądamy pokaz multimedialny na największym ekranie LED na świecie (ma formę łuku i długości 460 metrów, a składa się z 12,5 miliona żarówek!). Gdzieś po drodze zahaczamy o przestawienie, w którym zatopiony zostaje pełnowymiarowy okręt, a już po chwili na naszych oczach wybucha wulkan obok kasyna Mirage.

Las Vegas

Ale wieczór kończymy wyjątkowo. Kończymy w miejscu, które dla mnie zawsze było i będzie już symbolem Las Vegas. Pod superluksusowym hotelem i kasynem Bellagio. To tutaj na gości czeka 3.6-hektarowym sztuczne jezioro i fontannowy show łączący muzykę, światło, kolor i magiczny ruch wystrzelanej w niebo wody. Widziałam już niejednokrotnie śpiewające fontanny, może nawet większe, może nawet bardziej imponujące, ale tylko tam, tylko wtedy miałam poczucie absolutnej magii. Miałam poczucie, że grają tylko dla mnie. Bo jest w Las Vegas jakaś siła, która sprawia, że choć przez moment, choć przez kilka ulotnych chwil, jesteś absolutnie wyjątkowy. Możesz absolutnie wszystko. Świat leży u Twoich stóp.

Las Vegas

I kiedy tak siedzę zasłuchana, zapatrzona, chłonąc chwilę i przecierając dziwnie łzawiące oczy, podchodzą do mnie nagle moje ukochane Basia i Kasia (TUTAJ poczytasz o ich wyczynach) i mówią: „Ewelinko, bo tak się zastanawiamy, czy jak wrócimy do Polski, to na lotnisku w Krakowie – bo przecież lądujemy wcześnie rano – da się kupić jakieś obwarzanki? Tak pomyślałyśmy, że to będzie fajny przysmak z podróży”.

Obwarzanki krakowskie. Przysmak z podróży do USA. Czasem sobie myślę, że niektórzy ludzie jednak nie powinni podróżować.

Las Vegas

 

I to by było na tyle, robaczki. Choć próbowałam się streszczać, wyszło jak zawsze. No ale jak upchnąć tyle atrakcji w kilku zdaniach? To się nie da!

Jeśli byliście w Las Vegas, podzielcie się wspomnieniami. A jeśli nie, to koniecznie pojedźcie. To jest jakiś totalnie absurdalny, ale niezapomniany świat.

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

18 Responses

  1. Beata Herbata
    | Odpowiedz

    Uwielbiam tu zaglądać po odrobinkę odrealnienia się i przeniesienia w inny świat 🙂 za każdym razem mam coraz większą ochotę na to USA, gdybym tylko tak nie bała się latać samolotami …

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Nic się nie martw – jak świat będzie się rozwijał dalej w takim tempie, to teleportacja jest tylko kwestią czasu

  2. iwona
    | Odpowiedz

    To miejsce z chęcią bym odwiedziła i sądzę, że podobnie jak Tobie bardzo by mi się tam spodobało. Co do wygranych, czy raczej ich braku nie przejmuj się, kto nie ma szczęścia w grach, podobno ma w miłości 🙂

  3. Kicz jako atrakcja turystyczna to fany patent na turystów. W takich miejscach zastawiam się zawsze, czy ktoś może to traktować serio? Jeśli tak to mamy duży problem.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Hmmm.. To jest bardzo dobre pytanie. Obawiam się, że niektórzy Amerykanie naprawdę myślą kategoriami “widziałem wieżę Eiffla w Vegas, nie muszę już jechać do Europy”…

  4. Zabiegana Mama
    | Odpowiedz

    Kierunek ten jest od wielu lat na mojej liście marzeń, więc oficjalnie zazdroszczę!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Nic straconego 🙂 coraz więcej lotów do USA w atrakcyjnej cenie widuję 😉

  5. Turkusowa
    | Odpowiedz

    To chyba jedno z moich marzeń 😀 Piękne miejsce!

  6. Asia
    | Odpowiedz

    Strasznie zazdroszczę! 🙂 Mam nadzieję, że kiedyś tam dotrzemy 🙂

  7. Olka
    | Odpowiedz

    Las Vegas chciałabym kiedyś zobaczyć i na własne oczy przekonać się o jego wariactwach. A zniżka na ślub udzielany przez Elvisa mnie rozbroiła. Nic tylko korzystać 🙂

  8. Justyna
    | Odpowiedz

    Świetne zdjęcia! I cudownie się Ciebie czyta 🙂 Pozdrawiam!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję i zapraszam. A zdjęcia robił głównie mój mąż. Ma niezłe oko 🙂

  9. Chciałabym się kiedyś tam wybrać i sama ocenić 🙂

  10. Kasia Hartung
    | Odpowiedz

    Podróż do USA jest moim marzeniem od lat! Cały czas mam nadzieję, że kiedyś się doczekam 🙂
    Las Vegas wygląda czarująco!

Skomentuj