Wielka wyprawa do USA – zaskakująca Kalifornia

with 12 komentarzy

Kalifornia

Chociaż San Francisco jest miastem pochłaniającym, musieliśmy się z nim w końcu pożegnać, by wyruszyć w dalszą drogę. Czekała nas przecież słoneczna Kalifornia. Najludniejszy, najbogatszy i trzeci co do wielkości stan USA. A ponieważ jest on też jednym z najbardziej zróżnicowanych, szykowaliśmy się na kolejne niespodzianki. I słusznie.

 

Nawiedzony dom

Już pierwszy punkt na trasie naszego przejazdu przyniósł sporo emocji. Jak zresztą mogłoby być inaczej, skoro słynny Winchester House uznawany jest przez wielu za najbardziej nawiedzony dom w USA. Nie bez powodu, bo i historię ma zupełnie niezwykłą. Otóż według legendy Sara, dziedziczka fortuny Winchesterów, którzy dorobili się na produkcji słynnych karabinów, po śmierci męża i teścia szukała pociechy u pewnego medium. Człowiek ten miał ją przekonać, że utrata bliskich jest zemstą duchów ludzi zabitych z produkowanego przez nich karabinu. Aby ocalić własne życie, pani Winchester miała budować dom dla siebie i dla duchów. „Budować” właśnie, a nie „zbudować”, bo medium obiecało jej, że żyć będzie tak długo, jak budowa będzie trwała…

Kalifornia Winchester House

I chociaż prawdziwość tej legendy jest kwestionowana, to faktem jest, że pani Winchester w rozbudowę domu inwestowała nie tylko niemal cały swój dochód, ale też nieustanny wysiłek. Sama kierowała pracami budowlanymi, które trwały – bagatela – ponad 38 lat bez przerwy, aż do momentu śmierci dziedziczki w 1922 roku.

Efekt jest tyleż imponujący, co dziwaczny. Pani Winchester na architekturze i projektowaniu się nie znała, a pomysły przychodziły jej do głowy z dnia na dzień i tak też były realizowane. W rezydencji znajdziemy zatem nie tylko 160 pokoi (ponoć Sara sypiała każdego dnia w innym), 40 sypialni czy 17 kominów, ale też takie osobliwości jak schody czy drzwi prowadzące donikąd, okno w podłodze czy drzwi na piętrze (!) wychodzące na zewnątrz… Jeśli dołożyć do tego opowieści o pojawiających się tu duchach, to chyba trudno się dziwić, że dom stał się wielką atrakcją turystyczną. Więcej na jego temat można poczytać tutaj i tutaj.

Kalifornia Monterey

 

Magiczne nadbrzeże

Następny przystanek w malowniczej podróży na południe to Monterey i jego nadbrzeżna dzielnica. Na początku XIX wieku włoscy i chińscy imigranci stworzyli tu prężnie działający ośrodek rybołówstwa i przetwórstwa ryb, który przynosił wielkie zyski całemu rejonowi. Wystarczyło jednak niecałe 40 lat, żeby wody przetrzebiono na tyle, że działalność fabryk przestała być opłacalna. Trzeba było upartych i złożonych działań, żeby utworzyć tu morski rezerwat, którego celem jest przywrócenie zaburzonej równowagi w naturze.

Dzisiaj po fabrykach zostały tylko stare budynki i trochę zakurzonej historii, ale samo Cannery Row tętni życiem. Nastrojowe knajpki, eleganckie restauracje, urokliwe sklepiki przyciągają nie tylko mieszkańców miasta, ale też mnóstwo turystów. Cieszą się tu oni pięknymi widokami, pysznymi owocami morza oraz bliskim kontaktem z lwami morskimi, których liczna populacja zamieszkuje okolice.

Kalifornai Monterey
 

Niezwykła droga

17 mil to w przybliżeniu 27 kilometrów. Taki dystans można przejechać w pół godziny, dłużej nieco, jeśli droga jest kręta czy stroma. A jednak jest takie 17 mil, na które i kilka godzin to zdecydowanie za mało. Słynna 17-Mile Drive to niezwykła widokowa pętla wijąca się po półwyspie Monterey pośród niezwykłych nadbrzeżnych krajobrazów, słynnych na cały świat pól golfowych, eleganckich rezydencji i przyrodniczych atrakcji, które na długo zostają w pamięci tych 1.5 miliona turystów, którzy co roku odwiedzają to miejsce. Aby nie zagubili się w labiryncie wąskich uliczek i niepotrzebnie nie zakłócali spokoju mieszkańców, trasę oznaczono specjalną czerwoną linią.

Kalifornia 17-mile drive

A ciekawych przystanków na trasie nie brakuje. Mamy więc 8 publicznych i prywatnych 18-dołkowych pól golfowych, które przyciągają amatorów tego sportu z całego świata. Mamy niezwykłą Ptasią Skałę, na której przesiadują nie tylko kormorany i pelikany, ale i lwy morskie a czasem nawet i foki. Mamy też pagórki i wydmy, wśród których dziś znajduje się 5 pierwszych dołków pola golfowego Spyglass Hill, a które podobno zainspirowały Roberta Louisa Stevensona do napisania powieści “Wyspa Skarbów”.

Kalifornia

Mamy w końcu słynny Samotny Cyprys stojący na granitowym wzgórzu na skraju oceanu. Uznawany za jedno z najczęściej fotografowanych drzew w całej Ameryce Północnej może mieć nawet 250 lat. I choć gdzieś po drodze okaleczył go ogień i musiał być podtrzymywany specjalnymi linami, do dzisiaj dzielnie stawia czoło sztormom i wiatrom.


 

Zaskakujące miasto

Jeśli spojrzeć obiektywnie na Carmel-by-the-Sea, to miasteczko nie wyróżnia się niczym szczególnym. Owszem, jest urokliwe. Owszem, jest przyjazne. Ale to samo można powiedzieć o mnóstwie innych miasteczek. Coś jednak musi być niezwykłego w tym miejscu, skoro jego burmistrzami tak często bywają artyści, spośród których najbardziej znanym jest niewątpliwie Clint Eastwood.

Miasteczko słynie jako miejsce szczególnie przyjazne psom. Hotele chętnie goszczą szczekające czworonogi, podobnie jak restauracje, z których niektóre mają nawet specjalne psie menu. Właściciele licznych sklepów witają zwierzaki nie tylko miską z wodą ale i specjalnymi przysmakami.

Kalifornia Carmel

Ciekawostką jest fakt, że w mieście obowiązują niezwykłe prawo, które zakazuje noszenia butów na obcasie wyższym niż 2 cale (ok. 5 cm) i z podstawą mniejszą niż 1 cal kwadratowy, o ile nie uzyska się na to specjalnego pozwolenia. Tak, tak, to nie ściema ani miejska legenda! Przepis istnieje naprawdę od 1920 roku i powstał, by chronić miasto przed pozwami wielbicieli wysokich obcasów, którzy potykali się na nierównych, powykrzywianych przez korzenie drzew chodnikach. O darmowe pozwolenie można się starać w ratuszu, choć przyznać trzeba, że policja chyba niezbyt intensywnie stara się łapać tych, którzy obcasowe przepisy łamią.

W miasteczku zaskakuje też nieobecność charakterystycznych dla całego USA szyldów ze złotymi łukami, uśmiechniętym pułkownikiem czy syrenką na zielonym tle. To jednak nie przypadek – władze Carmel nie wpuszczają w swoje granice sieciowych restauracji, chroniąc w ten sposób – i to chyba skutecznie – dochody lokalnych restauratorów.

Kalifornia Birds Rock

 

Kiedy wieczorem meldujemy się w hotelu, gdzieś pod powiekami śmigają nam kolejne migawki z tego pełnego wrażeń dnia. Ożywione ulice Monterey, urokliwe zakątki Carmel, zakręcone ogrody Winchester House, zielone trawniki golfowych pól, ale może nade wszystko spienione fale, strome urwiska i piękny Samotny Cyprys na tle oceanu. Aż żal zostawiać to już gdzieś za sobą. I pociesza nas tylko to, że teraz przed nami widowiskowe trasa na południe wzdłuż malowniczego wybrzeża Pacyfiku. Ale o tym to będzie za tydzień. Pamiętajcie, żeby zajrzeć!

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

12 Responses

  1. Monika
    | Odpowiedz

    Piekna podroz, mnie kusi Floryda, aczkolwiek California ma wiele do zaoferowania 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Też bym jeszcze kiedyś chciała Floryda odwiedzić. I w ogóle USA zjechać wzdłuż i wszerz

  2. Magda
    | Odpowiedz

    Przepięknie tam! 🙂

  3. Wojciech
    | Odpowiedz

    Bardzo chciałbym wejść do tego nawiedzonego domu 🙂 I bardzo ładne ujęcia. Tak trzymać!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 też lubię takie klimatyczne miejsca

  4. Piękne zdjęcia i wiele wspaniałych wspomnień 🙂

  5. Magdalena Bur
    | Odpowiedz

    Świetny wpis. We wrześniu wybieramy się do USA więc chętnie chłonę wszystkie informacje. Stany są niesamowite, ale trzeba mieć przynajmniej rok urlopu aby je zwiedzić. My będziemy mieć tylko miesiąc 🙁

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja miałam na całą trasę 24 dni a chciałoby się zdecydowanie dłużej…

  6. Ewelina
    | Odpowiedz

    Phi tylko 5 cm!!! 😉😊 to nie dla mnie.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ty byś musiała mieć jakieś specjalne pozwolenie na twoją kolekcję szpilek 🙂

Skomentuj