Za zamkniętymi drzwiami dzieje się więcej niż myślisz

with 2 komentarze

za zamkniętymi drzwiami

Kilka dni temu napisałam tekst o tym, jak wiele kobiet uwikłanych jest w toksyczne związki. Jak wiele z nich wmawia sobie, albo autentycznie wierzy, że takie skrzywione relacje to nic niezwykłego, nic nagannego. Że tak to już jest, tak to bywa z tymi facetami. Jak wiele nie zdaje sobie sprawy, że są ofiarami różnych form przemocy…

Ania

Kiedy Ania po raz pierwszy poprosiła męża o dodatkowe pieniądze na jedzenie dla siebie i dzieci, powiedział jej, że swoją tygodniówkę już dostała i musi sobie jakoś poradzić. Nie interesowało go, że musiała kupić sandały dla starszej i lekarstwo dla młodszej córki. Z tego, co znalazła w lodówce, wykombinowała jeszcze dwa obiady dla dziewczynek. Ona sama zjadła tylko trochę suchego ryżu. Pierwszy, ale nie ostatni raz.

 

Julka

Kiedy Julka po raz pierwszy wspomniała, że chce wrócić do pracy, a trzyletniego Maksa posłać do przedszkola, mąż najpierw tylko ją wyśmiał. Za drugim razem w miarę grzecznie odmówił, za trzecim kategorycznie zakazał. Wszystkie kolejne próby powrotu do tematu kończyły się awanturą. Bo jego zarobki wystarczą. Bo miejsce matki jest przy dziecku, a żona nie ma łazić do roboty, tylko czekać na męża z obiadem w domu. Nie interesowało go to, że inaczej się umawiali. Że przecież miała tylko odchować dziecko, a potem wrócić do restauracji, którą kochała. Że miałaby elastyczne godziny pracy, służbowe auto, bardzo atrakcyjną pensję.
Kiedy zagroziła, że sama załatwi przedszkole, wyśmiał ją, bo na podaniu potrzebny jest podpis obojga rodziców, a on doskonale zna kierowniczkę. Miał rację. Więc ona, Julka, choć strasznie kocha syna, czuje, jak każdego dnia po trochę dusi się zamknięta wbrew swojej woli w czterech ścianach domu.

 

Monika

Kiedy Monika pierwszy raz usłyszała od swojego męża, że sprawdził jej skrzynkę i połączenia w telefonie, myślała, że to jednorazowy wybryk. Zareagowała bardziej zdziwieniem niż złością. Nie sądziła, że to tylko aktywacja systemu stałego nadzoru, w efekcie którego w każdy piątek wieczorem będzie się tłumaczyć z tego, z kim, po co, o czy i dlaczego rozmawiała. Że będzie się rozliczać z każdej wiadomości, z każdego maila, z każdej pogawędki na czacie. Że w końcu, każda rozmowa z nieznanym numerem, choćby przekonywała ze łzami w oczach, że to fryzjer czy kurier, będzie okazją do lawiny podejrzeń i wyzwisk, pośród których “zdradliwa dziwka” to całkiem łagodne określenie. Dlatego Monika stopniowo przestała utrzymywać kontakty z przyjaciółmi i znajomymi. Wolała samotność niż ciągłe podejrzenia i ataki. Ale dla jej męża pusta skrzynka to tylko dodatkowy powód do wściekłości. Bo przecież może ona oznaczać tylko tyle, że żona nauczyła się lepiej maskować…

 

Kaśka

Kiedy Kaśka pochwaliła się mężowi, że dostali zaproszenie na wesele jej przyjaciółki, powiedział jej tylko, że nigdzie się nie wybierają. Chociaż prosiła, chociaż nalegała, chociaż tłumaczyła, jak bardzo to dla niej ważne. W końcu zagroziła, że pójdzie sama. Wtedy po raz pierwszy przestał się do niej odzywać. Przed dwa tygodnie nie wypowiedział do niej ANI JEDNEGO SŁOWA. Lodowate milczenie połączone z przerażonymi spojrzeniami nierozumiejących tej sytuacji dzieci sprawiły, że się złamała i weselny wieczór zamiast na tańcach spędziła płacząc w zaciszu własnej łazienki. Od tej pory milczące dni i tygodnie zdarzały się niemal zawsze, kiedy tylko zdarzało jej się mieć zdanie inne niż jego. Teraz zdarza jej się to już coraz rzadziej.

 

Sylwia

Kiedy Sylwia poskarżyła się swojej mamie, że Jasiek ją wyzywa, usłyszała, że ma nie wydziwiać. Taki dobrze wychowany, świetnie zarabiający, przystojny mąż nieczęsto się trafia. A że czasem mu się wyrwie jakieś ostrzejsze słowo, to cóż, faceci już tacy są. Nigdy jej nie uderzył. O nie! Na to był zdecydowanie zbyt sprytny. Za to słów potrafił używać z najwyższym mistrzostwem. Tak, żeby zabolało najbardziej. Po kilku latach takiego traktowania, sama zaczęła wierzyć, że do niczego się nie nadaje, że jest beznadziejna, że głupia, że obleśna, że leniwa. Że bez niego nic nie znaczy, nic nie osiągnie. Że jest śmieciem. Uwierzyłaby może i w to, że jest dziwką, jak twierdził, gdyby nie to, że siedząc całymi dniami zamknięta w domu nie miałaby okazji do zdrady nawet, gdyby jej szukała.

Kiedyś w akcie desperacji powiedziała mu, że odejdzie, jeśli nie zacznie jej traktować tak, jak na to zasługuje. Odpowiedział, że nie zasługuje na nic lepszego. I zagroził, że jeśli ośmieli się odejść, zabierze jej dzieci. Uwierzyła. W końcu przez tyle lat skutecznie pracował na to, żeby zapamiętała, że bez niego na pewno nie da sobie rady.

 

Anita

Kiedy Anita po raz pierwszy zgodziła się na seks, choć nie miała na niego zupełnie ochoty, poczuła niesmak. Do siebie, choć przecież powinna raczej do niego. Namowy, naciski, aluzje, kolejne próby i podejścia, odwoływanie się do małżeńskich powinności, w końcu zawoalowana groźba zdrady, bo przecież gdzieś facet musi się wyszumieć, sprawiły, że uległa. Pomyślała wtedy, że już lepiej odcierpieć ten kwadrans niż wysłuchiwać tego przez kolejne dni. Nie wiedziała, że w ten sposób tylko otwiera puszkę Pandory… Dzisiaj Anita już nie odmawia. Zaciska zęby i stara się myśleć o czymś innym. Zresztą, dobrze wie, że odmowa nie ma sensu. On i tak weźmie to, na co ma ochotę.

Basia

Kiedy mąż po raz pierwszy zagroził jej, że jej wpierdoli – użył dokładnie tego słowa! – jeśli jeszcze raz zniszczy mu koszulę, Basia nie mogła uwierzyć własnym uszom. To było dwa dni po drugiej rocznicy ich ślubu, a ona przez moment zastanawiała się nawet, czy na pewno się nie przesłyszała. Niestety nie. Od tej pory groźby pojawiały się coraz częściej i z coraz bardziej błahych powodów. Bez powodu nawet. Nie, nigdy jej nie uderzył. Ale to, co chciałby jej zrobić, opisywał tak plastycznie i z takim zimnym okrucieństwem, że zaczynała drżeć na sam dźwięk jego głosu.
Kiedyś spróbowała od niego odejść, ale wrócił z pracy szybciej niż zwykle i zastał ją pakującą walizkę. Powiedział, że, gdziekolwiek by nie uciekła, znajdzie ją i zabije. Powiedział to taki głosem, że uwierzyła i została. Walizkę wyniósł na śmietnik.

Kiedy kilka dni temu napisałam tekst (czytaj TUTAJ) o toksycznych związkach, nie spodziewałam się, że wywoła on tyle reakcji. Gdzieś wokół mnie posypały się dramatyczne opowieści, przerażające wyznania kobiet, dziewczyn, za których uśmiechniętymi twarzami kryje się otchłań bólu, strachu, bezsilności i beznadziei. Poczucia, że trafiły w pułapkę, z której nie mają szans się wyrwać. Bo są same. Bo znikąd pomocy. Bo często nikt nie traktuje ich poważnie.

 

Za zamkniętymi drzwiami…

Kiedy mowa o przemocy domowej, myślimy głównie o tej fizycznej. Siniaki, skaleczenia, złamania, podbite oczy – to robi wrażenie, to budzi oburzenie. Ale za zamkniętymi drzwiami naszych domów dzieje się często o wiele więcej, niż widzimy na pierwszy rzut oka. Przemoc psychiczna, przemoc ekonomiczna, przemoc seksualna bywają równie skutecznie, jak bicie. Obezwładniają, poniżają, rozgniatają.
Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu odbierają niezależność, siłę, prawo do decydowania o sobie. Niszczą poczucie własnej wartości, pozostawiając ofiary nie tylko bezsilne i bezwolne, ale często też przekonane, że na taki los sobie zasłużyły. I że nic już nie może ich uratować. Do tego właśnie dążą ich oprawcy. Żeby poniżyć, zaszczuć, uzależnić i zdeptać tak, żeby ofiara przestała choćby myśleć, że może się podnieść. Żeby milcząco zaakceptowała swoją rolę.

 

Same sobie winne?

Przytoczyłam tu historie kobiet, bo to one są głównie czytelniczkami mojego bloga, ale ofiarami przemocy domowej padają – choć statystycznie rzadziej – i mężczyźni. Zresztą – płeć nie ma tu znaczenia. Za zamkniętymi drzwiami cierpią ludzie, po prostu ludzie, w których zabija się wiarę we własną wartość i prawo do szczęścia. Ludzie, których przemoc w białych rękawiczkach chce pozbawić człowieczeństwa.
Nader często jesteśmy skłonni surowo oceniać ofiary uwikłane w toksyczne związki. Same są sobie winne. Czemu nie odeszły. Trzeba było się postawić. Komuś, kto stoi na zewnątrz, takie sytuacje mogą się nie mieścić w głowie. W naszych czarno-białych ocenach nie uwzględniamy strachu, zdewastowanego doszczętnie poczucia własnej wartości, totalnego osamotnienia, braku funduszy i sił czy w końcu współuzależnienia ofiary od kata. Może zamiast oceniać coś, czego nie potrafimy zrozumieć, lepiej skupmy się na tym, jak możemy pomóc?

 

Wirtualny krzyk rozpaczy

Internet to dla takich ofiar czasem ostatnia deska ratunku. Gdzieś pomiędzy kolejnymi strasznymi chwilami wpadają do sieci, wylewają z siebie żal i ból, którymi nie mają się z kim podzielić w rzeczywistym świecie. W desperackim krzyku rozpaczy opisują historie, od których głos jeży się na głowie. Zostawiają ślad, którego nie można zlekceważyć.
Ania, Julka, Monika, Kaśka, Sylwia, Anita, Basia istnieją naprawdę, choć ich imiona na potrzeby tego wpisu zostały zmienione. Podobnie jak istnieją całe rzesze bezimiennych dziewczyn, które już tylko w internetowej anonimowości znajdują odrobinę ulgi i chwilową ucieczkę przed tyranem. I właśnie dlatego tu jestem. Dlatego w moim Pozytywny Domu poruszam tak trudny i ciężki temat. Może jednym tekstem nie zbawię świata, ale jeśli dla chociaż jednej osoby stanie się on impulsem do działania, jeśli chociaż jedna osoba zrozumie dzięki niemu, że jest ofiarą przemocy i znajdzie w sobie odwagę, żeby o siebie zawalczyć, to naprawdę warto.

 

Szukaj pomocy!

Wiem, że masz poczucie, że to pułapka bez wyjścia.
Wiem, że jesteś przerażona.
Wiem, że myślisz, że nie dasz sobie rady sama.
Ale nie musisz być sama!

Są miejsca, w których możesz szukać pomocy. To Ośrodki Pomocy Społecznej, Ośrodki Interwencji Kryzysowej czy Domy Samotnej Matki. To także “Niebieska Linia” z czynnym przez całą dobę numerem telefonu (0 800 12 00 02) dla ofiar przemocy w rodzinie oraz rozmaite fundacje, jak  Centrum Psychologiczno – Terapeutyczne „Tęcza” czy krakowska Fundacja 3-4-Start. To z inicjatywy tej ostatniej powstała akcja „Za zamkniętymi drzwiami” mająca na celu propagowanie wiedzy na temat przemocy psychologicznej i ekonomicznej w rodzinach, w ramach której powstał także ten wpis.

Choć może teraz w to nie wierzyć, są na tym świecie ludzie, którzy chcą Ci pomóc. Znajdź ich! Szukaj pomocy, dopóki nie jest za późno! Kluczowa decyzja jest w Twoich rękach!

#zazamkniętymidrzwiami #kobietydlakobiety #kampaniazazamkniętymidrzwiami #fundacja34start

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

2 Responses

  1. Malisalia
    | Odpowiedz

    Jakie to prawdziwe….niestety nieraz takie kobiety są szalenie nie świadome swojego położenia i wcale nie widzą problemu!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Na tym polega dramat 🙁 ktoś trwa w nieszczęściu i wierzy, że tak już musi być 🙁

Skomentuj