Wszystko to, czego nie dostałeś jako dziecko

with Brak komentarzy

wszystko to

Kiedy miałeś dwa lata, bałeś się potwora pod łóżkiem. Powiedziałeś o tym mamie, ale ona stwierdziła, że masz przestać się wygłupiać. Bo jesteś już duży a potwory nie istnieją. Wszystko to jest tylko w Twojej wyobraźni. I wyszła, gasząc światło. Więc najpierw płakałeś głośno, a potem już tylko cicho szlochałeś w poduszkę, kryjąc się pod kołdrą, żeby potwór Cię nie zobaczył.

Dzisiaj, kiedy zaczynasz się czegoś bać, zaciskasz zęby i udajesz, że wszystko jest ok. Każdą obawę, każde drgnienie przestrachu, kryjesz głęboko w sobie, żeby nikt się nie dowiedział. Bo przecież jesteś już duży. I tylko w nocy budzisz się zlany potem po kolejnym koszmarze.

 

Kiedy miałeś pięć lat, na wakacjach zgubiłeś swojego ulubionego misia. Pękało Ci serce, ale tata powiedział, żebyś przestał się mazać. Bo chłopaki nie płaczą. Bo to wstyd. Bo nie bądź baba. A poza tym to przecież tylko miś.

Dzisiaj, już nie ronisz łez ze smutku, ze wzruszenia, z rozpaczy. Wzruszasz po męsku ramionami, rzucasz krótkie „nie ma o czym gadać” i zamykasz za sobą drzwi, żeby przestali Ci zawracać głowę pierdołami. I tylko coraz częściej wieczorem strzelasz sobie kilka piwek, żeby nie myśleć o głupotach i nie czuć tego dziwnego drapania w gardle.

 

Kiedy miałaś sześć lat, odwiedziła Was ciocia Mirka, którą widziałaś pierwszy raz w życiu. Babcia kazała Ci dać jej buziaka na powitanie, a kiedy odmówiłaś, nazwała Cię niegrzeczną, niekulturalną dziewczynką. Powiedziała, że sprawiłaś przykrość cioci, że nie ma się czego wstydzić i że to przecież tylko buziak.

Dzisiaj, kiedy kolega z pracy kładzie Ci rękę na kolanie, wzdrygasz się w duchu, ale myślisz sobie „to tylko kolano, nie cuduj!”. A kiedy po pierwszej randce próbuje Cię pocałować facet, z którym nie łączy Cię żadna chemia, z rezygnacją nastawiasz usta, bo przecież to tylko buziak. I kiedy koszmarnie boli Cię głowa, zamartwiasz się o chore dziecko, albo zwyczajnie nie masz ochoty, ale Twój mąż inicjuje zbliżenie, nie mówisz ani słowa. Tylko – z obojętnością, a czasem zupełnie wbrew sobie – oddajesz mu się, bo przecież będzie mu przykro. Bo przecież to Twój obowiązek.

 

Kiedy miałeś trzy lata, zdjąłeś kurtkę na placu zabaw, ale mama kazała Ci ją włożyć, bo jest Ci zimno. I, choć nie czułeś się głodny, nie pozwoliła wrócić na zjeżdżalnię, dopóki nie zjadłeś kanapki do końca. A kiedy chciałeś sam pokroić kotleta, zrobiła to za Ciebie szybciej i sprawniej. I nie pozwoliła założyć do przedszkola spodni w woy strażackie, bo nie pasowały do sweterka w paski.

Dziś dzwonisz do niej, żeby zapytać, jak wstawić pranie i czy kotleta się smaży czy wrzuca na wrzątek. Nie potrafisz sobie przyszyć guzika. A jeśli w zaprzyjaźnionym barze mlecznym dostaniesz zbyt dużą porcję, wepchniesz ją w siebie do ostatniego okruszka, choćby kosztem niestrawności. Paraliżuje Cię myśl o samodzielnym podjęciu jakiejkolwiek decyzji, a gdy już ją podejmiesz, ciągle zastanawiasz się, czy była dobra.

 

Kiedy miałaś cztery lata, mama niechcący zalała mlekiem Twój rysunek. Wściekłaś się, zaczęłaś płakać, tupać, krzyczeć. Zrzuciłaś kredki na podłogę. Mama kazała Ci się natychmiast uspokoić, powiedziała, że nie będzie tolerować takich wygłupów.  Że grzeczne dzieci się tak nie zachowują. A kiedy w emocjach wykrzyczałaś jej, że jest głupia, dała ci kilka klapsów i postawiła w kącie, żebyś przemyślała swoje zachowanie.

Dzisiaj, kiedy partner, dziecko czy koleżanka z pracy, robią coś, co Ci przeszkadza, nie mówisz ani słowa. Nie protestujesz, nie wdajesz się w awantury. Chociaż masz ochotę wrzeszczeć ze złości, zagryzasz tylko zęby, przyklejasz do twarzy sztuczny uśmiech i udajesz, że nic się nie stało. I tylko na wnętrzu dłoni coraz częściej odbijają Ci się ślady własnych paznokci i coraz więcej tabletek potrzeba, żebyś wieczorem mogła zasnąć.

 

Kiedy miałeś dziewięć lat, spędziłeś kilka dni, żeby przygotować się na sprawdzian ze znienawidzonej biologii. Dostałeś czwórkę z plusem i jak na skrzydłach wróciłeś do domu, żeby pochwalić się swoim sukcesem. Dumny ze swojej pracy. Dumny z jej efektu. Mama powiedziała Ci, że gdybyś się bardziej postarał, mogłeś dostać piątkę. I że Twoja siostra ma piątki nawet z tych przedmiotów, których nie lubi.

Dzisiaj pracujesz po czternaście godzin na dobę, żeby dopieścić zawodowe projekty. Ale nawet jeśli klienci są zadowoleni, nawet jeśli szef klepie Cię po plecach z aprobatą, i tak zastanawiasz się, co mogłeś zrobić lepiej. I patrzysz z zazdrością na koleżankę z biurka obok albo na kolegę z drugiego zespołu. Bo przecież oni na pewno są lepsi. Zawsze są lepsi.

 

A wystarczyłoby, żeby…

Ktoś powiedział, że każdy z nas się czasem czegoś boi. Że strach może być dobry, bo ostrzega nas przed zagrożeniem. Sprawdził z tym przestraszonym dwulatkiem, czy tego potwora pod łóżkiem naprawdę nie ma. Potrzymał za rękę. Przytulił, kiedy zbudzi koszmarny sen.

Ktoś wyjaśnił, że łzy to nie powód do wstydu. Że każdy ma prawo płakać, że łzy oczyszczają. I jeszcze powiedział tamtemu zrozpaczonemu pięciolatkowi, że rozumie, jak trudno jest pogodzić się z utratą ukochanej przytulanki, uznał wyjątkowość tego właśnie misia. Pochylił się nad emocjami. Pozwolił wypłakać smutek i tęsknotę bez oceniania i wyśmiewania.

Ktoś zaakceptował, że dziecko ma prawo decydować o swoim ciele. Że może nie chcieć być dotykane, obejmowane, całowane przez nieznajome ciotki, sąsiadki albo i brata czy siostrę. I powiedział tamtej sześciolatce, że stawianie granic nie jest niegrzeczne. I że nie musi nikomu dawać dowodów miłości.

Ktoś nauczył, że trzeba słuchać sygnałów ze swojego ciała. Zrozumiał, że odczuwanie zimna, głodu, bólu to kwestia indywidualna. I dał szansę nauki samodzielności. Pozwolił tamtemu trzylatkowi podejmować pierwsze, proste decyzje i poznawać ich konsekwencje. Zdobywać doświadczenie niezbędne w dorosłym życiu. Żeby dał mu poczucie sprawczości.

Ktoś ze spokojem zareagował na wybuch furii, życzliwie pochylił się nad szalejącym tornadem. Nazwał emocje, nauczył je identyfikować. Powiedział, że to w porządku czuć złość, rozczarowanie, wściekłość. I tamtą rozszalałą czterolatkę nauczył, jak je rozładowywać w cywilizowany sposób.

Ktoś docenił zaangażowanie, wysiłek, pracę włożoną w osiągnięcie wymarzonego celu. Powiedział: „widzę, że jesteś z siebie dumny”, „napracowałeś się”, „bardzo się starałeś”. I tamtemu dziewięciolatkowi dał poczuć, że jest wspaniały taki, jaki jest. Bez porównywania go z kimkolwiek i w jakiejkolwiek dziedzinie.

 

Wszystko to…

Wszystko to, czego nie dostałeś jako dziecko, wraca do Ciebie, kiedy jesteś już dorosły.

Doskwiera, uwiera, ciąży na Twoich barkach. Czasem powoduje lekki tylko dyskomfort. Czasem znika dzięki wsparciu otoczenia, partnera, własnej pracy i pozytywnym doświadczeniom. Czasem przygniata, dobija, wysysa duszę. Cieniem rzuca się na każdą relację i każdy dzień.

Wszystko to, czego nie dostałeś jako dziecko, możesz dzisiaj przepracować. Poszukać pomocy, jeśli samemu się nie da.

To trudne, cholernie trudne. Przyznać się do problemu. Stanąć z nim twarzą w twarz. Odrzucić pozory. Krytycznie spojrzeć na własnych rodziców, dom, dorastanie. Po imieniu nazwać toksyczne relacje. Wejść w swoją duszę i spojrzeć prawdzie w oczy.

To trudne, ale jednak warto. Tak bardzo warto. Bo to może być pierwszy krok, żeby odnaleźć siebie. Poradzić sobie z demonami. Przestać się winić za rzeczy, na które nie mieliśmy i nie mamy wpływu. Znaleźć spokój. Zacząć budować nowe życie.

Nie tylko dla siebie.

Wszystko to, czego nie dostałeś jako dziecko, możesz dzisiaj dać swojemu dziecku. Żeby w swoje życie nie musiało dźwigać Twoich ciężarów.

 

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj